poniedziałek, 8 czerwca 2015

Rozdział 21

 Hej Misiaczki ;*
 Od razu Was przepraszam, że w sobotę nie było rozdziału :/ Miałam sporo do zrobienia i tak jakoś wyszło... :/ a rozdział jest nietypowo w poniedziałek, bo jutro bym nie dała rady :< W środę jadę na konkurs i muszę się uczyć, więc się po prostu nie wyrobię...
 Mordeczki, tak bardzo przepraszam, że Was zaniedbuję, ale rozumiecie chyba. Chcę na tym konkursie wypaść jak najlepiej i w ogóle... Mam nadzieję, że się nie gniewacie :)

A teraz do czytania! xD Rozdział jest dosyć długi i dramatyczny. Jakiś taki wyszedł... xD Dobrze mi się go pisało... O matko, sałatko! Pisałam go prawie 2 godziny! :O xD


------------------------------------------------------------------------------------------


-On... jest w szpitalu-powiedziała załamanym głosem kobieta. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nawet nie zorientowałam się kiedy pierwsze łzy spłynęły po moich policzkach.
-Co... co się stało?-wyszeptałam.
-Jak szedł do ciebie... potrącił go samochód...
-Boże... Czy... W jakim jest stanie?
-Lekarze mówią, że... że ma małe szanse...-słychać było, że mamie Bartka jest bardzo ciężko. Nie panowałam już nad płaczem, który przed chwilą starałam się tłumić. Przecież on może umrzeć! Rano jeszcze z nim rozmawiałam przez telefon, a teraz on tam walczy o życie. Chciałam pojechać do tego szpitala, ale nie miałam pieniędzy.
-Będziemy... dzwonić, jakby coś się działo-powiedziała kobieta i się rozłączyła. Schowałam powoli telefon do torebki. Nie mogłam uwierzyć w słowa matki mojego chłopaka. Ja sobie bez niego nie poradzę. Ja go kocham! Płakałam na tyle długo, że rozbolał mnie brzuch. Nie wiem jak długo tam siedziałam, ale chyba dosyć długo. W pewnym momencie usłychałam zmartwiony głos, który znałam i to dosyć dobrze.
-Wszystko w pożądku?
Spojrzałam na osobę, która usiadła obok mnie. To była moja nauczycielka z gimnazjum.  Byłam nieraz przez nią wyciągana z opresji. Bardzo ją lubiła, ale chciałam żeby sobie po prostu poszła. Nie miałam ochotę na rozmowę z kimkolwiek. Kobieta pogłaskała mnie po plecach i podała mi chustęczkę. Otarłam słone łzy z mojej twarzy.
-Dziękuję... Ja już sobie pójdę...-wyszeptałam, gdy trochę się uspokoiłam. Wstałam i ruszyłam w kierunku... nie wiem gdzie szłam. Chciałam się po prostu przejść gdzieś. Nie ważne gdzie...
-Do widzenia-usłyszłam za moimi plecami.
 Szłam powolnym krokiem przez ulice Gdańska. Słońce zaczynało już zachodzić, a ja nie mogłam pogodzić się z myślą, że mogę stracić osobę, na której mi naprawdę zależy. Dlaczego to akurat mi przytafia się wszystko co najgorsze?! Czemu to zawsze ja muszę cierpieć?! Czemu nie ktoś inny?! Nie miałam już siły na nic. Nawet na płakanie, ale nie zatrzymywałam się. Nogi mi na to nie pozwalały. W sumie to prowadziły mnie gdzie chciały... Nieraz musiałam się rozglądać, aby poznać okolicę, bo tak pogłębiałam się w myślach.
 Jakie to życie jest walnięte... Jednego dnia twoje szczęście z powodu innej osoby nie zna granic, a innego ten człowiek jest umierający... W każdej chwili może stać się coś, czego nie da się odwrócić. Niby dla mnie jest głupie, że ludzie popełniają samobójstwa, ale w tamtej chwili sama miałam ochotę pozbawić się życia.
 Podczas mojego ,,spaceru" spominałam wszystkie chwile z Bartkiem. On naszego pierwszego spotkania w galerii po ostatni wypad z ekipą na plażę. Z moich rozmyślań znowu wyrwał mnie dzwoniący telefon. Kiedy zobaczyłam na ekranie roześmianą twarz mojego chłopaka, moje oczy zrobiły się szkliste. Bałam się tego co zaraz usłyszę. Przełknęłam głośno ślinę i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo-wyszeptałam ledwo słyszalnie.
-Tu ojciec Bartka...-moje serce przyśpieszyło-on... on... Przykro mi...
Po tych słowach się załamałam. Patrzyłam tępo przed siebie. Telefon upadł głośno na ziemię, zorbijając się na kawałki. Ludzie, który byli w pobliżu umilkli i patrzyli na mnie. Nie wiem jak długo tak stałam. Nie docierało do mnie to, że Bartek nie żyje... On nie może... Ja go kocham... Nie dam sobie rady bez niego.  Zaczęłam lekko kręcić głową.
-Nie-wyszeptałam, a moje kolejne słowa były co raz głośniejsze-nie! Nie! Nie! Nieeee!
Upadłam na kolana. Nie mogłam już powstrzymać płaczu. Nawet się o to nie starałam... Moje serce się po prostu rozpadło. Dławiłam się łzami. Myślałam, że się uduszę... W pewnej chwili ktoś mnie przytulił. To była Julka, a obok niej stał Kacper.
-Szukaliśmy ciebie...-wtuliłam się w dziewczynę, a jej towarzysz patrzył na mnie zmartwiony-Wiemy już o wszystkim...
-To ja... zadzwonię do jej rodziców-zwrócił się chłopak do mojej przyjaciółki.
-Wracamy?-zapytała Jula, kiedy odrobinkę się uspokoiłam. Przytaknęłam kiwnięciem głowy. Łzy nieustannie leciały z moich oczu. Gdy wstałam usłyszłam czyjeś kroki i znajomy śmiech.
-Hahah! Przydupasikowi Asiuleńki coś się stało? Oh... Jak mi przykro-powiedziała z ironią moja znienawidzona imienniczka. Jak ona śmie?! W ogóle skąd ona wie?! Spojrzałam na nią spode łba.
-Jak myślisz? Kto kierował tym samochodem?-roześmiała się Aśka. Nie mogła uwierzyć wjej słowa. Przecież ona mmi oznajmia, że to ONA go zabiła! Nie wytrzymałam i rzuciłam się na nią. Niestety była silniejsza i mnie przewróciła. Zobaczyłam przed sobą... Bartka! Mojego kochanego Bartusia! Był zmartwiony. Pokręcił wolno głową. Był zmartwiony... Poznałam to po jego wyrazie twarzy. Wreszcie wyszeptał na tyle głośno, abym to usłyszała:
-Uciekaj.
Jakby mój czas na chwilę się zatrzymał... Aśka kopnęła mnie w brzuch. Usłyszłam krzyk mojej przyjaciółki. Wszystko bolało mnie jak cholera, ale wstałam najszybciej jak mogłam i zaczęłam biec. Nie widziałam za dużo, bo było już zupełnie ciemno. Biegłam co sił w nogach prosto przed siebie. Słyszałam, że moja prześladowczyni biegnie za mną. Nie zwracałam już uwagi na to, że wszystko mnie boli. Chciałam po prostu rozpłynąć się. Uciec od wszystkiego. Niestety nie mogłam...
 Byłam już wyczerpana, ale biegłam nadal. Wreszcie wbiegłam na ulicę i zobaczyłam światło oraz słyszałam jak auto trąbi. Mój czas znowu jaby zwolnił. Całe życie przeleciało mi przed oczami. Zasłoniłam rekami głowę i zacisnęłam powieki. Zobaczyłam Bartka. Jego oczy były szklane...
-Ona to zrobiła, ale co się stało już się nie odstanie-powiedział chłopak, a po jego policzku spłynęła łza. W tamtej chwili poczułam okropny ból w boku...

Czytasz=komentujesz ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz