czwartek, 17 września 2015

Epilog

  Hej Kaczorki... Wiem, że się tego nie spodziewaliście... W sumie ja tak do końca też... 
 Nie bijcie tylko czytajcie... :/



 1 września:
Perspektywa Asi:
 Ehhh... Znowu nadszedł ten czas zmagań z nauką, nauczycielami... No i innymi uczniami oczywiście. Nowa szkoła to zawsze niepokój. Nigdy nie wiesz co cię czeka. Czy inni przyjmą cię do swojego grona, czy też odrzucą? Tego najbardziej się boję... Sami wiecie jak to u mnie było... Teraz przynajmniej Aśka dała mi spokój... Nawet ostatnio jej nie widziałam. Wyjechała gdzieś? A może się przeprowadziła? Jest jeszcze możlowość, że mnie unika.... Nie wiem. Prędzej czy później się dowiem... W ogóle słyszałam, że chłopak ją żucił. Ciekawe czy to rzeczywiście prawda...? 

 Wyszłam ze szkoły. Na rozpoczęciu roku poznałam kilka osób, które wydają się ok. To znaczy... Bartek mnie z nimi poznał. Jest o rok ode mnie starszy i tak! Chodzi ze mną do tego samego liceum. Emm... Mniejsza o to... Ludzie wydają się być mili. Nauczyciele chyba także. 
 Pewnie zastanawiacie się czy mój chłopak dowiedział się o pocałunku z Kubą? Nie. Nic o tym nie wie i mam nadzieję, że się nie dowie... Między mną a Jakubem jest już wszystko dobrze, a temat... naszego pocałunku omijamy szerokim łukiem, więc wszystko idzie na dobrej drodze. Oczywiście nie czuję się z tym dobrze, że muszę okłamywać Bartka, ale mam inne wyjście? No jest... ale to byłby koniec naszego związku... Ja chcę z nim być! Nie mam zamiaru rezygnować z powodu głupich wyrzutów sumienia! Będę to ukrywać ile tylko się da! 
 Zresztą o tym incydencie wiem tylko ja i Kuba, więc co mogłoby pójść nie tak? Nawet Julce o tym nie powiedziałam... Chcę po prostu o tym zapomnieć.... I tyle!

 Czekałam z Kubą w parku na Bartka. Mieliśmy iść do skate parku. Od jakiegoś czasu dosyć często robiliśmy tam wypady, bo na urodziny dostałam od moich przyjaciół fiszkę(to taka mała deskorolka) i bardzo spodobała mi się na niej jazda.

-On zapomniał czy jak?-niecierpliwił się Jakub.
-Napiszę do niego-oznajmiłam i wysłałam wiadomość do chłopaka:
,,Za długo będziesz?? ;P"
Po chwili odpisał:
,,Poczekacie jeszcze z 15 minut? Muszę coś jeszcze załatwić ;*"
,,Ok ;**"
-Będzie za jakieś 15 minut...
-Dobra...-mruknął.
 Zaczęliśmy gadać głupoty, aby ten czas szybko zleciał. No, muszę przyznać dawno się tak nie uśmiałam.... Ludzie się na nas dziwnie patrzyli, ale co tam?! Nie ma to jak pokazywanie różnych dziwacznych rzeczy za plecami staruszki, czy śpiewanie na cały głos np. ,,Hera koka hasz LSD". Nie ważne co ludzie o nas szeptali do towarzyszy! Ważne, że my się dobrze bawiliśmy!
-No... 15 minut już dawno minęło-powiedział Kuba-myślisz, że do jutra dotrze?
-Możliwe-mruknęłam i telefon mi spadł na chodnik po przez zabawę nim. Zrezygnowana czekaniem schyliłam się po niego.
Mój przyjaciel zrobił to samo. Kuba podniósł go i podał mi przedmiot. Spojrzałam na komórkę, następnie na Jakuba, który cały czas mi się przyglądał. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy, aż wreszcie zdałam sobie sprawę do czego to prowadzi. Mój wzrok padł na ziemię. Chłopak dotknął dłonią mojego policzka, sprawiając, że znowu patrzyłam prosto w jego oczy. Kuba momentalnie się do mnie przybliżył i nasze wargi się zetknęły. Całowaliśmy się długo i namiętnie...

Perspektywa Bartka:
 Wreszcie doszłem do parku. Myślałem, że tego dnia w cale nie wyjdę z domu. Znowu się pokłuciłem z rodzicami... A czemu? Bo nagle przestało im się podobać, że chodzę z Joasią! Tyle czasu mama ją zachwalała, że jaka to miła dziewczyna... A teraz...?!
 Kiedy zobaczyłem znajome twarze... moje serce pękło... po prostu rozpadło się na drobniutkie kawałeczki... Nigdy nie zapomnę tego widoku... Moja dziewczyna, dla której mógłbym zrobić wszystko i przyjaciel... Któremu bałem się zauwać... Ale mu zaufałem! Draniowi, które nie jest niczego wart! Ona nie lepsza!
 Stałem tak jak głupi, nie mogąc zrobić chociaż najmniejszego ruchu. Nie dochodziło to do mnie... Nic nigdy tak nie bolało...

Perspektywa Asi:
 Odsunęliśmy się od siebie powoli, po czym spojrzałam przed siebie. Zobaczyłam Bartka... Mojego Bartusia... Dopiero wtedy zrozumiałem co się stało. Chłopak spuścił głowę i odszedł... Pobiegłam za nim, krzyczałam, że to nie tak, że... To Kuba... Że go kocham... Kocham...

3 lata później:
 Bartek nie chciał więcej ze mną rozmawiać. Szybko się pozbierał i znalazł sobie nową dziewczynę. Z tego co wiem będą mieli dziecko... Ciekawe jak sobie poradzą? Chyba na rodziców Bartka nie mają co liczyć, bo wiem, że się wyprowadził i nie utrzymuje z nimi kontaktu.
Julka i Kacper nadal są razem. Aśka nie mieszka już w Gdańsku. Natomiast Liwia przeprowadziła się tu, nad morze. Mamy teraz bardzo dobry kontakt. Znalazła sobie nowego chłopaka, bo z tamtym nie wyszło i teraz z nim mieszka. Daniel ma narzeczoną, z którą się zaprzyjaźniłam. Naprawdę fajna z niej dziewczyna, więc nie dziwoę się dlaczwgo wybrał ukurat nią. Nadal traktuje mnie jak małą siostrzyczkę, chociaż mam już 19 lat.
 A ja? Dobre pytanie... Ja przechodzę najlepszy okres w moim życiu! Jestem naprawdę szczęśliwa już bardzo długo! Jestem z Kubą... To on wyrwał mnie z dołku po rozstaniu z Bartkiem. On pokazał mi jak mam żyć dalej.
 Koniec końców wszystko się ułożyło. Jak będzie dalej? Tego nie wie nikt... Przyszłości nie da się przewidzieć. Co będzie to będzie. Postaram się żyć jak najlepiej. Aby dalej być szczęśliwa. Kto by pomyślał, że przez jedne wakacje może się tyle wydarzyć? Kto by pomyślał, że będę z Kubą? Kto by pomyślał, że... w końcu zaznam szczęścia... Ja na pewno nie...




To już jest koniec
Możecie mnieć do mnie żal... Sama nwm co mam pisać... Te bzdety, że jest mi przykro, ale nie wiem co już pisać? Nie. To już nudzi...
No to tak... Mam jeszcze dużo pomysłów i to nie jest mój koniec z pisaniem. Założyłam nowego bloga, na którym będzie nowe opowiadanie. 
Dlaczego z tym kończę? Bo według mnie fabuła już nie ma sensu. Zaczęłam pisać źle i... Chcę to jakoś naprawić na nowym blogu. Tam będzie nowa fabuła, nowi bohaterowie, nowe przygody, wzloty i upadki, miłości itd. itp... Mam nadzieję, że tam będzie dużo ciekawiej niż tu. 
Już niedługo ukaże się tam prolog, więc jeśli lubiliście to opowiadanie to serdecznie tam zapraszam ;*


Ogólnie to baaardzo dawno nie było żadnego rozdziału, ale jestem teraz w gimnazjum i mam dużo więcej nauki :/ no cóż takie życie :c 
Rozdziały na nowym blogu nie będą się ukazywały jakoś super często, ale będę się starała! Obiecuję! 
W wakacje miałam straszną załamkę z pisaniem, ale teraz się bardzo za tym stęskniłam <3
Ten rozdział napisałam jeszcze przed końcem wakacji, ale nie miałam serca go wstawić :c nawet nie wiecie jak kocham pisać i nie zamierzam z tym kończyć zupełnie, ale... Już się poplątałam w tym co piszę xD 


Tu macie link do nowego opowiadania:



Nwm czy ktoś się zorientował, ale jeszcze przez zamysłem zakończenia tego opowiadania przyszedł mi pomysł na jeszcze innego bloga =DD narazie się na nim nie dzieje za wiele, ale postaram się to zmienić =)




No... Nie ukrywam, że jest mi szkoda, bo wiele czasu poświęciłam dla tego bloga i... Zaczynam pisać te bzdety... Ale co tam?! Jestem w  nastroju, więc mogę coś takiego napisać! xD ;P

No to jest mi przykro, będę tęsknić za Asią, Bartkiem, Kubą, Danielem, Julką, Liwką, Kacprem i całą resztą... Za Wami również Mordki <3 Chciałam podziękować Wam również za to, że byliście przy mnie, wspieraliście mnie i w ogóle... Chcę podziękować jeszcze mojej przyjaciółce, która dawała mi pomysły na różne sytuacje i tego typu rzeczy... I te komentowanie tego rozdziału :') Dziękuję Wam Kaczory za 2200 wyświetleń! <3 Nie przypuszczałam, że uda mi się tyle osiągnąć <33 

Mam łzy w oczach... Jest mi tak szkoda.... Ale już postanowiłam.... Niestety to koniec historii Joasi... 



Pa Kaczorki ;* Do zobaczenia na następnym blogu :') <33


sobota, 8 sierpnia 2015

Rozdział 33.



Perspektywa Asi:
 Nawet nie zauważyłam kiedy nasze usta się dotknęły... Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że to zaszło za daleko... Odsunęłam się od Kuby.
-Prze...przepraszam... To moja wina... Nie powinienem-odparł chłopak.
-To też moja wina-wyszeptałam, licząc na to, że nikt tego nie usłyszy. Jednak chyba Kuba słyszał moje słowa... Chłopak głośno westchnął i położył swoją dłoń na mojej. Odruchowo ją zabrałam.
-Może ja już pójdę-mruknął po czym skierował się w stronę drzwi. Nim jeszcze wyszedł z pomieszczenia odwrócił się i powiedział dosyć cicho:
-Przepraszam.
 Po tych słowach opóścił mój dom...
 W oczach chłopaka widziałam smutek. W sumie... Ja również posmutniałam... Jak ja mogłam to zrobić Bartkowi...?
 Od dziecka bałam się że ktoś mnie w przyszłości zdradzi, przy czym mnie bardzo zrani. W wielu filmach tak jest, ale te zranione osoby po jakimś czasie się zbierały. Zawsze wydawało mi się że to tylko gupia fikcja, która nie ma nic do prawdziwego życia. No, ale chyba tak jest i tak będzie. Tylko niektórzy się poddawali i po prostu z sobą kończyli. Ja chyba jestem jedną z niewielu ludzi, którzy po własnej zdradzie nie radzą sobie z negatywnymi emocjami. Jak się domyślacie, zaraz po wyjściu Kuby nie wytrzymałam i po prostu się rozpłakałam. Nawet nie zdajecie sobie z tego sprawy, co ja czułam. Czułam się jakby mnie ktoś zdradził, a nie ja kogoś. Nie daję sobie rady z tą myślą... Niby to był tylko niewinny pocałunek... który był namiętny i długi... W sumie to już nie taki niewinny, ale... Nie ma żadnego ,,ale".
 Bardzo się boję, że jeżeli powiem o tym Bartkowi, to on ot tak zerwie że mną...
 Coś czuję, że poczucie winy będzie zbyt duże i... w końcu powiem to mojemu chłopakowi... Nie wiem jka długo dam radę... Nie wiem czy od razu wszystkiego nie powiem... Nie wiem... Po prostu nie wiem i strasznie się boję, że go stracę... On jest pierwszą osobą, którą... naprawdę, bardzo mocno kocham...

niedziela, 26 lipca 2015

Rozdział 32.

 Hej Kaczorki <3
 Strasznie Was zaniedbałam :< Ale byłam u babci u wczoraj wróciłam... nie miałam dostępu do internetu i po prostu nie mogłam nic dla Was napisać... Mam nadzieję, że się nie gniewacie c: 
Smutam troszku, bo ostatnio nie ma żadnych komentarzy ;<< Jak mam pisać dalej to Wy też się trochę postarajcie...
 Dobra już nie ważne...
 Zapraszam na grupę na fb oraz aska =D linki macie obok ;* 


-----------------------------------------------------------------------------------------Reszta dnia była wspaniała! Ale to tylko dlatego, że była spędzona z moimi przyjaciółmi! Zaprosiłam tylko Bartka, Julkę, Liwkę, Daniela, Kubę i Kacpra. Nie zapraszałam znajomych mojego chłopaka, bo nie znamy się za dobrze i w ogóle...
 Niestety tego wieczoru Liwia miała wrócić do domu. W pożegnaniach oczywiście nie zabrakło łez. Jak my byśmy się w ogóle mogły pożegnać bez płaczu?! Kiedy dziewczyna odjechała, weszliśmy do domu, ponieważ na dworze zrobiło się chłdno.Tam zagraliśmy w kalambury. Przy tej zabawie było równie dużo śmiechu co wcześniej. Na koniec jeszcze trochę potańczyliśmy.
 Przyjęcie zakończyło się po pierwszej w nocy. Każdy był tak samo zmęczony wspólną zabawą, więc moi przyjaciele się rozeszli do domów. Daniel został trochę dłużej, aby pomóc mi postrzątać. Podczas tej czynności cały czas się wygłupialiśmy. Ja przy okazji potłukłam dwie szklanki... Kiedy zbierałam szkło z podłogi oczywiście musiałam się skaleczyć... ale to szczegół.

Następny dzień:
 Obudziłam się przed południem. Standardowo wzięłam prysznic, ubrałam się i uczesałam. Następnie zjadłam śniadanie i pobawiłam się z Lusią. Niestety nie na dworzu, bo padał deszcz. W sumie to i tak nie miałam ochoty wychodzić. Dziś zaczął mi się okres, więc może to i lepiej... Przynajmniej nikt mnie z domu nie będzie wyciągał. Odpocznę sobie w samotności, ponieważ rodziców nie ma. A może ktoś mnie odwiedzi...? Jak nie to poczytam sobie książkę, posłucham muzyki, bądź się prześpię.

4 godziny później:
 Z drzemki wyrwał mnie przeraźliwy dźwięk dzwoniącego telefonu. Bez patrzenia na wyświetlacz wcisnęłam zieloną słuchawkę.
-Kto śmie mnie budzić?
-Yyy... To ty jeszcze śpisz?-byłam taka zaspana, że dopiero po chwili zidentyfikowałam właściciela głosu. Był nim mianowicie Jakub.
-Drzemałam-mruknęłam.
-Ahaa... A mogłabyś otworzyć mi drzwi? Bo ja tu moknę!
-Dobrze już idę-odrzekłam wyplątując się z koca i rozłączając się. Zeskoczyłam w miarę szybko po schodach i udałam się w stronę drzwi. Kiedy je otworzyłam ukazał mi się wysoki brunet z kapturem od granatowej bluzy na głowie.
-Długo czekałeś?-zapytałam, wskazując aby wszedł do środka.
-Trochę... Mocny masz sen-odparł zdejmując buty.
-Daj tą bluzę, bo cała mokra jest... spodnie zresztą też... Poczekaj-mruknęłam kierując się do pokoju rodziców. Tam znalazłam jakieś spodnie taty, które mogłyby się nadawać dla chłopaka. Wróciłam do niego i podałam mu przebranie. W czasie kiedy Kuba się przebierał ja spowrotem wskoczyłam pod mój kocyk. Lusia chodziła za mną krok w krok. Kiedy chłopak się już przebrał, powygłupialiśmy się trochę.

2 godziny później:
Perspektywa Kuby:
 Bardzo miło mi się spędza czas z Asią... Zmieniła się trochę... Kiedyś była bardzo nieśmiała, a teraz już tak nie jest... Stała się otwarta... Z wyglądu także się zmieniła... Jest śliczna. Nie żeby w cześniej nie była, ale teraz... Co się ze mną dzieje?! Może się w niej za...zakochuję...? Nie... Nie! Ona przecież ma chłopaka! Jezu, człowieku ogarnij się! Nie mogę... Ona jest taka słodka... I tak jej nie obchodzę... To znaczy... Jesteśmy przyjaciółmi, ale TYLKO przyjaciółmi. TYLKO! Nawet nie mam co liczyć na więcej...
 Z przemyśleń wyrwał mnie głos dziewczyny:
-O czym tak myślisz?
Sam już nie wiem co jej powiedzieć... Kilka słów za dużo i uzna mnie za durnia... i wszystko się sypnie...
 Dopiero teraz zauważyłem, że ona także się mi przygląda. Jej śliczne niebieskie oczka patrzą się prosto w moje... Moja twarz powoli wędrowałam do jej...
 Czytasz=Komentujesz ;D

sobota, 11 lipca 2015

Rozdział 31.


JEŚLI CZYTASZ MOJE OPOWIADANIE PROSZĘ ZOSTAW KOMENTARZ ;>>
CHCIAŁABYM WIEDZIEĆ ILE WAS JEST =D 
Hej Kaczorki <3
 Dziś miało mnie nie być, ale pogoda się popsuła o jestem! Oczywiście jestem zła, ale co poradzisz? 
Łapcie rozdzialik z przygotowań do urodzin Joasi. 
W ogóle to dziękuję Wam za 30 rozdziałów! Co prawda ten jest 31, ale ostatnio zapomniałam o tym napisać xD Moflibyście trochę bardziej komentować, bo wiecie dobrze, że to mnie motywuje, a kiedy ich nie ma to nawet nwm, czy ktoś to czyta... ;/ 
Kto czyta moje opowiadanie niech zostawi tu +1 lub komentarz ;>


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


24 lipiec:
 Wreszcie nadszedł ten dzień... Dzień, w którym kończę 16 lat! Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego jak bardzo się cieszę. Te urodziny są dla mnie takim jakby wyzwoleniem od problemów związanych z cholernym gimnazjum. Te 3 lata, które tam spędziłam były najgorsze w moim życiu! Nie życzę nikomu, aby przeżył to co ją musiałam przejść. Z każdym dniem było gorzej, codziennie się że mnie śmiali... Ale to już przeszłość! ,,Ale to już było i nie wróci więcej". 
 Obudziłam się sama z siebie o 7:02. Dosyć wcześnie, ale ja praktycznie zawsze się tak budzę, jak coś fajnego ma być. Dobry humor mi dopisywał. Od razu wyskoczyłam z łóżka i włączyłam piosenki na laptopie. Pierwsza leciała ,,Dach". To jedna z moich ulubionych. Tanecznym krokiem udałam się do łazienki, gdzie napełniłam wannę gorącą wodą. Dolałam jeszcze płyn o zapachu truskawek, który się rozpienił. Zaciągnęłam z siebie piżamę i wskoczyłam do cieplutkiej wody. Drzwi zostawiłam uchylone, więc przy okazji mogłam słuchać muzyki. Podczas mojej kąpieli bawiłam się pianą. To było dosyć zabawne, taki trochę powrót do dzieciństwa. O dziwo nie narozlewałam wody. Kiedy już wystarczająco się ,,namoczyłam", owinęłam się mięciutkim ręcznikiem i wróciłam do mojego pokoju. Otworzyłam szafę i moim oczom ukazała się miętowa sukienka. Specjalnie wczorajszego wieczoru ją tak powiesiłam. Nie założyłam jej, ponieważ trzeba jeszcze przygotować wszystko na dole. Ogólnie całą impreza ma odbyć się w ogrodzie. Ostatnio dopisuje świetna pogoda, więc to moim zdaniem wspaniały pomysł. Ubrałam się w krótkie, poderte szorty, białą koszulkę z nadrukiem i białe conversy. Włosy natomiast upięłam w artystycznie rozpalonego koka. Były jeszcze trochę mokre, ale rozpuszczone by mi przeszkadzały, a nie lubię ich suszyć suszarką. Po prostu się od tego niszczą...
 Posprzątałam pokój, a nie był zbytnio zabałaganiony, więc szybko się owinęłam. Wyłączyłam muzykę i z nieustannym bananem na ustach zeszłam na dół. Po drodze zabrałam jeszcze telefon i sprawdziłam godzinę. Była 9:32. No cóż... Wcześniej mi się wcale nie śpieszyło i miałam zajęcie, więc czas szybko zleciał. W kuchni byli moi rodzice. Jedli śniadanie, które składało się z naleśników z dżemem. Dołączyłam do nich. W między czasie trochę rozmawialiśmy. Kiedy kończyłam posiłek, moja rodzicielka przygotowywała składniki na tort. 
 Nagle ktoś zasłonił mi oczy dłońmi i zapytał się:
-Kim jestem?
-Bartek- zachichotałam. Chłopak odsłonił mi widok i pocałował mnie w usta. Oddała mu i przy okazji przygryzłam mu wargę.
-Yghy... Ja tu jestem-mruknęła moja mama, na co mój chłopak odsunął się trochę. Widać było, że trochę się zawstydził. Zaśmiałam się pod nosem i wróciłam do moich naleśników. Zjadłam ostatni kawałek i talerz włożyłam do zmywarki. 
-Idziemy dmuchać balony?-zaproponowałam. 
-Dobrze jubilatko-odparł Bartek i cmoknął mnie w czoło. Złapałam go za rękę i pociągnęłam do salonu. Chłopak usiadł na kanapie, a ja złapałam opakowanie z balonami i je otworzyłam. Wysypałam jego zawartość obok Bartusia. Podczas pompowania kolorowych balonów nieźle się uśmialiśmy. Policzki mnie już po pierwszych bolały, a to był dopiero początek. 
-Siemanko, przydam się na coś?-do domu przyszedł Daniel. 
-Elo-przywitał się mój chłopak.
-Hej, jasne! Będziesz pompował z nami balony-pomachałam jednym z nich. Chłopak bez słowa usiadł obok Bartka. Żuciłam w niego jednym. 
 Kiedy napełnialiśmy balony kilka z nich pękło, kilka poleciało w różne kąty pomieszczenia, a my odstawialiśmy różne śmieszne miny i śmialiśmy się co chwila. Nie zabrakło także przytulasów, całusów i zdjęć.  
 Po upływie jakichś 40 minut nadmuchane były prawie wszystkie i przyszedł mój tata.
-Dzieciaki, a pompki to wy nie chcecie?- żucił dwa przedmioty do nas, a my oczywiście wybuchliśmy głośnym śmiechem. 
-Tato, wcześniej trzeba było powiedzieć, że są-powiedziałam, kiedy udało mi się trochę opanować.

JEŚLI CZYTASZ MOJE OPOWIADANIE PROSZĘ ZOSTAW KOMENTARZ ;>> 
CHCIAŁABYM WIEDZIEĆ ILE WAS JEST =D

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 30.

Hej Kaczorki <3
 OD RAZU INFORMUJĘ, ŻE NA CZAS WAKACJI ROZDZIAŁY BĘDĄ SIĘ POJAWIAŁY NIEREGULARNIE, ALE BĘDĘ SIĘ STARAĆ, ABY BYŁY OK. 3 NA TYDZIEŃ
  Rozdział mi chyba słaby wyszedł, ale jest! xD
Punktualnie 20:00 =P


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



,,Kuba?! Co Ty tu robisz?! :O Zaraz u Was będę!!!"
Julka dotarła już po 15 minutach. No i oczywiście żuciła mi się na szyję. Ją to nie wiem jak one mnie wszystkie od razu poznały po tyłu latach... W sumie to i ją je od razu poznałem, więc czemu się tak dziwię...? 
  Rozmawialiśmy, żartowaliśmy i wygłupialiśmy się do godziny 15:10. Zgłodnieliśny po tym czasie i Asia zaproponowała żebyśmy poszli do pizzerii. Wszystkim bardzo odpowiadał ten pomysł, więc udaliśmy się na posiłek. Julka szła tyłem, bo było za mało miejsca na chodniku oraz musiała z nami rozmawiać. Jak się domyślacie, wpadła na kilka osób, w tym staruszkę, która się na nią wydała. Po niej już szła normalnie... 
 Po skończonym posiłku wróciliśmy do ogrodu Joasi. Spędziliśmy tam miłości czas, aż do wieczoru. Przy okazji wrócili rodzice Asi i oni także mnie poznali! Na kolację jeszcze zostałem, ale Julka musiała iść. Ją zaraz po kolejnym, pysznym posiłku także wróciłem do domu.
 
Perspektywa Asi:
 Dni mijały bardzo szybko... Wydawało mi się, że zdążyłam wstać, a tu zaraz trzeba się znowu kłaść... Każdy dzień był oczywiście przepełniony spotkaniami z moimi przyjacółmi, których w niedługim czasie przybyło. Liwka niestety już za kilka dni wyjeżdża, ale już umówiłyśmy się z Julką, że w sierpniu pojedziemy do niej. W między czasie Bartek i Kuba się poznali. Mój chłopak na początku był nie ufny co do stosunków, które łączą mnie i Jakuba. Nie wiem o co mu chodziło. Przecież my się tylko przyjaźnimy! No dobra... Zanim wyjechał podkochiwałam się w nim, ale on wolał Liwkę... Ale to było kiedyś! Teraz kocham Bartusia! To moja pierwszą odwzajemniona miłość! Pierwsza! Dobra... Nieważne...
 Wczoraj mnie i Liwii zebrało się na wspominki. Rozmawiałyśmy i przeglądałyśmy zdjęcia naszej starej ekipy... Ehh... Oskara 5 lat temu potrącił samochód... Chłopak nie przeżył... Pamiętam jak to przeżywałam... To był mój przyjaciel... Natomiast Nikodem... W gimnazjum znalazł się w złym towarzystwie i zaczął ćpać... 
 Zaraz po wyprowadzce Kuby ekipa zaczęła się rozpadać... Bo bez niego to już nie było to samo i stwierdziliśmy, że to koniec... Tęsknię za tym... Za nami... Kubuś wrócił, ale reszty chłopaków przecież nie ma... 
 Podczas tego wspominania płakałyśmy jak idiotki...

 Dzisiaj jest 21 lipiec, czyli za 3 dni są moje urodziny! Bardzo się na nie cieszę i już nie mogę się doczekać! Wraz z Julką i Liwią poszłyśmy na zakupy. Dziewczyny pomagały mi w wyborze sukienki. To było wyzwanie, gdyż albo nie podobała mi się, albo nie było mojego rozmiaru. Po trzech godzinach chodzenia po sklepach usiadłam zrezygnowana na ławce.
-W dresy się ubiorę-prychnęłam.
-Ej no weź... Musimy coś znaleźć-mówiła Liwia.
-Tamta czerwona była ładna-wruknęła Julka.
-Ale za duża! 
-Chodź jeszcze tam-wskazała ręką Liwka-no chooodź!
Nie wiem jakim cudem dziewczyny mnie zaciągnęła do tego sklepu. Byłam już trochę zła. Nie chciało mi się już szukać. 
-Asia! Pacz co mam!!-entuzjazmowała się Julia. Podała mi miętową sukienkę z elementami koronkowymi. Była wprost śliczna. Postanowiła ją przymierzyć i była jak ulał! Kupiłam ją, poszłyśmy jeszcze dobrać buty. Kiedy już znalazłyśmy odpowiednie, był już wieczór, więc rozeszłyśmy się do domów.

 Czytasz=Komentujesz! ;D

piątek, 3 lipca 2015

Rozdział 29.

 Hej Kaczory <3
 Wiem... Wiem... We wtorek znowu nie było rozdziału... Mi się po prostu nie chce siedzieć w domu, kiedy na dworze jest taka ładna pogoda! I weny ostatnio też troszku mało, więc ta malutka przerwa nawet dobrze mi zrobiła =)
Od razu Was informuję, że w przyszłym tygodniu jadę na weekend nad morze <3 niestety nie będę miała wtedy możliwości dodawania rozdziałów :/ w piątek raczej też nie będzie rozdziału, bo będę musiała następnego dnia wstać około 5 rano i wypadało by się wcześniej położyć spać ;_; I będę musiała przetrwać 2 dni bez internetów! xDD ale to mi chyba dobrze zrobi :) Nie mogę się już doczekać ;D 
Mniej gadania, więcej pisania rozdziału! xD Tak, piszę tą notkę na samym początku =p
A i wreszcie zebrałam się na zmianę perspektyw! xD =D Nowość! xDD 


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Spojrzałam w stronę chłopaka i... aż mnie zatkało... 
-Ku... Kuba?!-nie dowierzałam własnym oczom. Kubuś był moim przyjacielem. Nasze mamy się przyjaźnił. Jest ode mnie dwa lata starszy. Wyprowadził się z Gdańska kiedy miałam jakieś 9 lat. Kontakt nam się zupełnie urwał...
-Jak widać-uśmiechnął się, odsłaniając aparat na zębach. Głos miał bardzo podobny do tego sprzed laty...
 Chłopak miał ciemno brązowe, gęste włosy, również ciemne oczy... Je zapamiętała najlepiej. Nie wiem czemu, ale zawsze mi się takie podobały. Chciałabym, aby moje miały taki kolor. Niestety nie odziedziczyłam ich po ojcu.
 Bez namysłu podniosłam się z koca i pobiegłam w stronę chłopaka. Przytuliłam go mocno, a on to odwzajemnił. To wspaniałe uczucie odzyskać przyjaciela. Kuba był dla mnie jak starszy brat, którego nie miałam, a teraz mam... To wszystko jest takie dziwne... Ale chyba mimo wszystko, moje życie zaczyna się układać. Mam chłopaka, przyjaciół, w tym dwóch odzyskanych po latach, mam starszego brata, moje prześladowcy nie chyba się wreszcie odczepiły... Czego chcieć więcej?!

Perspektywa Kuby:
-A co tu się dzie...-usłyszałem głos za plecami. Asia momentalnie się odemnie oderwała, a ja się odwróciłem. Zobaczyłem tam blondynkę, którą od razu poznałem. To była Liwka. Tak dawno jej nie widziałem... Ale się zmieniła. Kiedyś się w niej podkochiwałem... Chyba po mojej przeprowadzce najbardziej żałowałem, że jej tego nie wyznałem... Ale jak się zmieniła Asia... Tego się nie spodziewałem! Co prawda włosy ma nadal bardzo długie, ale teraz są nieco ciemniejsze... Zawsze była bardzo ładna, ale teraz... Jestem po prostu w szoku! Ciekawi mnie jeszcze Julka...
  Dziewczyna z piskiem biegła w moją stronę i żuciła mi się na szyję. Tak bardzo mi ich brakowało... Moich przyjaciół, naszych głupawek, odpałów i... wszystkiego z nimi związanego. Kiedyś mieliśmy taką grupę, której się trzymaliśmy. Żeby nie było, że się przyjaźniłem tylko z dziewczynami. W tej grupce były Asia, Julka i Liwka oraz ja, Nikodem, i Oskar. Byliśmy bardzo zgrani... Ciekawe czy nadal trzymają się razem... Może tak, a może nie... Hmm... Trzebaby się dowiedzieć, jak to jest. Dziewczyny pewno wszystkie mają chłopaków...
Godzinę później:
 Asię i Liwkę bardzo ciekawiło to, czemu tu się znalazłem. Wyjaśniłem im, że spowrotem się tu przeprowadzam, bo moi rodzice się rozwodzą... Razem z matką zamieszkam ta tej ulicy. Powiedziałem się że Liwia także się wyprowadziła i teraz mieszka w Warszawie. Przyjechała tu na dwa tygodnie, aby odnowić znajomości. W sumie moje też będę musiał odnowić...
 -Kuba, może zadzwonimy do Julki...?-zaproponowała Asia. To niezły pomysł, więc bez wahania się zgodziłem.
-To daj swój telefon-podałem jej przedmiot trochę zdziwiony. Myślałem, że tak po prostu do niej zadzwoni i powie jej, że tu jestem... Nie rozumiem tych kobiet! Dziewczyna zapisała jakiś numer w kontaktach i oddała mi komórkę. Od razu wyjaśniła co wymyśliła. Mnie i Liwkę spodobał się ten pomysł.
 Napisałem SMS-a do Julii:
"Siemka 8)"
Po 5 minutach odpisała:
"Hej... Kim jesteś???"
Wysłałem jej wcześniej zrobione zdjęcie domu Asi z podpiskiem:
"A pamiętasz ten domek? =p"
"Asia? Co Ty się ze mną wjakieś podchody bawisz?!"
Wysłałem jej kolejne zdjęcie. Tym razem była na nim naszą trójka że śmiesznymi minami.
"A nas znasz? =D (Szczególnie tego pana po środku xD)"


sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 28.

 Hej Kaczory <3
 Uwierzycie, że w opowiadaniu minęło dopiero 14 dni?! Przed chwilą to sobie policzyłam i muszę Wam się przyznać, że jestem w szoku xD Myślała!, że zleciało już dużo więcej czasu! xD w sensie, w opowiadaniu... xD Czyli jest gdzieś 10 lipiec :p Ją tu kurcze już się bałam, że urodzinki Asi tuż, tuż, a tu jeszcze tyle czasu...
 W ogóle jakby ktoś się zastanawiał jak ma na nazwisko nasza główną bohaterka to: Joanna Nuciak. Tak sobie wymyśliłam i tak jest xD
Rozdział wyszedł mi dziwnie długi... Pisałam go ze 2 godziny! I wszystko jasne... xD



---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



-Jasne... Skoro chcesz to mogę-westchnął chłopak. Żałuję, że o to spytałam... Ale ciekawość niestety musiała wziąć górę. Jestem takim człowiekiem, który musi wszystko wiedzieć. To jest jedna z moich cech, której nie lubię.
-Przepraszam... Nic nie mów, pewnie to dla ciebie ciężki temat- spuściłam głowę.
-I tak ci opowiem...W ogóle mam na imię Daniel, mam 20 lat. Od kąd tylko pamiętam wszyscy wciskali mi, że moi rodzice nie żyją, że zmarli kilka dni po moich narodzinach w wypadku samochodowym. Nigdy nie chciałem w to uwierzyć, ale cóż... Żadne inne wyjaśnienie, dlaczego mnie ktoś oddał jakoś tak nie pasowało... Kiedy miałem 4 lata udało mi się znaleźć dom. Strasznie się cieszyłem, że wreszcie będę miał rodzinę, że wreszcie ktoś mnie pokocha. Kiedy tylko przekroczyłem próg nowego domu coś wydawało mi się nie tak, ale nie zwracałem na to kompletnie uwagi, bo przecież byłem małym dzieckiem i nic jeszcze nie zrozumiałem. Pierwszego dnia była sielanka. Wszystko ok, jakieś tam zabawy, poznawanie nowego otoczenia, wygłupy... Następnego dnia niechcący potłukłem jakiś wazon i nie dość, że macocha się na mnie wyderła, to jeszcze ojczym przyłożył mi paskiem. Tak było dzień w dzień, tylko że bez powodu. Coś tam sobie wymyślili i mnie bili. Kilka lat później było jeszcze gorzej. Kiedy miałem jakieś 12, 13 lat zaczęli pić, bo umarł ojciec mojej macochy. Wiem, że to dziwne, że spowodu jednej osoby z rodziny się załamali, ale to on nas utrzymywał. On za wszystko płacił, bo oni nie umieli znaleźć sobie pracy. Żadna im nie pasowała... Wtedy dostawałem jeszcze mocniej. Nie było na nic pieniędzy, bo rodzice byli wiecznie pijani i nie mieli oczywiście pracy.Starałem się jakoś utrzymać nas. Sprzedawałem co jakiś czas butelki po alkoholu, kosiłem trawniki w sąsiedztwie i takie różnw drobne rzeczy. Jeszcze kilka osób trochę pomagało nam, a przede wszystkim mnie finansowo. Sam nie wiem jak to przetrwałem, ale jakiś miesiąc przed moją osiemnastą, czyli wolnością dom spłonął. Byli w nim rodzice... Czyli znowu zostałem sierotą... Jeszcze przed ich śmiercią w szkole wszyscy sobie ze mnie kpili. Wyzywali mnie od żebraków i cweli. Niby wszyscy wiedzieli co się działo w moim domu, ale nikt nic z tym nie zrobił... Musiałem sobie ze wszystkim dać radę sam... Kiedy ukończyłem te 18 lat, znalazłem sobie pracę, wynająłem mieszkanie. Żyłem tak sobie skromnie, znalazłem przyjaciół, a nawet dziewczynę, którą pokochałem. W między czasie udało mi się znaleźć prawdziwą matkę... naszą matkę-uśmiechnął się, a po jego policzku spłynęłałza-któregoś dnia zaczepiłem naszą mamę na ulicy i powiedziałem jej, że jestem jej synem i w ogóle... na początku nie chciała uwierzyć... Chciała żebym trzymał się od ciebie z daleka. Z trudem udało mi się to wypełniać, ale i tak obserwowałem cię. Widziałem cię wiele razy jak płaczesz, jak cię wyzywają... Przed zakończeniem roku szkolnego nie wytrzymałem i jak uciekłaś poszedłem do grupki, która cię wyśmiewała i... z dwoma kolesiami się pobiłem...
-Pewnie z Markiem i Kubą...-przerwałam mu.
-No i dziś tu przyszłem i... Sama wiesz...-zakończył na co ją kiwnęłam głową. Podczas tej opowieści nie mogłam zatamować łez... To takie straszne... Ja chyba bym sobie nie dała rady... Po tym wszystkim wyszedł na prostą...
-Daniel...
-Hmm?
-Dziękuję-powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Ale za co?
-Za to, że uratowałeś mi życie... Gdyby nie ty nie siedziałabym tu teraz... Głupio zareagowałam...
Mój brat odwzajemnił uścisk i odparł:
-To był mój obowiązek... Teraz zawsze będę cię chronić siostrzyczko...

Następnego dnia:
 Obudziłam się o 12:04. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i zjadłam śniadanie, które składało się z płatków z mlekiem. Jak dobrze, że rodzice są w pracy... Wczorajszego wieczoru nie rozmawiałam z nimi, bo po prostu i nie chciałam, i nie miałam siły... Nadal jestem na nich zła, że to przedemną ukrywali...
 Kiedy skończyłam śniadanie porozmawiałam z Liwią na temat mojego wczorajszego spotkania z bratem. Nie pytała o dużo, ale ja i tak wszystko szczegółowo opowiedziałam.
-Idziemy do ogrodu?-zaproponowała moja przyjaciółka. Nie miałam nic przeciwko temu, więc kiwnęłam głową.
-To ja idę po koc-powiedziałam i udałam się do przedpokoju. Znalazłam w szafie przedmiot i poszłam do ogrodu. Liwia siedziała już na trawie, miała różowe okulary przeciwsłoneczne  na nosie i bawiła się z Lusią.
-Panienka już może się położyć na kocyku-odparłam, kiedy udało mi się go rozłożyć.
-A pani też raczy się powylegiwać?-powiedziała Liwka.
-Oczywiście-położyłam się obok przyjaciółki-Mamy wspaniałą pogodę na opalanie się, nie uważasz panienko?
To, że koc znajdował się pod drzewem to tylko szczegół...
-Jest wspaniała! Pani pozwoli, że na chwilę oddalę się do toalety.
-Niech panienka się pośpieszył, bo panienka nie zdąrzy, jak się będzie panienka tak wlokła-roześmiałam się, kiedy dziewczyna szła bardzo powoli w stronę domu. Ona także zaczęła się śmiać i jeszcze bardziej zwolniła tępo.
-Dobra, bo się zsikam-pisnęła i pobiegła już do domu. Ja w tym czasie ułożyłam się wygodniej i wybrałam pozycję na brzuchu.
-Cześć-usłyszałam znajomy głos... Tylko nie mogłam sobie przypomnieć do kogo on należy...

piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 27.

 Hej Kaczorki <3 
  Wiem, że we wtorek nie było rozdziału, ale tak jakoś wyszło xD Miałam sporo sprawą na głowie i najzwyczajniej w świecie zapomniałam xD Przepraszam Was za to, ale chyba rozumiecie to, że jestem tylko człowiekiem 
 Ogólnie dziś miałam zakończenie roku szkolnego i nareszcie WAKACJE!!! <3 <3 <3 W czwartek płakałam jak głupia... Miałam zakończenie klas szóstych i III gimnazjum i dowiedziała się przykrej rzeczy...
 Rozdział dosyć krótki, bo weny mało i jakoś nie mam ochoty na pisanie... =( Następny rozdział będzie dłuższy =)
 Przepraszam za wszystkie błędy ortograficzne i literówki, ale znowu piszę na nowym sprzęcie i jeszcze go nie do końca nie ogarnęłam xD Teraz będę raczej na nim głównie pisać. Muszę przyzwyczaić do tej klawiaturki xDD 
 A teraz zaprasza do czytania rozdziału już 27 ;D


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Na łóżku, na którym leżałam siedział chłopak, który ponoć jest moim bratem. Tuż obok niego zobaczyłam Bartka. Siedzieli tak wpatrując się w podłogę, jakby nie mnieli nic ciekawszego do roboty. 
-Co się stało-wyszeptałam nie umiejąc sobie przypomnieć. Twarze chłopaków w tym samym momencie zwróciły się w moją stronę. Oboje się uśmiechnęli, a ją nie wiedziałam o co im chodzi. Oni czekali aż się obudzę? Ale niby po co...? Co mi się takiego mogło stać? Może spadłam skądś, albo ktoś mnie uderzył...? Nie... Już sama nie wiem...
-Prawie potrącił cię samochód-powiedział po chwili mój brat smutniejąc i odwracając głowę. Moje oczy momentalnie się powiększyły. Ale, że jak?! Co ja kurde zrobiłam...? Chwila... Uciekałam przed... Sama nie wiem przed kim, ale bynajmniej biegłam i... on mnie uratował...
-Nie pamiętasz nic?-zdenerwował się Bartek. 
-Nie... Już mi się przypominało-chłopak odetchnął z ulgą na moje słowa. W ogóle to głupio zareagowałam... Tajemnice, tajemnice i... mogło mnie tu teraz nie być gdyby nie on... to znaczy mój brat. 
-Asia... Możemy porozmawiać?-zapytał chłopak. Kiwnęłam głową, na co on spojrzał znacząco na Bartka. Bez słowa wyszedł i została sama z bratem... To było trochę krępujące, ponieważ nie wiem o nim praktycznie nic i nie wiem o czym on chce rozmawiać. Jak on w ogóle ma na imię?! Nie mam pojęcia jak się do niego zwrócić... Cisza, która panowała w pomieszczeniu była nieznośna. Starała się sklecić jakieś sensowne zdanie, ale to nie było takie proste.
-Ty mnie odepchnąłeś... tak?-mruknęłam wreszcie. 
-Tak... Czemu uciekałaś? 
-Yyy... No wiesz... To był dla mnie szok, że mam brata. Chciałam mieć rodzeństwo, ale nie przypuszczałam...
-Wiem o co ci chodzi... Nie powinnaś się tego dowiedzieć w taki sposób.... Już dawno powinnaś to wiedzieć...
-Ale jak to się w ogóle stało-chciałam wiedzieć coś na ten temat. 
-To była wpadka... Nasza matka urodziła mnie, kiedy była w twoim wieku... Wiem, że musiała mnie oddać do domu dziecka, bo nasi dziadkowie nie chcieli żeby miała spieprzoną przyszłość-Boże... Ja tego nigdy nie zrozumiem... Jak można zajść w ciążę przez przypadek?! Jak?! Mogłaby spodziewać się tego po każdej innej kobiecie, ale nie po mamie! Ona przecież zawsze była rozsądna! W moim sercu narodziło się ogromne współczucie do tego chłopaka... Co on musiał przejść... Po mojej głowie pałętało się tysiące myśli.
-Możesz... opowiedzieć mi coś o sobie?-zapytałam niepewnie, czy nie będzie to dla niego przykre opowiadanie. 

Czytasz=Komentujesz! ;D

niedziela, 21 czerwca 2015

4. Info

 Hej Kaczory mojee <3
 Stworzyłam grupę na fb! :D Trochę się boję co będzie, bo teraz zobaczycie jak wyglądam i poznacie trochę moją osobowość :O Ale trudno! xD
Klikać to i dołączać-----> Kaczorki Wery <3 BWOUNNW

sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 26

 Hej Mordki ;*
 Dziękuję Wam za 1400 wyświetleń na blogu!!! <3 Jesteście wspaniali!!! <3 <3 To już prawie pół tysiąca! Jesteście naprawdę niesamowici!
 Już za tydzień wakacje! <3 Cieszycie się, bo ja bardzo! Trochę przetaża mnie gimnazjum, ale będzie dobrze xD Jak ktoś nie wie o co chodzi to klika tu  :)
 A propo rozdziału to taki wydaje się krótki, bo głównie opisówka i jakoś tak nie mam dziś ochoty, ani zastroju na pisanie :<
Życzcie mi weny :) 


-----------------------------------------------------------------------------------------  


 Moje oczy stały się szkliste. Jak to mam brata?! Czemu mi o nim nie powiedzieli?! Chyba mam prawo wiedzieć! Stałam tak i nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Z kuchni nie było już słychać zupełnie nic. Słyszałam tylko mój przyśpieszony oddech. Sama już nie wiem czy to trwało sekunkę, czy godzinę... W końcu nie dawałam sobie rady z emocjami, które się we mnie tłumiły i wpadłam do pomieszczenia obok.
-Czemu to przedemną ukrywacie-wrzasnęłam, a wszyscy patrzyli na mnie jakoś dziwnie... Jakby smutno, a zarazem szczęśliwie.
-Bo co?! Bo to był wypadek i nie chcieliście do niego wracać?!
-Córeczko, to nie tak-mama zrobiła dwa kroki w moją stronę. Odsunęłam się.
-A jak?! Kurwa jak-kiedy wykrzyczałam te słowa wybiegłam z domu. Przez jakiś czas słyszałam za sobą jakieś krzyki. Nie zwracałam na nie uwagi. Po prostu biegłam dalej. Nie tłumiłam już łez.
 Nie mam bladego pojęcia jak długo biegłam i gdzie. Zmęczyło mnie to tak, że nie mogła złapać oddechu. Szłam coraz wolnie, ale nadal nie patrzyłam gdzie idę. Weszłam na ulicę. Usłyszałam pisk opon i trąbienie klaksonu. Patrzyłam jak zachipnotyzowana na samochód, który był bardzo blisko. Znowu jakby mój czas zwolnił, a przed oczami przeleciało mi całe zajście z mojego snu... Chciałam stamtąd uciec, ale nie mogłam się ruszyć z miejsca. Coś mi nie pozwalało. Bałam się strasznie, serce podchodziło mi do gardła. Kiedy wiedziała, że nic mnie już nie ochroni zamknęłam oczy i odwróciłam głowę w drugą stronę. Poczułam jak lecę do przodu i upadam na twardy asfalt. Po chwili dopiero otworzyłam oczy, ponieważ spodziewałam się zupełnie czego innego. Obok mnie leżał zdyszany... mój brat! Jak to... on mnie... uratował? Przed nami stał samochód, a obok niego jakiś facet. Wydzierał się. Chyba na mnie. Nie słyszałam do on mówi. Spojrzałam się jeszcze raz w stronę mojego brata. Chłopak siedział nademną. Uśmiechał się i coś mówił. Jego także nie słyszałam... Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje... Nie kontaktuję... Nie czuję już bólu...

-Nie martw się... nic jej nie jest... po prostu zemdlała-słyszałam jakieś głosy. Nie byłam w stanie ich rozpoznać. Wszystko mnie bolało. Skoro boli to chyba żyję... Powoli otworzyłam oczy i od razu tego pożałowałam. Jasny blask oślepił mnie. Ponowiłam próbę. Tym razem skutecznie.

Czytasz=Komentujesz ;D

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 25

 Hej Mordy mooojee!!! xD ;*
 Od teraz życie Joasi zupełnie się zmieni... Dowie się wiele o przeszłości, o błedach swoich rodziców... Tylko pytanie... czy ona to zniesie?
Tego dowiecie się już w następnym rozdziale 8) Mam nadzieję, że ten się podoba ;D
Noi oczywiście proszę oceniać nowy wygląd bloga! :D Naszukałam się zdjęcia do tła, ale jest! xD Rodziału myślałam, że dziś nie będzie, ale jednak!!! xD 


------------------------------------------------------------------------------------------
 Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą na górę. W mojej głowie było pełno wspomnień... Doszliśmy do pokoju, który kiedyś zajmowała Liwka. Bardzo ciekawiło mnie jak teraz wygląda. Wcześniej był praktycznie cały w odcieniach fioletu. Tylko kilka elementów, który się wyróżniały swoją kolorystyką. Kiedy weszłam do środka rozejrzałam się. W pomieszczeniu były czarne, dekoracje i ,,graty" Bartka granatowe oraz podobnego koloru co śniany, czyli niebieskie. Jedna była pokryta tapetą w różne dziwne wzorki. Było tam dosyć jasno i wydawało się tak... przytulnie. Dobrze sie tam czułam.
-Jak ci się podoba mój pokój-zapytał chłopak po dłuższej chwili ,,analizowania" wszystkiego.
-Ładny jest-uśmiechnęłam się i pocałowałam mojego mężczyznę w polik. Chłopak odwzajemnił gest i odparł:
-Misia ja zaraz przyjdę.
Po tych słowach wyszedł. Usiadłam na łóżku i wyjęłam telefon z kieszeni. Jak dobrze, że jest wodoodporny... Wszystko co miałam na sobie i przy sobie było doszczętnie przemoczone, a butelki z wodą, którą zabrała z domu chyba zostawiłam przez przypadek na plaży. No cóż, zdarza się... W sumie to chyba był zły pomysł żeby siadać... Koc, który niedbale okrywał miejsce spania mojego chłopaka zrobił się mokry... Zaśmiałam się cicho, ponieważ jak ktoś usiądzie będzie miał niemiłą niespodziankę.
-Z czego się... Aha... Spoko... Nie ważne-powiedział Bartek, kiedy zjawił się spowrotem-Proszę, suche ubrania dla ciebie, pożyczyłem je od siostry. Tu jest łazienka, możesz sobie wziąć prysznic i się przebrać. Czuj się jak u siebie w domu!
Otworzył mi drzwi, a ja je zamknęłam na zamek. Zdjęłam z siebie szybkimi ruchami mokre ciuchy i położyłam je na szafce. Okulary także tak odłożyłam, jak i telefon. Warkocz, który średnio go przypominał został rozplątany. Weszłam do kabiny i po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Woda, która spływała po mnie była nie możliwie zimna! Pisnęłam i odruchowo ją zakręciłam.
-Wszystko ok?-usłyszałam głos zza drzwi.
-Tak...tylko...zimna...woda-wyjąkałam.

2 godziny później:
 Zjedliśmy już śniadanie. Przy okazji poznałam siostrę Bartka-Danusię. Okazało się, że jest ona o trzy lata starsza o demnie, a o dwa od swojego brata. Rodzeństwo wcale nie jest do siebie podobne. Mój chłopak to podobny istny ojciec, a jego siostra ma twarz mamy, ale włosy to nie wiedzą po kim kręcone. Matka rodzeństwa nie znała swojej rodziny, ponieważ wychowała się w domu dziecka. Ta kobieta dużo przeszła... Podziwiam ją, że dała sobie ze wszystkim radę i pomimo wielu niepowodzeń udało jej się stworzyć coś czego nigdy nie miała, a mianowicie kochającą rodzinę. Niby historia, jak z filmu, a jednak...
 Nadszedł czas, abym wracała do domu, bo mama już do mnie dzwoniła i się niepokoiła. Bartek odprowadził mnie pod sam dom. Pożegnaliśmy się czule pocałunkiem i uściskiem. Kiedy weszłam do domu usłyszałam głosy rodziców i jakiegoś chłopaka. Ustałam jak wryta i nasłuchiwałam.
-...to sobie wyobrażasz?! Że co?!-krzyczała moja oburzona mama.
-Nie denerwuj się-nie znajomy głos.
-Monika... Spokojnie... Prędzej czy później dowiedziałaby się...-tata próbował uspokoić mamę, która zaczęła płakać. W moje głowie kłębiło się tysiące myśli. Czy oni nie są ze mną szczerzy?!
-No właśnie... Już dawno miałem chęć do niej podejść i powiedzieć jej całą prawdę.
-Wszystko będzie dobrze... słyszysz? Im dłużej będziemy to ukrywać tym gorzej będzie jej to znieść.
-Już dawno powinna to wiedzieć. Chciałbym ją wreszcie poznać. W końcu to moja... siostra-na te słowa coś we mnie pękło.

Czytasz=Komentujesz! ;D

wtorek, 16 czerwca 2015

Rozdział 24

 Hej Mordki ;)
 Dzisiejszy rozdział uważam za dziwny, ponieważ pisałam go na ,,nowym sprzęcie" i dziwnie mi się go pisało xD 
 Niedługo nowe zmiany w wyglądzie bloga =D czekajcie na nie cierpliwie xD ;p Nwm kiedy one będą, ale postaram się w miarę szybko ie zrealizować xD
Ogólnie już tylko 8 dni do szkoły!!! I nareszcie wakacje!!! <3 <3 <3 Jak tam się u Was średnie mają? Bo u mnie bardzo dobrze =>

--------------------------------------------------------------------------------
-No dobra-westchnęłam, a chłopak złapał mnie za rękę i pocałował.
-No to chodź-popędzał mnie Bartek.
-Idę, idę-szczerze mówiąc, najchętniej bym tak nie szła, ponieważ boję się czy rodzice mojego chłopaka mnie zaakceptują. Kiedy byliśmy w drodze do domu chłopaka żadne z nas się nie odzywało. W tym czasie myślałam o tym, jak wygląda jego dom. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Bartka:
-Misia, nie martw się. Mówię ci, że na pewno cię polubą! A nawet jeśli to co? Przecież to moja sprawa z kim chodzę...
-Może i tak-mruknęłam. On zawsze znajdzie jakiś sposób, aby dodać mi otuchy. Tak czy inaczej, nadal się boję... Sama nie wiem czemu. W sumie, chyba każdy tak ma.
-Nie fochaj się tylko... Myszko...
-A czy ja się focham?! To, że jestem dziś mało mówna nie znaczy, że mam na ciebe focha. Misiek, no przepraszam, ale miałam ciężką noc i w ogóle...
-Mała to tu mieszkam-moje oczy powiększyły się ze zdumienia, kiedy Bartek wskazał duży, jasny budynek.
-Bartek... Czy...Oo..yy-nie mogłam skrelić żadnego zdania ze zdumienia-Tu kiedyś mieszkała Liwka.
Chłopak zaregaował podobnie jak ja. Po chwili zaczął się śmiać, a ja z nim.
-Jaki zbieg okoliczności-wydusił Bartek.
-Misiu, będę mogła ją tu przyprowadzić kiedyś? Bo wiesz... Może chciałaby sobie powspomianć-zaproponowałam, gdy się uspokoiłam. No kto by pomyślał?! Mój chłopak mieszka w byłym domu mojej przyjaciółki, która się wyprowadziła jakieś 5 lat temu. Liwia kiedyś mi mówiła, że chciałaby zobaczyć swój dawny dom i jego właścicieli. Nawet sobie nie zdaje sprawy, że już go poznała! Na pewno się ucieszy, kiedy jej to powiem!
-Zapraszam piękną panią do środka-powiedział mój gentleman, otwierając drzwi. Weszłam do środka, a moim oczom ukazał się dom, który znałam bardzo dobrze, ale jednak... był zupełnie inny. Moje oczy stały się szkliste. Ja, Julka i Liwka poznałyśmy się w podstawówce. Od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Z tym miejscem wiąże się tyle wspomień... Zarówno wesołych, jak i smutnych...
-Wszystko ok?-zapytał chłopak.
-Tak... Nawet nie wiesz jak tęskniłam za tym miejscem-wyznałam i pocałowałam Bartka. On odwzajemnił to. Kiedy zabrakło nam tchu oderwaliśmy się od siebie. Odsunęłam się delikatnie od chłopaka i zdjęłam moje przemoczone buty.
-Idziesz czy tu zostajesz-zaśmiał się, kiedy jedną nogą był już w salonie. Kiwnęłam twierdząco głwą i wzięłam głęboki oddech. Moje serce waliło niemiłosiernie. Wreszcie się odważyłam i ruszyłam powoli za Bartkiem. Nawet nie wiem, kiedy złapałmnie za rękę.
-O już jesteś synku-usłyszałam kobiecy głos.
-Mamo, to jest Joasia-powiedział śmiało do swojej matki i objął mnie ramieniem.
-Dzień dobry-jest! Udało mi się coś powiedzieć i niczego nie palnąć!
-Dzień dobry! Bartuś mi o tobie dużo opowiadał. No... synku nie dziwię ci się wyboru-na te słowa poczułam, jak moją twarz oblewa rumieniec. Spuściłam głowę, aby nie było tego widać.
-Dzieciaki! Coście tacy mokrzy? Fala waz zabrała, czy jak?-powiedziałam kobieta. Wtedy przypomniało mi się, że jestem cała przemoczona. Spojrzeliśmy z Bartkiem po sobie i roześmialiśmy się.
-To my pójdziemy się ogarnąć-powidział mój chłopak i zaciągnął mnie po schodach na górę.

Czytasz=Komentujesz ;D

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 23

 Hejka Kotki! <3
 Nwm co dzisiaj tu napisać xD
Zapraszam na:

------------------------------------------------------------------------------------------

 Wstałam o godzinie 8:29. Z racji, że wszyscy jeszcze byli w łóżkach, a ja nie mogłam usnąć postanowiłam trochę pobiegać. Ogarnęłam trochę włosy, które były tragicznie poplątane po moim śnie i pobudkach. Kiedy je rozczesywałam myślał, że wyrwę sobie wszystkie... ale koniec, końców udało mi się i zapletłam z nich warkocza. Ubrałam się w jaskrawą różową bokserkę, czarne leginsy do kolan, tego samego koloru cienką bluzę oraz moje ulubione buty sportowe. Zanim wyszłam z domu wzięłam ze sobą wodę do picia, telefon i słuchawki, bo co to za bieganie bez muzyki?! 
 Podczas biegu dużo myślałam o tym, jak wszystko potoczyło się szybko między mną, a Bartkiem. Znaliśmy się zaledwie kilka dni i już byłam jego dziewczyną. Sama nie wiem czy słusznie postąpiłam zgadzając się na to. Nie znam go długo, ale mam wrażenie, że jesteśmy co najmniej znajomymi od lat. Tak w sumie, gdybym nie poszła z Julką do tej galerii to Bartek nie przyglądałby się mi, to nie wiem co by teraz ze mną było. Dzięki temu chłopakowi odzyskałam chęć do życia! Moja najlepsza przyjaciółka już chyba nie miała siły, aby zmienić mój stosunek do świata... Ona zawsze dąży do celu, ale ze mną miała niezły kłopot, żebym była wreszcie szczęśliwa. Robiła praktycznie wszystko i nie zdziwiłabym się, że pojawienie się Lusi w moim domu było także sprawką Julii. Już wiem czego potrzebowałam do szczęścia-po prostu miłości chłopaka. Julka od lat próbowała znaleźć mi chłopaka i nie udało jej się to. Spotkanie z Bartkiem było istnym przypadkiem. Gdyby to nie nastąpiło, pewnie miałabym teraz depresję, nie wychodziłabym z domu i w ogóle...
 Nieźle się zamyśliłam. W pewnej chwili poczułam, że ktoś złapał mnie za nadgarstek. Z moich ust wydobył się pisk. Nawet się nie zorientowałam, kiedy wylądowałam na ziemi. Na de mną stał nikt inny niż Bartek!
-Chcesz żebym tu zeszła?!-powiedziałam na co chłopak parsknął śmiechem.
-Miłe powitanie myszko-podał mi rękę, abym wstała-Przepraszam, ale miałaś za głośno muzykę i nie słyszałaś mnie.
-Zapomnę o tym, jak dasz mi buziaka-chłopak od razu spełnił moją prośbę.
-Biegniemy razem?-zaproponowałam.
-Na to właśnie liczyłem-zaśmiał się, a ja zrobiłam to samo. Ruszyliśmy w stronę plaży. Nasz bieg był dosyć wolny, ale po jakimś czasie dotarliśmy tam. O dziwo całą drogę żadne z nas się nie odezwało.
-Mysia.
-Tak misiu?
-Opowiesz mi swój sen-na te słowa łzy zebrały się w moich oczach. Niby to nie stało się na prawdę, ale ja i tak to ,,przeżywam".
-Jak już to może gdzie indziej-wyszeptałam.
-Ok-podeszłam bliżej wody. Patrzyłam się na miejsce ,,zetknięcia się" morza i nieba. Znowu się zamyśliłam. Tym razem myślałam o moim śnie... On był taki realistyczny! Jakby to się stało na prawdę. Nagle moje ciało przeszedł dreszcz. Spojrzałam na moje ubranie. Było całe mokre!
-Zabiję-wykrzyczałam w stronę Bartka i pobiegła za nim. Chłopak uciekał. Wreszcie go dogoniłam i przewróciłam. Był jeszcze bardziej mokry niż ja. Zasłużył sobie! Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, kiedy wyciskał sobie wodę w koszulki. Bartek podszedł do mnie, a ja uciekłam, bo wiedziałam, że odwdzięczy mi się tym samym. Biegłam w stronę miasta. Chciałam mu umknąć, ale niestety był ode mnie szybszy. Wziął mnie na ręce i wracał do morza.
-Puść mnie! Zostaw! Aaaa!-próbowałam się wyrywać, ale nie miałam przy nim szans. Ludzie, którzy przyszli na plażę patrzyli się na nas jak na wariatów. Jedna babka powiedziała do jakiegoś faceta:
-A ty nawet po ślubie nie chciałeś mnie wnieść do domu!
Barek po prostu wrzucił mnie do wody. Wtedy nie wyglądałam lepiej od niego. Jeszcze jakiś czas oblewaliśmy się nawzajem, ale nasze siły szybko zostały wyczerpane.
-Idziemy do mnie? Mam blisko-zaproponował chłopak.
-Możemy, tylko... ja trochę boję się co powiedzą o mnie twoi rodzice-tak, jesteśmy ze sobą nie cały miesiąc, a ja nie znam jeszcze jego rodziców...
-Nie martw się słonko. Oni bardzo chcą cię poznać-uśmiechnął się-to idziemy?
Czytasz=Komentujesz!!! ;D

piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 22

 Hejka mordki moje! ;*
 Otóż tak... Rozdział byłby dłuższy, gdybym nie miała gościa, ale mam nadzieję, że jest ciekawy =>
 Już w następnym lub jeszcze następnym rozdziale zajdą w życiu Asi nowe zmiany ;D  Czekajcie, więc...
Mam burze... ;(


------------------------------------------------------------------------------------------


Obudziłam się zalana potem i łzami. Mój oddech był bardzo przyśpieszony. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę z tego, że siedzę na podłodze, oparta o ścianę w salonie. Znowu lunatykowałam? Najwyraźniej... Podniosłam się na równe nogi. Wszystko mnie bolało. Powoli poczłapałam na górę usiłując przypomnieć sobie co mi się śniło. W drzwiach mojego pokoju przypomniałam sobie wszystko. Ze łzami w oczach rzuciłam się na łóżko i porwałam telefon z szafki nocnej. Bez wahania wybrałam numer Bartka. Serce podchodziło mi do gardła. Co jeśli on naprawdę nie żyje?!
-Halo-wychrypiał zaspany chłopak. Wypuściłam głośno powietrze z ust, a po policzku spłynęła mi łza. To było ze szczęścia...
-Myszko, coś się stało?
-Jezuu... jak ja cię kocham-powiedziałam.
-Ja ciebie też skarbie... Ale co się stało?-dociekał już trochę bardziej rozbudzony chłopak.
-Miałam zły sen... Ale to nie ważne-spojrzałam na wyświetlacz telefonu w celu sprawdzenia, która jest godzina-Matko! To 3:17?! Jejku... Przepraszam, że cię obudziłam... ale martwiłam sie o ciebie, bo śniło mi się, że umarłeś...
-Myszko... nic się nie stało! Jestem cały i zdrowy-zapewniał chłopak, a ja ziewnęłam-Idź spać Asiulka, bo słyszę, że jesteś śpiąca... Dobranoc myszko...
-Dobranoc misiu-wyszeptałam, a Bartek po chwili się rozłączył. Przewracałam się z boku na bok chyba z godzinę, ale nie mogła usnąć... Nadal myślałam o tym głupim śnie... Mam nadzieję, że to nie jest jakaś przepowiednia, albo coś w tym stylu! Ja bym się chyba zabiła, gdyby coś takiego się stało! Tiaa...
 Poczułam, jak materac ugina się pod czyimś ciężarem. Byłam na pół przytomna, więc nie zwracałam na to uwagi. Nagle ktoś dotknął mojej ręki. Z piskiem spadłam z łóżka na podłogę. Przerażona spojrzałam na osobę, która mnie wystraszyła. To była Liwia! Po jej minie poznałam, że nie wiem czy ma się śmiać czy płakać...
-Liwkaaa...
-Wystraszyłam cię...?-zapytała dziewczyna.
-Nie, wcale-odpowiedziałam z ironią. Jej pytanie było głupie, bo skoro krzyczałam i spadłam na podłgę, to chyba się przestraszyłam. Chyba logiczne! Ale tak czy inaczej, nikt nie zrozumie rozumowania Liwki. Niby się nie uczy najgorzej, ale wszystko robi po swojemu. Dla tej dziewczyny nie jest ważne, czy zrobi coś dobrze, czy źle, ale ważne jest, że zrobi to po swojemu! Tak jak jej wygodnie... Przyjaźnię się z nią tyle lat, a i tak tego nie rozumiem do końca...
-Oj, przepraszam... Obudziłam się i nie mogłam usnąć... Zawsze tak mam w nowym miejscu...-próbowała się tłumaczyć.
-Spoko, rozumiem... Czyli, że ci się nudziło?
-Mniej więcej-powiedziała, na co wybuchłyśmy śmiechem. Kiedy się uspokoiłam, wstałam z podłogi i położyłam się spowrotem na łóżku, przy okazji wciągając na nie kołdrę.
-Liwka, oddychaj, bo pobudzisz rodziców-dziewczyna uspokoiła się-która jest w ogóle godzina?
-Yyy... piąta...
-Że coooo?!-odrzekłam trochę zła. Śłońce wschodziło. Kocham takie widoki, ale ludzie, bez przesady! Ja bym chciała się wyspać po mojej ,,nocnej przygodzie"... Dobra... obudziła mnie dlatego, że spać nie mogła... W sumie... Też bym tak zrobiła na jej miejscu. Dziewczyna zrobila smutną minkę.
-Dobra! Ok, wybaczam-prychnęłam śmiechem. Unosłam trochę kołdrę i kiwnęłam głową, aby Liwka położyła się obok mnie. Zrozumiała o co mi chodzi. Nawet się nie zorientowałam  kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza...

poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 21

 Hej Misiaczki ;*
 Od razu Was przepraszam, że w sobotę nie było rozdziału :/ Miałam sporo do zrobienia i tak jakoś wyszło... :/ a rozdział jest nietypowo w poniedziałek, bo jutro bym nie dała rady :< W środę jadę na konkurs i muszę się uczyć, więc się po prostu nie wyrobię...
 Mordeczki, tak bardzo przepraszam, że Was zaniedbuję, ale rozumiecie chyba. Chcę na tym konkursie wypaść jak najlepiej i w ogóle... Mam nadzieję, że się nie gniewacie :)

A teraz do czytania! xD Rozdział jest dosyć długi i dramatyczny. Jakiś taki wyszedł... xD Dobrze mi się go pisało... O matko, sałatko! Pisałam go prawie 2 godziny! :O xD


------------------------------------------------------------------------------------------


-On... jest w szpitalu-powiedziała załamanym głosem kobieta. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nawet nie zorientowałam się kiedy pierwsze łzy spłynęły po moich policzkach.
-Co... co się stało?-wyszeptałam.
-Jak szedł do ciebie... potrącił go samochód...
-Boże... Czy... W jakim jest stanie?
-Lekarze mówią, że... że ma małe szanse...-słychać było, że mamie Bartka jest bardzo ciężko. Nie panowałam już nad płaczem, który przed chwilą starałam się tłumić. Przecież on może umrzeć! Rano jeszcze z nim rozmawiałam przez telefon, a teraz on tam walczy o życie. Chciałam pojechać do tego szpitala, ale nie miałam pieniędzy.
-Będziemy... dzwonić, jakby coś się działo-powiedziała kobieta i się rozłączyła. Schowałam powoli telefon do torebki. Nie mogłam uwierzyć w słowa matki mojego chłopaka. Ja sobie bez niego nie poradzę. Ja go kocham! Płakałam na tyle długo, że rozbolał mnie brzuch. Nie wiem jak długo tam siedziałam, ale chyba dosyć długo. W pewnym momencie usłychałam zmartwiony głos, który znałam i to dosyć dobrze.
-Wszystko w pożądku?
Spojrzałam na osobę, która usiadła obok mnie. To była moja nauczycielka z gimnazjum.  Byłam nieraz przez nią wyciągana z opresji. Bardzo ją lubiła, ale chciałam żeby sobie po prostu poszła. Nie miałam ochotę na rozmowę z kimkolwiek. Kobieta pogłaskała mnie po plecach i podała mi chustęczkę. Otarłam słone łzy z mojej twarzy.
-Dziękuję... Ja już sobie pójdę...-wyszeptałam, gdy trochę się uspokoiłam. Wstałam i ruszyłam w kierunku... nie wiem gdzie szłam. Chciałam się po prostu przejść gdzieś. Nie ważne gdzie...
-Do widzenia-usłyszłam za moimi plecami.
 Szłam powolnym krokiem przez ulice Gdańska. Słońce zaczynało już zachodzić, a ja nie mogłam pogodzić się z myślą, że mogę stracić osobę, na której mi naprawdę zależy. Dlaczego to akurat mi przytafia się wszystko co najgorsze?! Czemu to zawsze ja muszę cierpieć?! Czemu nie ktoś inny?! Nie miałam już siły na nic. Nawet na płakanie, ale nie zatrzymywałam się. Nogi mi na to nie pozwalały. W sumie to prowadziły mnie gdzie chciały... Nieraz musiałam się rozglądać, aby poznać okolicę, bo tak pogłębiałam się w myślach.
 Jakie to życie jest walnięte... Jednego dnia twoje szczęście z powodu innej osoby nie zna granic, a innego ten człowiek jest umierający... W każdej chwili może stać się coś, czego nie da się odwrócić. Niby dla mnie jest głupie, że ludzie popełniają samobójstwa, ale w tamtej chwili sama miałam ochotę pozbawić się życia.
 Podczas mojego ,,spaceru" spominałam wszystkie chwile z Bartkiem. On naszego pierwszego spotkania w galerii po ostatni wypad z ekipą na plażę. Z moich rozmyślań znowu wyrwał mnie dzwoniący telefon. Kiedy zobaczyłam na ekranie roześmianą twarz mojego chłopaka, moje oczy zrobiły się szkliste. Bałam się tego co zaraz usłyszę. Przełknęłam głośno ślinę i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo-wyszeptałam ledwo słyszalnie.
-Tu ojciec Bartka...-moje serce przyśpieszyło-on... on... Przykro mi...
Po tych słowach się załamałam. Patrzyłam tępo przed siebie. Telefon upadł głośno na ziemię, zorbijając się na kawałki. Ludzie, który byli w pobliżu umilkli i patrzyli na mnie. Nie wiem jak długo tak stałam. Nie docierało do mnie to, że Bartek nie żyje... On nie może... Ja go kocham... Nie dam sobie rady bez niego.  Zaczęłam lekko kręcić głową.
-Nie-wyszeptałam, a moje kolejne słowa były co raz głośniejsze-nie! Nie! Nie! Nieeee!
Upadłam na kolana. Nie mogłam już powstrzymać płaczu. Nawet się o to nie starałam... Moje serce się po prostu rozpadło. Dławiłam się łzami. Myślałam, że się uduszę... W pewnej chwili ktoś mnie przytulił. To była Julka, a obok niej stał Kacper.
-Szukaliśmy ciebie...-wtuliłam się w dziewczynę, a jej towarzysz patrzył na mnie zmartwiony-Wiemy już o wszystkim...
-To ja... zadzwonię do jej rodziców-zwrócił się chłopak do mojej przyjaciółki.
-Wracamy?-zapytała Jula, kiedy odrobinkę się uspokoiłam. Przytaknęłam kiwnięciem głowy. Łzy nieustannie leciały z moich oczu. Gdy wstałam usłyszłam czyjeś kroki i znajomy śmiech.
-Hahah! Przydupasikowi Asiuleńki coś się stało? Oh... Jak mi przykro-powiedziała z ironią moja znienawidzona imienniczka. Jak ona śmie?! W ogóle skąd ona wie?! Spojrzałam na nią spode łba.
-Jak myślisz? Kto kierował tym samochodem?-roześmiała się Aśka. Nie mogła uwierzyć wjej słowa. Przecież ona mmi oznajmia, że to ONA go zabiła! Nie wytrzymałam i rzuciłam się na nią. Niestety była silniejsza i mnie przewróciła. Zobaczyłam przed sobą... Bartka! Mojego kochanego Bartusia! Był zmartwiony. Pokręcił wolno głową. Był zmartwiony... Poznałam to po jego wyrazie twarzy. Wreszcie wyszeptał na tyle głośno, abym to usłyszała:
-Uciekaj.
Jakby mój czas na chwilę się zatrzymał... Aśka kopnęła mnie w brzuch. Usłyszłam krzyk mojej przyjaciółki. Wszystko bolało mnie jak cholera, ale wstałam najszybciej jak mogłam i zaczęłam biec. Nie widziałam za dużo, bo było już zupełnie ciemno. Biegłam co sił w nogach prosto przed siebie. Słyszałam, że moja prześladowczyni biegnie za mną. Nie zwracałam już uwagi na to, że wszystko mnie boli. Chciałam po prostu rozpłynąć się. Uciec od wszystkiego. Niestety nie mogłam...
 Byłam już wyczerpana, ale biegłam nadal. Wreszcie wbiegłam na ulicę i zobaczyłam światło oraz słyszałam jak auto trąbi. Mój czas znowu jaby zwolnił. Całe życie przeleciało mi przed oczami. Zasłoniłam rekami głowę i zacisnęłam powieki. Zobaczyłam Bartka. Jego oczy były szklane...
-Ona to zrobiła, ale co się stało już się nie odstanie-powiedział chłopak, a po jego policzku spłynęła łza. W tamtej chwili poczułam okropny ból w boku...

Czytasz=komentujesz ;D

piątek, 5 czerwca 2015

Rozdział 20

 No i jest! :D 20 rozdział!!! 8) ale to szybko zleciało :)
 Dzisiaj trochę późno, bo musiałam coś jesze zrobić, ale ważne, że jest! xD ;p

------------------------------------------------------------------------------------------ Siedziałam właśnie w kafejce i czekałam na Bartka. Umówiliśmy się rano. Chłopak spóźniał się już dobre pół godziny, więc się denerwowałam. Może coś mu się stało? Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zganiłam się w myślach, że wcześniej nie pomyślałam, aby do niego zadzwonić. Bartek nie odbierał. Włączała się tylko poczta głosowa. W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli. Czemu nie odbiera? Przecież on zawsze daje mi znać, kiedy się spóźni... Miałam już dosyć czekania, więc postanowiłam wracać do domu. Kiedy była już pod drzwiami okazało się, że zapomiałam kluczy. Dzwoniłam dzwonkiem, ale nikt nie otwierał. No nieźle... nawet teraz do domu nie wejdę... Rodzice w pracy, a Liwka pojechała gdzieś tam ze swoją ciotką, która mieszka w Sopocie i ma nią słaby kontakt. Wrócą dopiero jutro wieczorem... Siedziałam na schodku przed wejściem do domu i myślałam co zrobić. Chwila! Przecież, któreś okno może być otwarte! Obeszłam, więc cały budynek, ale niestety... wszystkie były zamknięte... To znaczy prawie wszystkie, bo jedno w moim pokoju było otwarte, ale na piętrze... Niby wlecieć tam mam? Zrezygnowana znowu usiadłam. Tym razem na ławce w ogrodzie. Zrobiłam się głodna, więc postanowiłam sprawdzic ile mam pieniędzy w portfelu.
-Zaraz! Gdzie on jest?! No to świetnie-zdenerwowałam się. Zgubiłam go. Było w nim na tyle dużo pieniędzy, abym mogła sobie kupić choćby bułkę... a teraz będę głodować...
 Siedziałam tak myśląc jakąś godzinę. Wreszcie zebrałam się, aby zadzwonić do Julki. Muszę teraz liczyć na czyjąś pomoc, bo zejdę tu z głodu. Nie wiem czemu, ale miała takie dziwne wrażenie, że nie jadłam śniadania.
-Hej! Co tam?
-Hej! Jesteś w domu?
-Nie, a co?
-Super... Nie mam kluczy od domu, a nikogo nie ma. Jestem głodna...
-U mnie też nikogo nie ma-westchnęła dziewczyna-przykro mi, ale nie mogę ci pomóc... A Bartek?
-Umówiłam się z nim rano, czekałam na niego w kafejce chyba z godzinę,  nie odbierał.
-Chwila... nikogo nie ma u ciebie w domu, wyszłaś, nie wzięłaś kluczy... A dzwi są zamknięte?!
-Yy... tak, bo Liwka pojechała ze swoją ciotką po tym jak wyszłam i to ona je zamknęła.
-Aaaa... to już rozumiem... a kasy przy sobie nie masz?-dociekała dziewczyna.
-Nope. Zgubiłam...-mruknęłam.
-Bidulka moja... Przepraszam, ale muszę kończyć. Pa!
Nie zdążyłam jej odpowiedzieć, bo się rozłączyła. Wydało mi się to trochę dziwne... ale tego dnia wszystko jest dziwne...
 Obeszłam jeszcze raz dom, aby upewnić się, że na pewno wszystkie okna są zamknięte i nie mogę w żaden sposób wejść do środka. W tamtej chwili byłam naprawdę zła. Spróbowałam jeszcze raz dodzwonić się do Bartka, ale jak się domyślacie nie odbierał. Dlaczego nie poszłam do niego? Bo nie mam adresu jego domu... Jest moim chłopakiem, aja tego nie wiem... To jest po prostu żałosne...
 Kiedy zrobiłam się już naprawdę głodna była 15:09. Prawie cały dzień spędziłam na pałętaniu się po ogródku. Wreszcie miałam tego wszystkiego dość i poszłam do parku. Miałam ochotę poprosić kogoś, aby ,,pożyczył" mi trochę pieniędzy, ale to by było już żebranie. Myślałam co by tu zrobić, aby zdobyć choć trochę kasy, ale przerwał mi dzwoniący telefon. Ucieszyłam się kiedy zobaczyłam na wyświetlaczu zdjęcie Bartka.
-Bartek! Tak się martwiłam! Czemu nie pyszłeś do kafejki?
-Dzień dobry, tu mama Bartka-zamarłam. Czy mu się na prawdę coś stało?!

Czytasz = Komentujesz!!! :>

wtorek, 2 czerwca 2015

Rozdział 19

 Hej Mordeczki ;*
 Dzisiaj znowu ki słaby rozdzialik :/ ale za to nie taki krótki xD ;D
Proszę komentujcie, bo pod ostatnim rozdziałem jest sporo wyświetleń, ale komentarzy brak! KOMENTARZE POMAGAJĄ MOJEJ WENIE!!! WIĘC SKORO CZYTASZ ZOSTAW COŚ PO SOBIE :)


------------------------------------------------------------------------------------------


-To czemu ja o niczym nie wiem?!-zrobiłam minę zbitego psa i delikatnie otworzyłam furtkę. Liwka przeszła przez nią, a ja ruszyłam tym samym śladem z Lusią na rękach. Kiedy byłyśmy już przy drzwiach, położyłam rękę na klamce i spojrzałam na moją towarzyszkę kątem oka. Dziewczyna najwyraźniej chciała się roześmiać. Pewnie nie spodziewała się mojej reakcji. No jasne, że się cieszyłam, ale mogli mi o tym powiedzieć! Wszyscy, wszystko przede mną ukrywają...
-Już... jesteśmy-krzyknęłam wchodząc do domu i rzucając torbę z rzeczami na szafkę i postawiłam psa na ziemi.
-Czyli, że... już wiesz?-ton głosu mojej mamy był jakiś dziwny... Czy wszystkich śmieszyła ta sytuacja, poza mną?! Nie mam pojęcia o co im chodzi.
-Nie, wcale-powiedziałam ironicznie, na co Liwka się roześmiała. Szczerze mówiąc, w tamtej chwili mi także zachciało się śmiać, ale się powstrzymałam.
-Jesteście głodne?-zapytała mama. Spojrzałam pytająco na moją przyjaciółkę. Pokiwała przecząco głową.
-Nie-nie ma to jak krótka, zwięzła odpowiedź. Weszłyśmy po schodach na górę. Tam zdałam sobie sprawę z pewnej rzeczy...
-Yyy... nie masz żadnych rzeczy ze sobą?-zapytałam.
-Mam... one już tu są-uśmiechnęła się i wskazała ręką na drzwi do pokoju gościnnego. Zaśmiałam się cicho i ruszyłam w ich stronę. Oni to wszystko planowali od dłuższego czasu! Jeszcze przed wakacjami, w tym pomieszczeniu był robiony mały remont. Otworzyłam drzwi i mnie zatkało. Rzeczy Liwki były już rozpakowane. Stałam tak chwilę w progu z szeroko otwartymi oczami. Kiedy się ocknęłam powiedziałam:
-Czy ja jeszcze o czymś nie wiem?!
Dziewczyna siedziała już na łóżku. Poklepała miejsce obok siebie, abym tam usiadła.
-Zostaję u ciebie narazie na 2 tygodnie. To miała być niespodzianka dla ciebie. Żadko się widywałyśmy, więc moja mama zadzwoniła do twoich rodziców i umówiliśmy się tak, że przyjadę tu powspominać stare, dobre czasy i w ogóle, a że u ciebie jest wolny pokój i dobrze się dogadywałyśmy nasi rodzice uzgodnili, że pomieszkam sobie u ciebie. Tylko niemów, że się nie cieszysz!
-Ty chyba sobie żartujesz! No jasne, że się cieszę i to bardzo! Czyli 2 tygodnie będziesz tu mieszkać?! -rzuciłam się jej na szyję-teraz już wszystko rozumiem!
Zaczęłyśmy się śmiać. Potem rozmawiałysmy o wszystkim i o niczym. Dosłownie! Najpierw ja opowiedziałam Liwce, co się stało przez te wszystkie lata. Od wszystkich przykrości, które miałam głównie przez moją imienniczę, aż po pierwsze spotkanie z Bartkiem i dzisiejszy dzień. Całą historię przeżywałam na nowo, a ona ze mną. Płakałyśmy i śmiałyśmy się. Następnie Liwia opowiedziała mi co się z nia działo. Mówiła, że na początku nie mogła się odnaleźć w tej Warszawie, ale wreszcie udało jej się znaleźć kilkoro koleżanek i kolegów. Nieźle się z nimi dogadywała, ale to nie było to samo to tutaj. Stała się najbardziej lubianą osobą w szkole, kiedy powiedziała na oczach prawie wszystkich miejscowej dziuni, co o niej myśli. Stanęła wtedy w obronie dziewczyny, która ponoć była bardzi podobna do mnie, czyli skryta w sobie, nieśmiała, ale kryła w sobie wielki talent. Nie śpiew i gra tak jak ja, ale malarstwo. Czemu wszyscy uważają, że mam talent do śpiewania?! Przecież tak nie jest...
 Dowiedziałam się, że Liwia jest w związku od ponad roku. Jej wybranek ma na imię Piotr.
 Rozmawiałyśmy do wpół do 2 w nocy. Najpierw Liwka wzięła prysznic w mojej łazience, a potem ja. Dziewczyna chciała żebym jej coś zaśpiewała na dobranoc, ale wykręciłam się tym, że wszystkich bym zaraz pobudziła. Wreszcie ustąpiła i poszłyśmy spać...

niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 18

 Hej Mordki ;*
 Dziś taki zaległościowy rozdzialik ;p Chciałam je dodawać w środy, ale tak wyszło, że dzisiaj miałam sporo weny, chęci i czasu xD 8)
Odwiedźcie mojego facebooka: Dla największych fanów <3
A także aska: Pytaj o co chcesz! ;D

------------------------------------------------------------------------------------------


 Do końca dnia szaleliśmy. Co prawda Liwka prawie cały czas siedziała w naszym ,,bunkrze", ale też chyba się dobrze bawiła. Nie była samotna, ponieważ jak nie jedno z ekipy to psiaki zostawały z nią. Julka zrobiły chyba z tysiąc zdjęć, ale każde było wyjątkowe... Bo byliśmy na nim my! My, czyli ja, Bartek, Julka, Kacper, Liwia no i oczywiście Lusia oraz Kampi. Lepszej paczki nie mogłabym sobie wymarzyć! Kiedy słońce zaczęło zachodzić Jula w padła na pewniem pomysł.
-Ej! Słuchajcie! A może byśmy zrobili sobie sesję na tle zachodzącego słońca?
W sumie spodobał mi się ten pomysł. Wszyscy popatrzyliśmy po sobie. Chyba mieliśmy o tym podobne zdania.
-To jak? Idziemy?!-moja przyjaciółka wstała z miejsca i zachęciła nas ruchem ręki, abyśmy zrobili to samo. Na plaży nie było już dużo ludzi, więc Julka miała duże pole do popisu. Na piewszy ogień poszłam oczywiście ja! Bo kto inny... Jula zawsze mówiła, że ślicznie wychodzę na zdjęciach, ale ja tak nie uważam...
 Moja przyjaciółka kazała mi pozować, więc starałam się coś wymyślić. Stawałam w różnych pozycjach. Liwka dała mi nawet swoją chustę. Był lekki wiatr, więc ciekawie wyglądała. Nigdy nie pomyślałabym, że będę się aż tak dobrze bawić przy sesji zdjęciowej.
-Bartek idź teraz do swojej dziewczyny!-entuzjazmowała się Julka. Bartek powoli podszedł do mnie. Patrzyliśmy się sobie w oczy. Musiałam uważać, aby nie utonąć w nich...
 Chłopak niespodziewanie wziął mnie na ręce i zaczął się kręcić. Krzyczałam i śmiałam się.To było dziwne uczucie. Poczułam się jak dziecko. Tata kiedyś tak ze mną robił. Bartek wreszcie się zatrzymał i pocałował mnie.
-Kocham cie-wyszeptał mi czule do ucha.
-Ja ciebie też-mruknęłam i wpletłam dłonie w jego włosy. Zaczęliśmy się całować. On robił to tak namiętnie i delikatnie, że czułam motylki w brzuchu.
-Koniec tych słodyczy, bo się zaraz porzygam!-roześmiał się Kacper. Oderwaliśmy się od siebie i złapaliśmy atak głupawki. Zwijałam się ze śmiechu na pisaku. Kiedy się trochę uspokoiłam, spojrzałam na Julkę. Chyba nie wiedziała, czy ma się śmiać czy płakać, a ajej mina była po prostu rozbrajająca, więc zaczęłam rechotać. Gdy opanowaliśmy się Bartek wziął mnie znowu na ręce. Tym razem przekręcił mnie tak, że głowę miałam na wysokości jego kolan. Krzyczałam, bo nie wiedziałam co on zamierza. W końcu znowu zaczęliśmy się śmiać, bo byłam zawieszona nogami na jego ramionach, moje włosy były rozpuszczone i walały się po piasku. Wyobrażam sobie jak to wyglądało...
 Wreszcie nadszedł czas na powrót do domu. Każdy poszedł w swoją stronę tylko Liwka poszła ze mną.
-Tak w ogóle to gdzie będziesz nocować?-zapytałam dziewczynę po dłuższej chwili ciszy.
-Emm... zobaczysz-mruknęła. Zdziwiłam się trochę... Myślałam nad tym całą drogę i nawet nie zorientowałam się, kiedy dotarłyśmy do mojego domu.
-Więc powiesz mi gdzie będziesz nocować?-dociekałam.
-Oj.. no dobra... u ciebie!

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 17

 Hejcia Misiaczki! ;*
Już ponat 900 wyświetleń na blogu!!! <3 Nie spodziewałam się, że wybije aż tyle! <3 Jesteście niesamowici!!! <3
 Wczoraj dostałam wyniki ze strawdzianu szóstoklasisty i jestem z siebie dumna xD :p Piszcie w komentarzach ile mieliście procent :)
 Koniec tego gadu, gadu! xD Już do czytania rozdziału! ;p Wyszedł mi taki trochę długi i chyba nudny :< ale i tak mam nadzieję, że Wam się spodoba ;D w końcu nowa bohaterka jest! xD ;p


------------------------------------------------------------------------------------------


 Resztę dnia spędziliśmy w moim domu. Nie wiem dlaczego, ale to było nasze główne miejsce spotkań. Wpadł też Kacper-chłopak Julki. Mam z nim nawet niezły kontakt. Można nawet powiedzieć, że się przyjaźnimy. Chłopaki znali się już wcześniej. To bardzo zdziwiło mnie i Julkę. Kto by pomyślał, że oni się znają i są przyjaciółmi?! W sumie to fajnie. Nawet bardzo...
 Wpadłam na pomysł, abyśmy całą ekipą jutro udali się na cały dzień na plażę. Wszystkim bardzo spodobał się ten pomysł. Dziwne jest to, że są wakacje, jest upał, a ja jeszcze nie byłam tam. Co roku spędzam tam całe dnie, ale teraz jakoś tak wyszło, że... siedziałam w domu...
 Przy kolacji zapytałam rodziców, czy zgodzą się na jutrzejszy wypad. Wiedziałam, że tak, ale nie miałam innego ciekawszego tematu. Kiedt zjadłam poszłam na górę i pierszą rzeczą, którą chciałam zrobić było zaproszenie Bartka do znajomych na facebooku. Zalogowałam się i miałam 32 powiadomienia, 12 wiadomości i 4 zaproszenia do znajomych. Trochę się tego narobiło... No cóż, nie byłam tam od prawie dwóch miesięcy. Tak po prostu wyszło, że nie miałam ani czasu, ani ochoty. Zaczęłam przeglądanie  zaległości od zaproszeń. Jako pierwszy ukazał mi się profil Bartosza Skowrona, czyli mojego chłopaka. Uprzedził mnie drań... Dalej byli: Zosia Mazur, Tosia Niezgoda i Michał Roztkiewicz. To byli znajomi mojego chłopaka ze skate parku. Poznałam ich głównie po imionach i zdjęciach profilowych, ponieważ nie znałam ich nazwisk. Pytanie skąd oni znali moje?! Może Bartek im powiedział... W sumie... Nieważne. Przyjęłam wszystkich bez wachania. Widomości nie zawierały jakichś tajemniczych informacji. Typowe przywitania, jakieś łańcuczki i rozmowy na grupach. Powidomienia troszkę mnie zdziwiły. Pomiędzy zaproszeniami od gier i publikacjami postów na grupach były komantarze i posty, na których byłam oznaczona. Ostani był Julki. Dodała post ze zdjęciem, kiedy Bartek oddawał mi telefon, a ja go całowałam! Zdenerwowałam się, bo wiedziała, że nie lubię jak coś publikuje bez mojej zgody! Komentarze nie mniej mnie zdziwiły... Były w nich gratulacje, rozmowa o tym, że wreszcie udało mi się kogoś znaleźć i tym podobne. Nawet znalazł się tam tekst: Zakochańce <3. Nadal byłam trochę zła na Julkę, ale już mniej. Byłam trochę w szoku, bo nie było żadnego negatywnego komentarza. Ucieszyło mnie to.

Następnego dnia:

Wstałam wcześnie. Była 7:46. Z ekipą umówiliśmy się na 12, więc miałam jeszcze dużo czasu. Wzięłam długą kąpiel z  bąbelkami i nie wiedziałam co na siebie włożyć. Mam szafę pełną ciuchów... Problem każdej kobiety! Wreszcie po chyba 15 minutach szukania odpowiedniego stroju, wybrałam zwiewną, różową sukienkę, która sięgała mi prawie do kolan i podobnego koloru japonki. Mam sporo sukienek, ale ta była moją ulubioną. Z włosów zrobiłam luźnego warkocza. Lubię takie fryzury. Mogłabym zostawić je rozpuszczone, ale byłoby mi za gorąco i zaraz porobiłyby mi się supełki... Zawsze tak mamjak idę na plażę. Mam takie długie włosy od kąd tylko pamiętam. Kiedyś chciałam je obciąć do ramion, ale w ostatniej chwili uznałam, że to będzie dziwnie wyglądało... No cóż... Kobieta zmienną jest!
 Zanim się obejrzałam była już 10, czyli czas na śniadanie. Rodzice nadal mieli urlop, więc na śniadanie były naleśniki. Gdybym była sama w domu, zadowoliłabym się kanapkami, bo nie chciałoby mi się ich robić. Jestem leniem w tych sprawach. Nigdy mi się nie chce gotować.
 Po posiłku zaczęłam zbierać rzeczy, który będą mi potrzebne na plaży. Były nimi: ręcznik, koc plażowy, woda do picia, miska dla Lusi (Tak, ona też z nami idzie), pieniądze, telefon i jeszcze kilka innych niezbędnych rzeczy. Chłopcy mieli wziąć parawany, a Julka swój namiot, który nie jest zbyt duży. Ja miałam wziąć parasol przeciwsłoneczny. Zbierałam się na tyle długo, że zdążył przyjść po mnie Bartek.
-Julka i Kacper mają zająć miejsce przy samym morzu-zapewniał chłopak, kiedy szliśmy powolnym krokiem w kierunku naszego celu. Zwykle ja też zajmowałam miejsce przy samym morzu. Tam było najlepiej...
 Kiedy dotarliśmy na miejsce rozglądaliśmy się za naszymi przyjaciółmi. Wreszcie dostrzegłam jak Julka macha do nas. Podeszliśmy do nich, przywitaliśmy się i zaczęliśmy rozkładać wszystko. Wyglądało na to, że tak samo jak my dopiero przyszli, ponieważ Kacper mocował się z ,,drutami" od namiotu, a Jula starała się wbijać parawan w piasek. Po upływie jakichś 15 minut udało nam się skończyć przygotowywanie ,,siedziby". Nie pozostało nam nic innego, jak zabawa w wodzie, która była bardzo blisko. Starałam się oswoiś Lusię z nowym otoczeniem. Udało mi sie to szybciej niż mogłabym się spodziewać. Bartek również wziął swojego psa-Kampiego. Biegaliśmy w wodzie i oblewaliśmy się nią jak małe dzieci. Julka z racji, że chce zostać fotografem miała ze sobą aparat i robiła nam zdjęcia oraz filmy. Bawiliśmy się świetnie! Kiedy już się zmęczyliśmy, porozkładaliśmy się na moim kocu, a zwierzęta poszły naszym śladem.
-Mielibyście coś przeciwko gdyby dołaczyła się do nas Liwia?-uśmiechnęła się Julka, odrywając swój wzrok od telefonu.
-Liwia?! Ona nie jest w Warszawie?!-zdziwiłam się. Liwia to nasza pyjaciółka z podstawówki. Przeprowadziła się w trzeciej klasie do Warszawy.
-Em... przyjechała na dwa tygodnie!
-Czemu ja o niczym nie wiem?! Niech przychodzi!-prawie krzyczałam, a chłopaki śmiali się po cichu z naszego entuzjazmu.
 Kiedy szukałam telefonu w torbie ktoś zasłonił mi oczy.
-Zgadnij kto to!-usłyszałam głos, który był mi bardzo znajomy.
-Liwia?
-Tak!-dziwczyna zabrała dłonie w mojej twarzy i uściskała mnie. Tak dawno jej nie widziałam. Przywitała się z każdym po kolei. Bartka widziała po raz piewszy i widać było po jej minie, że się zdziwiła kiedy pocałował mnie w policzek.
-Liwia! Co ci się w rękę stało?!-zapytałam, bo dopiero wtedy zauważyłam gips na jej ręce.
-A... wywaliłam się... niedługo mi go zdejmą, ale narazie nie mogę pływać...-dziewczyna opowiedziała nam jak to się stało. Jej kolega nie chcący ją popchnął, przewróciła się i nieszczęśliwie złamała rękę.

piątek, 29 maja 2015

Rozdział 16

-Yyy... co my tu mamy robić?- byłam niezmiernie ciekawa co on kombinuje.
-Śpiewać!-na twarzy chłopaka pojawił się chytry uśmiech, a ja się przeraziłam. Przecież ja się boję publicznych występów! Co on sobie myśli?! Że ja sobie po prostu coś zaśpiewam?!
-Co?! Nie mam mowy!-krawie krzyczałam. Zdenerwował mnie. Od razu posmutniałam. Czemu ja się tego wcześniej nie domyśliłam? Czemu ja z nim w ogóle poszłam?! Bartek spoważniał. Podszedł bliżej i przytulił mnie. Trochę mi ulżyło...
-Kotku... wiem, że się boisz, ale nie możesz się wiecznie ukrywać... Jak będą się śmiać to tego popamiętają! Obiecuję- wyszeptał mi prosto do ucha, po czym pocałował mnie. To czyba miało być dla dodania otuchy, ale nie byłam pewna... Chłopak usiadł na brzegu fontanny i się do mnie uśmiechnął.
-Noo...-zawachałam się-To co śpiewać?
-Hmm... ,,Przyjdzie taki dzień". I zdjemij ten kapelusz!- zaśmiał się. Wyknałam jego polecenie i położyłam nakrycie mojej głowy na ziemi. Zrobiłam to dosyć powoli. Potem usiadłam obok niego. Bartek zaczął grać. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam śpiewać. Na początku dosyć cicho, ale chłopak szturchnął mnie parę razy i mój głos stał się nieco głośniejszy, przy czym pewniejszy. Kilka osób przypatrywało się nam z daleka. Potem podchodzili bliżej i było ich coraz więcej. Kilka osób wrzuciło coś do kapelusza, który cały czas leżał na swoim miejscu. Odważyłam się wstać i spacerować. Mój głos z każdą chwilą był coraz pewniejszy. Tłum, który zebrał sie wokój nie przeszkadzał mi. Wręcz dawał mi satysfakcję z tego, że aż tyle osób chce nas słuchać. Bartek przygrywał mi jeszcze kilka piosenek. Wreszcie stwierdził, że na dziś widowni wystarczy i nadszedł czas na ,,finał". Był nim oczywiście nasz pocałunek. Cała widownia zaczęła klaskać. Czułam się wtedy niesamowicie. Nie potrafię określić tego uczucia... byłam po prostu szczęśliwa.
-Mówiłem, że będzie dobrze!-powiedział Bartek i podszedł do kapelusza. Pokazał mi go, a ja zobaczyłam, że 1/3 jest wypełniona pieniędzmi.
-Co chcesz z nimi zrobić?-zapytał chłopak.
-Mam pewien pomysł-uśmiechnęłam się szyderczo, chociaż sytuacja tego nie wymagała... wiem jestem dziwna.
-Może kupimy za nie jedzenie i rzeczy do schroniska?
-Wiesz co?-Odpowiedział mi pytaniem na pytanie.
-Hmm...?-mruknęłam. Chłopak spojrzał do wnętrza kapelusza i powiedział:
-To świetny pomysł!
-No to...
-Hej! Widzę, że papużkom zachciało się pośpiewać- przerwał mi znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam nikogo innego, jak Julkę! Dziewczyna przytuliła mnie na powitanie.
-Hej! No wiesz... Bartek to wymyślił i zaciągnął mnie tu na oślep-powiedziałam to i parsknęłam śmiechem, a moi towarzysze zrobili to samo. Sama nie wiem co mnie tak rozśmieszyło... Rozmawialiśmy jeszcze chwilę i zaproponowałam, abyśmy przenieśli się do kawiarni. Przedyskutowaliśmy tam naprawdę dużo spraw. Zauważyłam, że Bartek i Julka nieźle się dogadywali. Moja przyjaciółka robiła zdjęcia, wbrew woli mojej i mojego chłopaka. Chciała je wstawić na facebooka, ale zabrałam jej telefon i usunęłam zdjęcia.
-A tak wogóle dlaczego nie macie związku na facebooku?-zapytała Julka, a ja z Bartkiem popatrzyliśmy po sobie i parsknęlismy śmiechem. Śmialiśmy się jak idioci, a moja przyjaciółka nawet nie wiedziała o co nam chodzi.
-Ej! Spokój! Czemu się tak śmiejecie? Czy ja o czymś nie wiem?
-Bo...bo...my... nawet nie mamy siebie z znajomych- wydukałam, próbując trochę się uspokoić. Tak się śmiałam, że aż się popłakałam.
-Weźcie nawet nie żartujcie!
-No co?! Nawet nie miałam czasu... ja nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na fb...-powiedziałam ocierając łzy.
-No to na co czekasz?!
-Emm... nie mam telefonu...
-Czekaj...-powiedział Bartek, a ja się zdziwiłam. O co mu znowu chodzi? Wtedy sięgnął do kieszeni swoich spodni i podał mi biały przedmiot, którym był mój telefon!
-Ty złodzieju!-mruknęłam i go pocałowałam.

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 15

 Hej Misiaczki! ;*
 Dzisiaj trochę dłuższy rozdzialik niz zwykle! :D mam nadzieję, że Wam sie spodoba ;)
Piszcie w komentarzach swoje opinie na jego temat :>
Zapraszam także na mojego Aska i Facebooka :] Linki do nich macie z boku =) --->
PS: Jutro pewnie nie będzie rozdziału, bo pran na ten tydzień mi się trochę zmienił :/ jakby co, ten jutrzejszy rozdział miał być zaległy, ale chyba nie wyjdzie :/ przykro mi :<


------------------------------------------------------------------------------------------


 Kiedy rodzice już sobie poszli na dół, mnie i Bartkowi udało się jakoś opanowac rechot. Lusia się bardzo szybko zmęczyła swoją bieganiną i poszła spać. Jak ja tego psa kocham! Jest wariatką, ale za to ją uwielbiam! Mimo wszystko nadal siedziałam pod kołdrą, w samej koszulce i bieliźnie. Przydałoby się już ubrać!
-Emm... nie miałbyś nic przeciwko, gdybym poszła wziąć prysznic?
-Poczekam... na ciebie zawsze misiu- uśmiechnął się i cmoknął mnie w nos. Poczułam się głupio wychodząc spod kołdry, ponieważ nie miałam na sobie żadnych spodenek... gdy byłam już przy szafie mój chłopak zaczął się śmiać. Poczułam jak się rumienię...
-O co ci chodzi?!-mruknęłam spoglądając w jego stronę.
-Fajne majtki...-wydusił. Spojrzałam na swoją bieliznę. Super! Smerfy! Czemu ja o tym zapomniałam?! Chłopak trochę się uspokoił, ale mnie zachciało się roześmiać. Sama nie wiem czemu. Może dlatego, że także mnie to trochę rozśmieszyło? No w sumie... nie każdego dnia paraduję przed kimś w takim stroju... Nie chcę nawet wiedzieć jaką minę zrobiłam w tamtej chwili...
 Wyciągnęłam z szafy jasno niebieską sukienkę i czystą bieliznę(tym razem bez żadnych bajkowych wzorów). Pędem udałam się do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi. Tak na wszelki wypadek, gdyby Bartkowi coś strzeliło do głowy, na przykład... podglądanie mnie! Może nie znam go zbyt długo, ale wiem, że jest do tego zdolny! Kiedy zciągnęłam z siebie koszulkę zwróciłam uwagę na lustro... Nigdy nie lubiłam się w nim przeglądać, ale tym razem było zupełnie inaczej. Przed sobą widziałam szczuplutką dziewczynę o długich, blond włosach, które lekko falowały. Moje ciało trochę się zmieniło... nie byłam już taka chuda jak kiedyś... nie lubiłam tego, ale nie umiałam przytyć. Włosy wcześniej miałam prostsze i krótsze. Teraz siegały mi do tyłka. Grzywka, która jeszcze niedawno zasłaniała całe moje czoło, teraz wtapiała się w resztę włosów. Mój wzrok w pewnej chwili przeniósł się na twarz. Czarne kujonki, spore, niebieskie oczy, mały nos, usta, których nigdy nie lubiłam, cienkie brwi... pieprzyki na całej twarzy... Jeszcze nie dawno nieznosiłam całego swojego ciała, ale teraz... byłam z niego w 100% zadowolona. Nie wiem czemu, ale po prostu podobm sie sobie... Niby nic się we mnie nie zmieniło, ale jednak wiele... Nic z tego nie rozumiem...
 Kiedy wreszcie zdałam sobie sprawę z tego, że stoję tu dosyć długo zdjęłam okulary i bieliznę oraz szybko wskoczyłam pod prysznic. Był on dosyć szybki, ale i tak bardzo odprężający. Zaraz potem włożyłam bieliznę i usiłowałam wysuszyć włosy jak najszybciej. Po tym jak w miarę mi się to udało założyłam sukienkę. Chciałam już wychodzić, ale uznałam, że zrobię sobie koka. Było z nim trochę problemów, bo nie mogłam znaleźć gumki, która była wystarczająco duża, ale koniec końców znalazłam i byłam gotowa. Powolnym krokiem udałam się do mojego pokoju. Kiedy do niego weszłam moim oczom ukazał się Bartek, grający na gitarze... Nie tylko grał wspaniale, ale także śpiewał cudnie! Po prostu mnie zatkało! Dziewczyny mówiły mi, że umie grać, ale nie myślałam, że aż tak dobrze. Chłopak śpiewał ,,Sad Song". Ja po prostu kocham tę piosenkę! Bartek chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że już wyszłam z łazienki i go słucham, więc postanowiłam się dołączyć do śpiewu. Myślę, że się zdziwił, bo spojrzał się na mnie, przerwał grę i zrobił wielkie oczy. Nie ruszał się, więc podeszłam bliżej i machnęłam mu ręką przed oczami mówiąc:
-Halo! Tu ziemia!
Chłopak roześmiał się na moje słowa. Usiadłam obok niego i pocałowałam go w usta.
-Ślicznie wyglądasz-powiedział, a ja zaczęłam się śmiać.
-To dlatego straciłeś kontakt ze światem?!
-No... wiesz... Nie codziennie się widzi takie piękne dziewczyny jak ty!-znowu sie zarumieniłam. Lubię słyszeć takie komplementy...
-Bartek...
-Tak kotku?
-Bo ja... przemyślałam tę sprawę... z nagraniem na youtube...-chłopak po raz kolejny zrobiłwielkie oczy, ale tym razem ujrzałam w nich dziwny blask- i... zgadzam się!
-Naprawdę?-zapytał, a ja pokiwałam twierdząco głową. Najwyraźniej się ucieczył. Przed moim wyjazdem w góry należało mu na tym, ale widział, że to dla mnie trudny temat i odpuścił. W górach miałam dużo czasu na przemyślenie tej sprawy i doszłam do wniosku że bardziej nie da się mnie ośmieszyć. Skoro chcę zostać sławną piosenkarką muszę chyba jakoś zacząć i prędzej czy później musiałabym pokazać się ludziom.
-Zanim youtuby... mam dla ciebie inną propozycję-kiedy to powiedział, zrobił minę pedofila, na co ja wybuchłam śmiechem.
-Już się boję...
-Ok... masz pasek do gitary?
-Tak, a po co ci on?-zdziwiłam się, bo zwykle go nie używałam. Co on może kombinować?!
 Chłopak chciał, abym o nic nie pytała tylko mu go dała. Prosił, abym dała mu wstążkę najlepiej czarną. Kiedy wychodziliśmy zgarnął jeszcze mój czarny kapelusz z szafy.
-Ej! Czekaj! Ja jeszcze nic nie jadłam!-prawie krzyknęłam, kiedy chłopak ciągnął mnie po schodach.
-No tak... ja też- zaśmiał się. Pociągnęłam go do kuchni, gdzie mama zrobiła nam tosty z dżemem. Szybko je zjedliśmy i Barek zawiązał mi wstążkę, którą wczesniej mu dałam na oczy. Nic nie widziałam, a on mnie gdzieś prowadził. Szlismy chyba dosyć daleko. Całą drogę wypytypałam go, gdzie idziemy, ale bym nieugięty i nie chciał powiedzieć...
 Kiedy już dotarliśmy do miejsca, w którym miało się odbyć coś co wymyślił chłopak, usłyszałam plusk wody, ale nadal nie wiedziałam gdzie jestem. Bartek rozwiązał mi wstążkę. W pierwszej chwili oślepiło mnie słońce, ale szybko sie przyzwyczaiłam i zdałam sobie sprawę, że jesteśmy przy fontannie Neptuna. Po co on mnie tu przyprowadził?