Hej Kaczory <3
Uwierzycie, że w opowiadaniu minęło dopiero 14 dni?! Przed chwilą to sobie policzyłam i muszę Wam się przyznać, że jestem w szoku xD Myślała!, że zleciało już dużo więcej czasu! xD w sensie, w opowiadaniu... xD Czyli jest gdzieś 10 lipiec :p Ją tu kurcze już się bałam, że urodzinki Asi tuż, tuż, a tu jeszcze tyle czasu...
W ogóle jakby ktoś się zastanawiał jak ma na nazwisko nasza główną bohaterka to: Joanna Nuciak. Tak sobie wymyśliłam i tak jest xD
Rozdział wyszedł mi dziwnie długi... Pisałam go ze 2 godziny! I wszystko jasne... xD
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Jasne... Skoro chcesz to mogę-westchnął chłopak. Żałuję, że o to spytałam... Ale ciekawość niestety musiała wziąć górę. Jestem takim człowiekiem, który musi wszystko wiedzieć. To jest jedna z moich cech, której nie lubię.
-Przepraszam... Nic nie mów, pewnie to dla ciebie ciężki temat- spuściłam głowę.
-I tak ci opowiem...W ogóle mam na imię Daniel, mam 20 lat. Od kąd tylko pamiętam wszyscy wciskali mi, że moi rodzice nie żyją, że zmarli kilka dni po moich narodzinach w wypadku samochodowym. Nigdy nie chciałem w to uwierzyć, ale cóż... Żadne inne wyjaśnienie, dlaczego mnie ktoś oddał jakoś tak nie pasowało... Kiedy miałem 4 lata udało mi się znaleźć dom. Strasznie się cieszyłem, że wreszcie będę miał rodzinę, że wreszcie ktoś mnie pokocha. Kiedy tylko przekroczyłem próg nowego domu coś wydawało mi się nie tak, ale nie zwracałem na to kompletnie uwagi, bo przecież byłem małym dzieckiem i nic jeszcze nie zrozumiałem. Pierwszego dnia była sielanka. Wszystko ok, jakieś tam zabawy, poznawanie nowego otoczenia, wygłupy... Następnego dnia niechcący potłukłem jakiś wazon i nie dość, że macocha się na mnie wyderła, to jeszcze ojczym przyłożył mi paskiem. Tak było dzień w dzień, tylko że bez powodu. Coś tam sobie wymyślili i mnie bili. Kilka lat później było jeszcze gorzej. Kiedy miałem jakieś 12, 13 lat zaczęli pić, bo umarł ojciec mojej macochy. Wiem, że to dziwne, że spowodu jednej osoby z rodziny się załamali, ale to on nas utrzymywał. On za wszystko płacił, bo oni nie umieli znaleźć sobie pracy. Żadna im nie pasowała... Wtedy dostawałem jeszcze mocniej. Nie było na nic pieniędzy, bo rodzice byli wiecznie pijani i nie mieli oczywiście pracy.Starałem się jakoś utrzymać nas. Sprzedawałem co jakiś czas butelki po alkoholu, kosiłem trawniki w sąsiedztwie i takie różnw drobne rzeczy. Jeszcze kilka osób trochę pomagało nam, a przede wszystkim mnie finansowo. Sam nie wiem jak to przetrwałem, ale jakiś miesiąc przed moją osiemnastą, czyli wolnością dom spłonął. Byli w nim rodzice... Czyli znowu zostałem sierotą... Jeszcze przed ich śmiercią w szkole wszyscy sobie ze mnie kpili. Wyzywali mnie od żebraków i cweli. Niby wszyscy wiedzieli co się działo w moim domu, ale nikt nic z tym nie zrobił... Musiałem sobie ze wszystkim dać radę sam... Kiedy ukończyłem te 18 lat, znalazłem sobie pracę, wynająłem mieszkanie. Żyłem tak sobie skromnie, znalazłem przyjaciół, a nawet dziewczynę, którą pokochałem. W między czasie udało mi się znaleźć prawdziwą matkę... naszą matkę-uśmiechnął się, a po jego policzku spłynęłałza-któregoś dnia zaczepiłem naszą mamę na ulicy i powiedziałem jej, że jestem jej synem i w ogóle... na początku nie chciała uwierzyć... Chciała żebym trzymał się od ciebie z daleka. Z trudem udało mi się to wypełniać, ale i tak obserwowałem cię. Widziałem cię wiele razy jak płaczesz, jak cię wyzywają... Przed zakończeniem roku szkolnego nie wytrzymałem i jak uciekłaś poszedłem do grupki, która cię wyśmiewała i... z dwoma kolesiami się pobiłem...
-Pewnie z Markiem i Kubą...-przerwałam mu.
-No i dziś tu przyszłem i... Sama wiesz...-zakończył na co ją kiwnęłam głową. Podczas tej opowieści nie mogłam zatamować łez... To takie straszne... Ja chyba bym sobie nie dała rady... Po tym wszystkim wyszedł na prostą...
-Daniel...
-Hmm?
-Dziękuję-powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Ale za co?
-Za to, że uratowałeś mi życie... Gdyby nie ty nie siedziałabym tu teraz... Głupio zareagowałam...
Mój brat odwzajemnił uścisk i odparł:
-To był mój obowiązek... Teraz zawsze będę cię chronić siostrzyczko...
Następnego dnia:
Obudziłam się o 12:04. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i zjadłam śniadanie, które składało się z płatków z mlekiem. Jak dobrze, że rodzice są w pracy... Wczorajszego wieczoru nie rozmawiałam z nimi, bo po prostu i nie chciałam, i nie miałam siły... Nadal jestem na nich zła, że to przedemną ukrywali...
Kiedy skończyłam śniadanie porozmawiałam z Liwią na temat mojego wczorajszego spotkania z bratem. Nie pytała o dużo, ale ja i tak wszystko szczegółowo opowiedziałam.
-Idziemy do ogrodu?-zaproponowała moja przyjaciółka. Nie miałam nic przeciwko temu, więc kiwnęłam głową.
-To ja idę po koc-powiedziałam i udałam się do przedpokoju. Znalazłam w szafie przedmiot i poszłam do ogrodu. Liwia siedziała już na trawie, miała różowe okulary przeciwsłoneczne na nosie i bawiła się z Lusią.
-Panienka już może się położyć na kocyku-odparłam, kiedy udało mi się go rozłożyć.
-A pani też raczy się powylegiwać?-powiedziała Liwka.
-Oczywiście-położyłam się obok przyjaciółki-Mamy wspaniałą pogodę na opalanie się, nie uważasz panienko?
To, że koc znajdował się pod drzewem to tylko szczegół...
-Jest wspaniała! Pani pozwoli, że na chwilę oddalę się do toalety.
-Niech panienka się pośpieszył, bo panienka nie zdąrzy, jak się będzie panienka tak wlokła-roześmiałam się, kiedy dziewczyna szła bardzo powoli w stronę domu. Ona także zaczęła się śmiać i jeszcze bardziej zwolniła tępo.
-Dobra, bo się zsikam-pisnęła i pobiegła już do domu. Ja w tym czasie ułożyłam się wygodniej i wybrałam pozycję na brzuchu.
-Cześć-usłyszałam znajomy głos... Tylko nie mogłam sobie przypomnieć do kogo on należy...
sobota, 27 czerwca 2015
piątek, 26 czerwca 2015
Rozdział 27.
Hej Kaczorki <3
Wiem, że we wtorek nie było rozdziału, ale tak jakoś wyszło xD Miałam sporo sprawą na głowie i najzwyczajniej w świecie zapomniałam xD Przepraszam Was za to, ale chyba rozumiecie to, że jestem tylko człowiekiem
Ogólnie dziś miałam zakończenie roku szkolnego i nareszcie WAKACJE!!! <3 <3 <3 W czwartek płakałam jak głupia... Miałam zakończenie klas szóstych i III gimnazjum i dowiedziała się przykrej rzeczy...
Rozdział dosyć krótki, bo weny mało i jakoś nie mam ochoty na pisanie... =( Następny rozdział będzie dłuższy =)
Przepraszam za wszystkie błędy ortograficzne i literówki, ale znowu piszę na nowym sprzęcie i jeszcze go nie do końca nie ogarnęłam xD Teraz będę raczej na nim głównie pisać. Muszę przyzwyczaić do tej klawiaturki xDD
A teraz zaprasza do czytania rozdziału już 27 ;D
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na łóżku, na którym leżałam siedział chłopak, który ponoć jest moim bratem. Tuż obok niego zobaczyłam Bartka. Siedzieli tak wpatrując się w podłogę, jakby nie mnieli nic ciekawszego do roboty.
-Co się stało-wyszeptałam nie umiejąc sobie przypomnieć. Twarze chłopaków w tym samym momencie zwróciły się w moją stronę. Oboje się uśmiechnęli, a ją nie wiedziałam o co im chodzi. Oni czekali aż się obudzę? Ale niby po co...? Co mi się takiego mogło stać? Może spadłam skądś, albo ktoś mnie uderzył...? Nie... Już sama nie wiem...
-Prawie potrącił cię samochód-powiedział po chwili mój brat smutniejąc i odwracając głowę. Moje oczy momentalnie się powiększyły. Ale, że jak?! Co ja kurde zrobiłam...? Chwila... Uciekałam przed... Sama nie wiem przed kim, ale bynajmniej biegłam i... on mnie uratował...
-Nie pamiętasz nic?-zdenerwował się Bartek.
-Nie... Już mi się przypominało-chłopak odetchnął z ulgą na moje słowa. W ogóle to głupio zareagowałam... Tajemnice, tajemnice i... mogło mnie tu teraz nie być gdyby nie on... to znaczy mój brat.
-Asia... Możemy porozmawiać?-zapytał chłopak. Kiwnęłam głową, na co on spojrzał znacząco na Bartka. Bez słowa wyszedł i została sama z bratem... To było trochę krępujące, ponieważ nie wiem o nim praktycznie nic i nie wiem o czym on chce rozmawiać. Jak on w ogóle ma na imię?! Nie mam pojęcia jak się do niego zwrócić... Cisza, która panowała w pomieszczeniu była nieznośna. Starała się sklecić jakieś sensowne zdanie, ale to nie było takie proste.
-Ty mnie odepchnąłeś... tak?-mruknęłam wreszcie.
-Tak... Czemu uciekałaś?
-Yyy... No wiesz... To był dla mnie szok, że mam brata. Chciałam mieć rodzeństwo, ale nie przypuszczałam...
-Wiem o co ci chodzi... Nie powinnaś się tego dowiedzieć w taki sposób.... Już dawno powinnaś to wiedzieć...
-Ale jak to się w ogóle stało-chciałam wiedzieć coś na ten temat.
-To była wpadka... Nasza matka urodziła mnie, kiedy była w twoim wieku... Wiem, że musiała mnie oddać do domu dziecka, bo nasi dziadkowie nie chcieli żeby miała spieprzoną przyszłość-Boże... Ja tego nigdy nie zrozumiem... Jak można zajść w ciążę przez przypadek?! Jak?! Mogłaby spodziewać się tego po każdej innej kobiecie, ale nie po mamie! Ona przecież zawsze była rozsądna! W moim sercu narodziło się ogromne współczucie do tego chłopaka... Co on musiał przejść... Po mojej głowie pałętało się tysiące myśli.
-Możesz... opowiedzieć mi coś o sobie?-zapytałam niepewnie, czy nie będzie to dla niego przykre opowiadanie.
Czytasz=Komentujesz! ;D
niedziela, 21 czerwca 2015
4. Info
Hej Kaczory mojee <3
Stworzyłam grupę na fb! :D Trochę się boję co będzie, bo teraz zobaczycie jak wyglądam i poznacie trochę moją osobowość :O Ale trudno! xD
Stworzyłam grupę na fb! :D Trochę się boję co będzie, bo teraz zobaczycie jak wyglądam i poznacie trochę moją osobowość :O Ale trudno! xD
Klikać to i dołączać-----> Kaczorki Wery <3 BWOUNNW
sobota, 20 czerwca 2015
Rozdział 26
Hej Mordki ;*
Dziękuję Wam za 1400 wyświetleń na blogu!!! <3 Jesteście wspaniali!!! <3 <3 To już prawie pół tysiąca! Jesteście naprawdę niesamowici!
Już za tydzień wakacje! <3 Cieszycie się, bo ja bardzo! Trochę przetaża mnie gimnazjum, ale będzie dobrze xD Jak ktoś nie wie o co chodzi to klika tu :)
A propo rozdziału to taki wydaje się krótki, bo głównie opisówka i jakoś tak nie mam dziś ochoty, ani zastroju na pisanie :<
Życzcie mi weny :)
-----------------------------------------------------------------------------------------
Moje oczy stały się szkliste. Jak to mam brata?! Czemu mi o nim nie powiedzieli?! Chyba mam prawo wiedzieć! Stałam tak i nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Z kuchni nie było już słychać zupełnie nic. Słyszałam tylko mój przyśpieszony oddech. Sama już nie wiem czy to trwało sekunkę, czy godzinę... W końcu nie dawałam sobie rady z emocjami, które się we mnie tłumiły i wpadłam do pomieszczenia obok.
-Czemu to przedemną ukrywacie-wrzasnęłam, a wszyscy patrzyli na mnie jakoś dziwnie... Jakby smutno, a zarazem szczęśliwie.
-Bo co?! Bo to był wypadek i nie chcieliście do niego wracać?!
-Córeczko, to nie tak-mama zrobiła dwa kroki w moją stronę. Odsunęłam się.
-A jak?! Kurwa jak-kiedy wykrzyczałam te słowa wybiegłam z domu. Przez jakiś czas słyszałam za sobą jakieś krzyki. Nie zwracałam na nie uwagi. Po prostu biegłam dalej. Nie tłumiłam już łez.
Nie mam bladego pojęcia jak długo biegłam i gdzie. Zmęczyło mnie to tak, że nie mogła złapać oddechu. Szłam coraz wolnie, ale nadal nie patrzyłam gdzie idę. Weszłam na ulicę. Usłyszałam pisk opon i trąbienie klaksonu. Patrzyłam jak zachipnotyzowana na samochód, który był bardzo blisko. Znowu jakby mój czas zwolnił, a przed oczami przeleciało mi całe zajście z mojego snu... Chciałam stamtąd uciec, ale nie mogłam się ruszyć z miejsca. Coś mi nie pozwalało. Bałam się strasznie, serce podchodziło mi do gardła. Kiedy wiedziała, że nic mnie już nie ochroni zamknęłam oczy i odwróciłam głowę w drugą stronę. Poczułam jak lecę do przodu i upadam na twardy asfalt. Po chwili dopiero otworzyłam oczy, ponieważ spodziewałam się zupełnie czego innego. Obok mnie leżał zdyszany... mój brat! Jak to... on mnie... uratował? Przed nami stał samochód, a obok niego jakiś facet. Wydzierał się. Chyba na mnie. Nie słyszałam do on mówi. Spojrzałam się jeszcze raz w stronę mojego brata. Chłopak siedział nademną. Uśmiechał się i coś mówił. Jego także nie słyszałam... Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje... Nie kontaktuję... Nie czuję już bólu...
-Nie martw się... nic jej nie jest... po prostu zemdlała-słyszałam jakieś głosy. Nie byłam w stanie ich rozpoznać. Wszystko mnie bolało. Skoro boli to chyba żyję... Powoli otworzyłam oczy i od razu tego pożałowałam. Jasny blask oślepił mnie. Ponowiłam próbę. Tym razem skutecznie.
Dziękuję Wam za 1400 wyświetleń na blogu!!! <3 Jesteście wspaniali!!! <3 <3 To już prawie pół tysiąca! Jesteście naprawdę niesamowici!
Już za tydzień wakacje! <3 Cieszycie się, bo ja bardzo! Trochę przetaża mnie gimnazjum, ale będzie dobrze xD Jak ktoś nie wie o co chodzi to klika tu :)
A propo rozdziału to taki wydaje się krótki, bo głównie opisówka i jakoś tak nie mam dziś ochoty, ani zastroju na pisanie :<
Życzcie mi weny :)
-----------------------------------------------------------------------------------------
Moje oczy stały się szkliste. Jak to mam brata?! Czemu mi o nim nie powiedzieli?! Chyba mam prawo wiedzieć! Stałam tak i nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Z kuchni nie było już słychać zupełnie nic. Słyszałam tylko mój przyśpieszony oddech. Sama już nie wiem czy to trwało sekunkę, czy godzinę... W końcu nie dawałam sobie rady z emocjami, które się we mnie tłumiły i wpadłam do pomieszczenia obok.
-Czemu to przedemną ukrywacie-wrzasnęłam, a wszyscy patrzyli na mnie jakoś dziwnie... Jakby smutno, a zarazem szczęśliwie.
-Bo co?! Bo to był wypadek i nie chcieliście do niego wracać?!
-Córeczko, to nie tak-mama zrobiła dwa kroki w moją stronę. Odsunęłam się.
-A jak?! Kurwa jak-kiedy wykrzyczałam te słowa wybiegłam z domu. Przez jakiś czas słyszałam za sobą jakieś krzyki. Nie zwracałam na nie uwagi. Po prostu biegłam dalej. Nie tłumiłam już łez.
Nie mam bladego pojęcia jak długo biegłam i gdzie. Zmęczyło mnie to tak, że nie mogła złapać oddechu. Szłam coraz wolnie, ale nadal nie patrzyłam gdzie idę. Weszłam na ulicę. Usłyszałam pisk opon i trąbienie klaksonu. Patrzyłam jak zachipnotyzowana na samochód, który był bardzo blisko. Znowu jakby mój czas zwolnił, a przed oczami przeleciało mi całe zajście z mojego snu... Chciałam stamtąd uciec, ale nie mogłam się ruszyć z miejsca. Coś mi nie pozwalało. Bałam się strasznie, serce podchodziło mi do gardła. Kiedy wiedziała, że nic mnie już nie ochroni zamknęłam oczy i odwróciłam głowę w drugą stronę. Poczułam jak lecę do przodu i upadam na twardy asfalt. Po chwili dopiero otworzyłam oczy, ponieważ spodziewałam się zupełnie czego innego. Obok mnie leżał zdyszany... mój brat! Jak to... on mnie... uratował? Przed nami stał samochód, a obok niego jakiś facet. Wydzierał się. Chyba na mnie. Nie słyszałam do on mówi. Spojrzałam się jeszcze raz w stronę mojego brata. Chłopak siedział nademną. Uśmiechał się i coś mówił. Jego także nie słyszałam... Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje... Nie kontaktuję... Nie czuję już bólu...
-Nie martw się... nic jej nie jest... po prostu zemdlała-słyszałam jakieś głosy. Nie byłam w stanie ich rozpoznać. Wszystko mnie bolało. Skoro boli to chyba żyję... Powoli otworzyłam oczy i od razu tego pożałowałam. Jasny blask oślepił mnie. Ponowiłam próbę. Tym razem skutecznie.
Czytasz=Komentujesz ;D
piątek, 19 czerwca 2015
Rozdział 25
Hej Mordy mooojee!!! xD ;*
Od teraz życie Joasi zupełnie się zmieni... Dowie się wiele o przeszłości, o błedach swoich rodziców... Tylko pytanie... czy ona to zniesie?
Tego dowiecie się już w następnym rozdziale 8) Mam nadzieję, że ten się podoba ;D
Noi oczywiście proszę oceniać nowy wygląd bloga! :D Naszukałam się zdjęcia do tła, ale jest! xD Rodziału myślałam, że dziś nie będzie, ale jednak!!! xD
------------------------------------------------------------------------------------------
Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą na górę. W mojej głowie było pełno wspomnień... Doszliśmy do pokoju, który kiedyś zajmowała Liwka. Bardzo ciekawiło mnie jak teraz wygląda. Wcześniej był praktycznie cały w odcieniach fioletu. Tylko kilka elementów, który się wyróżniały swoją kolorystyką. Kiedy weszłam do środka rozejrzałam się. W pomieszczeniu były czarne, dekoracje i ,,graty" Bartka granatowe oraz podobnego koloru co śniany, czyli niebieskie. Jedna była pokryta tapetą w różne dziwne wzorki. Było tam dosyć jasno i wydawało się tak... przytulnie. Dobrze sie tam czułam.
-Jak ci się podoba mój pokój-zapytał chłopak po dłuższej chwili ,,analizowania" wszystkiego.
-Ładny jest-uśmiechnęłam się i pocałowałam mojego mężczyznę w polik. Chłopak odwzajemnił gest i odparł:
-Misia ja zaraz przyjdę.
Po tych słowach wyszedł. Usiadłam na łóżku i wyjęłam telefon z kieszeni. Jak dobrze, że jest wodoodporny... Wszystko co miałam na sobie i przy sobie było doszczętnie przemoczone, a butelki z wodą, którą zabrała z domu chyba zostawiłam przez przypadek na plaży. No cóż, zdarza się... W sumie to chyba był zły pomysł żeby siadać... Koc, który niedbale okrywał miejsce spania mojego chłopaka zrobił się mokry... Zaśmiałam się cicho, ponieważ jak ktoś usiądzie będzie miał niemiłą niespodziankę.
-Z czego się... Aha... Spoko... Nie ważne-powiedział Bartek, kiedy zjawił się spowrotem-Proszę, suche ubrania dla ciebie, pożyczyłem je od siostry. Tu jest łazienka, możesz sobie wziąć prysznic i się przebrać. Czuj się jak u siebie w domu!
Otworzył mi drzwi, a ja je zamknęłam na zamek. Zdjęłam z siebie szybkimi ruchami mokre ciuchy i położyłam je na szafce. Okulary także tak odłożyłam, jak i telefon. Warkocz, który średnio go przypominał został rozplątany. Weszłam do kabiny i po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Woda, która spływała po mnie była nie możliwie zimna! Pisnęłam i odruchowo ją zakręciłam.
-Wszystko ok?-usłyszałam głos zza drzwi.
-Tak...tylko...zimna...woda-wyjąkałam.
2 godziny później:
Zjedliśmy już śniadanie. Przy okazji poznałam siostrę Bartka-Danusię. Okazało się, że jest ona o trzy lata starsza o demnie, a o dwa od swojego brata. Rodzeństwo wcale nie jest do siebie podobne. Mój chłopak to podobny istny ojciec, a jego siostra ma twarz mamy, ale włosy to nie wiedzą po kim kręcone. Matka rodzeństwa nie znała swojej rodziny, ponieważ wychowała się w domu dziecka. Ta kobieta dużo przeszła... Podziwiam ją, że dała sobie ze wszystkim radę i pomimo wielu niepowodzeń udało jej się stworzyć coś czego nigdy nie miała, a mianowicie kochającą rodzinę. Niby historia, jak z filmu, a jednak...
Nadszedł czas, abym wracała do domu, bo mama już do mnie dzwoniła i się niepokoiła. Bartek odprowadził mnie pod sam dom. Pożegnaliśmy się czule pocałunkiem i uściskiem. Kiedy weszłam do domu usłyszałam głosy rodziców i jakiegoś chłopaka. Ustałam jak wryta i nasłuchiwałam.
-...to sobie wyobrażasz?! Że co?!-krzyczała moja oburzona mama.
-Nie denerwuj się-nie znajomy głos.
-Monika... Spokojnie... Prędzej czy później dowiedziałaby się...-tata próbował uspokoić mamę, która zaczęła płakać. W moje głowie kłębiło się tysiące myśli. Czy oni nie są ze mną szczerzy?!
-No właśnie... Już dawno miałem chęć do niej podejść i powiedzieć jej całą prawdę.
-Wszystko będzie dobrze... słyszysz? Im dłużej będziemy to ukrywać tym gorzej będzie jej to znieść.
-Już dawno powinna to wiedzieć. Chciałbym ją wreszcie poznać. W końcu to moja... siostra-na te słowa coś we mnie pękło.
Od teraz życie Joasi zupełnie się zmieni... Dowie się wiele o przeszłości, o błedach swoich rodziców... Tylko pytanie... czy ona to zniesie?
Tego dowiecie się już w następnym rozdziale 8) Mam nadzieję, że ten się podoba ;D
Noi oczywiście proszę oceniać nowy wygląd bloga! :D Naszukałam się zdjęcia do tła, ale jest! xD Rodziału myślałam, że dziś nie będzie, ale jednak!!! xD
------------------------------------------------------------------------------------------
Chłopak złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą na górę. W mojej głowie było pełno wspomnień... Doszliśmy do pokoju, który kiedyś zajmowała Liwka. Bardzo ciekawiło mnie jak teraz wygląda. Wcześniej był praktycznie cały w odcieniach fioletu. Tylko kilka elementów, który się wyróżniały swoją kolorystyką. Kiedy weszłam do środka rozejrzałam się. W pomieszczeniu były czarne, dekoracje i ,,graty" Bartka granatowe oraz podobnego koloru co śniany, czyli niebieskie. Jedna była pokryta tapetą w różne dziwne wzorki. Było tam dosyć jasno i wydawało się tak... przytulnie. Dobrze sie tam czułam.
-Jak ci się podoba mój pokój-zapytał chłopak po dłuższej chwili ,,analizowania" wszystkiego.
-Ładny jest-uśmiechnęłam się i pocałowałam mojego mężczyznę w polik. Chłopak odwzajemnił gest i odparł:
-Misia ja zaraz przyjdę.
Po tych słowach wyszedł. Usiadłam na łóżku i wyjęłam telefon z kieszeni. Jak dobrze, że jest wodoodporny... Wszystko co miałam na sobie i przy sobie było doszczętnie przemoczone, a butelki z wodą, którą zabrała z domu chyba zostawiłam przez przypadek na plaży. No cóż, zdarza się... W sumie to chyba był zły pomysł żeby siadać... Koc, który niedbale okrywał miejsce spania mojego chłopaka zrobił się mokry... Zaśmiałam się cicho, ponieważ jak ktoś usiądzie będzie miał niemiłą niespodziankę.
-Z czego się... Aha... Spoko... Nie ważne-powiedział Bartek, kiedy zjawił się spowrotem-Proszę, suche ubrania dla ciebie, pożyczyłem je od siostry. Tu jest łazienka, możesz sobie wziąć prysznic i się przebrać. Czuj się jak u siebie w domu!
Otworzył mi drzwi, a ja je zamknęłam na zamek. Zdjęłam z siebie szybkimi ruchami mokre ciuchy i położyłam je na szafce. Okulary także tak odłożyłam, jak i telefon. Warkocz, który średnio go przypominał został rozplątany. Weszłam do kabiny i po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Woda, która spływała po mnie była nie możliwie zimna! Pisnęłam i odruchowo ją zakręciłam.
-Wszystko ok?-usłyszałam głos zza drzwi.
-Tak...tylko...zimna...woda-wyjąkałam.
2 godziny później:
Zjedliśmy już śniadanie. Przy okazji poznałam siostrę Bartka-Danusię. Okazało się, że jest ona o trzy lata starsza o demnie, a o dwa od swojego brata. Rodzeństwo wcale nie jest do siebie podobne. Mój chłopak to podobny istny ojciec, a jego siostra ma twarz mamy, ale włosy to nie wiedzą po kim kręcone. Matka rodzeństwa nie znała swojej rodziny, ponieważ wychowała się w domu dziecka. Ta kobieta dużo przeszła... Podziwiam ją, że dała sobie ze wszystkim radę i pomimo wielu niepowodzeń udało jej się stworzyć coś czego nigdy nie miała, a mianowicie kochającą rodzinę. Niby historia, jak z filmu, a jednak...
Nadszedł czas, abym wracała do domu, bo mama już do mnie dzwoniła i się niepokoiła. Bartek odprowadził mnie pod sam dom. Pożegnaliśmy się czule pocałunkiem i uściskiem. Kiedy weszłam do domu usłyszałam głosy rodziców i jakiegoś chłopaka. Ustałam jak wryta i nasłuchiwałam.
-...to sobie wyobrażasz?! Że co?!-krzyczała moja oburzona mama.
-Nie denerwuj się-nie znajomy głos.
-Monika... Spokojnie... Prędzej czy później dowiedziałaby się...-tata próbował uspokoić mamę, która zaczęła płakać. W moje głowie kłębiło się tysiące myśli. Czy oni nie są ze mną szczerzy?!
-No właśnie... Już dawno miałem chęć do niej podejść i powiedzieć jej całą prawdę.
-Wszystko będzie dobrze... słyszysz? Im dłużej będziemy to ukrywać tym gorzej będzie jej to znieść.
-Już dawno powinna to wiedzieć. Chciałbym ją wreszcie poznać. W końcu to moja... siostra-na te słowa coś we mnie pękło.
Czytasz=Komentujesz! ;D
wtorek, 16 czerwca 2015
Rozdział 24
Hej Mordki ;)
Dzisiejszy rozdział uważam za dziwny, ponieważ pisałam go na ,,nowym sprzęcie" i dziwnie mi się go pisało xD
Niedługo nowe zmiany w wyglądzie bloga =D czekajcie na nie cierpliwie xD ;p Nwm kiedy one będą, ale postaram się w miarę szybko ie zrealizować xD
Ogólnie już tylko 8 dni do szkoły!!! I nareszcie wakacje!!! <3 <3 <3 Jak tam się u Was średnie mają? Bo u mnie bardzo dobrze =>
--------------------------------------------------------------------------------
-No dobra-westchnęłam, a chłopak złapał mnie za rękę i pocałował.
-No to chodź-popędzał mnie Bartek.
-Idę, idę-szczerze mówiąc, najchętniej bym tak nie szła, ponieważ boję się czy rodzice mojego chłopaka mnie zaakceptują. Kiedy byliśmy w drodze do domu chłopaka żadne z nas się nie odzywało. W tym czasie myślałam o tym, jak wygląda jego dom. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Bartka:
-Misia, nie martw się. Mówię ci, że na pewno cię polubą! A nawet jeśli to co? Przecież to moja sprawa z kim chodzę...
-Może i tak-mruknęłam. On zawsze znajdzie jakiś sposób, aby dodać mi otuchy. Tak czy inaczej, nadal się boję... Sama nie wiem czemu. W sumie, chyba każdy tak ma.
-Nie fochaj się tylko... Myszko...
-A czy ja się focham?! To, że jestem dziś mało mówna nie znaczy, że mam na ciebe focha. Misiek, no przepraszam, ale miałam ciężką noc i w ogóle...
-Mała to tu mieszkam-moje oczy powiększyły się ze zdumienia, kiedy Bartek wskazał duży, jasny budynek.
-Bartek... Czy...Oo..yy-nie mogłam skrelić żadnego zdania ze zdumienia-Tu kiedyś mieszkała Liwka.
Chłopak zaregaował podobnie jak ja. Po chwili zaczął się śmiać, a ja z nim.
-Jaki zbieg okoliczności-wydusił Bartek.
-Misiu, będę mogła ją tu przyprowadzić kiedyś? Bo wiesz... Może chciałaby sobie powspomianć-zaproponowałam, gdy się uspokoiłam. No kto by pomyślał?! Mój chłopak mieszka w byłym domu mojej przyjaciółki, która się wyprowadziła jakieś 5 lat temu. Liwia kiedyś mi mówiła, że chciałaby zobaczyć swój dawny dom i jego właścicieli. Nawet sobie nie zdaje sprawy, że już go poznała! Na pewno się ucieszy, kiedy jej to powiem!
-Zapraszam piękną panią do środka-powiedział mój gentleman, otwierając drzwi. Weszłam do środka, a moim oczom ukazał się dom, który znałam bardzo dobrze, ale jednak... był zupełnie inny. Moje oczy stały się szkliste. Ja, Julka i Liwka poznałyśmy się w podstawówce. Od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Z tym miejscem wiąże się tyle wspomień... Zarówno wesołych, jak i smutnych...
-Wszystko ok?-zapytał chłopak.
-Tak... Nawet nie wiesz jak tęskniłam za tym miejscem-wyznałam i pocałowałam Bartka. On odwzajemnił to. Kiedy zabrakło nam tchu oderwaliśmy się od siebie. Odsunęłam się delikatnie od chłopaka i zdjęłam moje przemoczone buty.
-Idziesz czy tu zostajesz-zaśmiał się, kiedy jedną nogą był już w salonie. Kiwnęłam twierdząco głwą i wzięłam głęboki oddech. Moje serce waliło niemiłosiernie. Wreszcie się odważyłam i ruszyłam powoli za Bartkiem. Nawet nie wiem, kiedy złapałmnie za rękę.
-O już jesteś synku-usłyszałam kobiecy głos.
-Mamo, to jest Joasia-powiedział śmiało do swojej matki i objął mnie ramieniem.
-Dzień dobry-jest! Udało mi się coś powiedzieć i niczego nie palnąć!
-Dzień dobry! Bartuś mi o tobie dużo opowiadał. No... synku nie dziwię ci się wyboru-na te słowa poczułam, jak moją twarz oblewa rumieniec. Spuściłam głowę, aby nie było tego widać.
-Dzieciaki! Coście tacy mokrzy? Fala waz zabrała, czy jak?-powiedziałam kobieta. Wtedy przypomniało mi się, że jestem cała przemoczona. Spojrzeliśmy z Bartkiem po sobie i roześmialiśmy się.
-To my pójdziemy się ogarnąć-powidział mój chłopak i zaciągnął mnie po schodach na górę.
Dzisiejszy rozdział uważam za dziwny, ponieważ pisałam go na ,,nowym sprzęcie" i dziwnie mi się go pisało xD
Niedługo nowe zmiany w wyglądzie bloga =D czekajcie na nie cierpliwie xD ;p Nwm kiedy one będą, ale postaram się w miarę szybko ie zrealizować xD
Ogólnie już tylko 8 dni do szkoły!!! I nareszcie wakacje!!! <3 <3 <3 Jak tam się u Was średnie mają? Bo u mnie bardzo dobrze =>
--------------------------------------------------------------------------------
-No dobra-westchnęłam, a chłopak złapał mnie za rękę i pocałował.
-No to chodź-popędzał mnie Bartek.
-Idę, idę-szczerze mówiąc, najchętniej bym tak nie szła, ponieważ boję się czy rodzice mojego chłopaka mnie zaakceptują. Kiedy byliśmy w drodze do domu chłopaka żadne z nas się nie odzywało. W tym czasie myślałam o tym, jak wygląda jego dom. Z rozmyślań wyrwał mnie głos Bartka:
-Misia, nie martw się. Mówię ci, że na pewno cię polubą! A nawet jeśli to co? Przecież to moja sprawa z kim chodzę...
-Może i tak-mruknęłam. On zawsze znajdzie jakiś sposób, aby dodać mi otuchy. Tak czy inaczej, nadal się boję... Sama nie wiem czemu. W sumie, chyba każdy tak ma.
-Nie fochaj się tylko... Myszko...
-A czy ja się focham?! To, że jestem dziś mało mówna nie znaczy, że mam na ciebe focha. Misiek, no przepraszam, ale miałam ciężką noc i w ogóle...
-Mała to tu mieszkam-moje oczy powiększyły się ze zdumienia, kiedy Bartek wskazał duży, jasny budynek.
-Bartek... Czy...Oo..yy-nie mogłam skrelić żadnego zdania ze zdumienia-Tu kiedyś mieszkała Liwka.
Chłopak zaregaował podobnie jak ja. Po chwili zaczął się śmiać, a ja z nim.
-Jaki zbieg okoliczności-wydusił Bartek.
-Misiu, będę mogła ją tu przyprowadzić kiedyś? Bo wiesz... Może chciałaby sobie powspomianć-zaproponowałam, gdy się uspokoiłam. No kto by pomyślał?! Mój chłopak mieszka w byłym domu mojej przyjaciółki, która się wyprowadziła jakieś 5 lat temu. Liwia kiedyś mi mówiła, że chciałaby zobaczyć swój dawny dom i jego właścicieli. Nawet sobie nie zdaje sprawy, że już go poznała! Na pewno się ucieszy, kiedy jej to powiem!
-Zapraszam piękną panią do środka-powiedział mój gentleman, otwierając drzwi. Weszłam do środka, a moim oczom ukazał się dom, który znałam bardzo dobrze, ale jednak... był zupełnie inny. Moje oczy stały się szkliste. Ja, Julka i Liwka poznałyśmy się w podstawówce. Od razu się zaprzyjaźniłyśmy. Z tym miejscem wiąże się tyle wspomień... Zarówno wesołych, jak i smutnych...
-Wszystko ok?-zapytał chłopak.
-Tak... Nawet nie wiesz jak tęskniłam za tym miejscem-wyznałam i pocałowałam Bartka. On odwzajemnił to. Kiedy zabrakło nam tchu oderwaliśmy się od siebie. Odsunęłam się delikatnie od chłopaka i zdjęłam moje przemoczone buty.
-Idziesz czy tu zostajesz-zaśmiał się, kiedy jedną nogą był już w salonie. Kiwnęłam twierdząco głwą i wzięłam głęboki oddech. Moje serce waliło niemiłosiernie. Wreszcie się odważyłam i ruszyłam powoli za Bartkiem. Nawet nie wiem, kiedy złapałmnie za rękę.
-O już jesteś synku-usłyszałam kobiecy głos.
-Mamo, to jest Joasia-powiedział śmiało do swojej matki i objął mnie ramieniem.
-Dzień dobry-jest! Udało mi się coś powiedzieć i niczego nie palnąć!
-Dzień dobry! Bartuś mi o tobie dużo opowiadał. No... synku nie dziwię ci się wyboru-na te słowa poczułam, jak moją twarz oblewa rumieniec. Spuściłam głowę, aby nie było tego widać.
-Dzieciaki! Coście tacy mokrzy? Fala waz zabrała, czy jak?-powiedziałam kobieta. Wtedy przypomniało mi się, że jestem cała przemoczona. Spojrzeliśmy z Bartkiem po sobie i roześmialiśmy się.
-To my pójdziemy się ogarnąć-powidział mój chłopak i zaciągnął mnie po schodach na górę.
Czytasz=Komentujesz ;D
sobota, 13 czerwca 2015
Rozdział 23
Hejka Kotki! <3
Nwm co dzisiaj tu napisać xD
Zapraszam na:
------------------------------------------------------------------------------------------
Nwm co dzisiaj tu napisać xD
Zapraszam na:
Wstałam o godzinie 8:29. Z racji, że wszyscy jeszcze byli w łóżkach, a ja nie mogłam usnąć postanowiłam trochę pobiegać. Ogarnęłam trochę włosy, które były tragicznie poplątane po moim śnie i pobudkach. Kiedy je rozczesywałam myślał, że wyrwę sobie wszystkie... ale koniec, końców udało mi się i zapletłam z nich warkocza. Ubrałam się w jaskrawą różową bokserkę, czarne leginsy do kolan, tego samego koloru cienką bluzę oraz moje ulubione buty sportowe. Zanim wyszłam z domu wzięłam ze sobą wodę do picia, telefon i słuchawki, bo co to za bieganie bez muzyki?!
Podczas biegu dużo myślałam o tym, jak wszystko potoczyło się szybko między mną, a Bartkiem. Znaliśmy się zaledwie kilka dni i już byłam jego dziewczyną. Sama nie wiem czy słusznie postąpiłam zgadzając się na to. Nie znam go długo, ale mam wrażenie, że jesteśmy co najmniej znajomymi od lat. Tak w sumie, gdybym nie poszła z Julką do tej galerii to Bartek nie przyglądałby się mi, to nie wiem co by teraz ze mną było. Dzięki temu chłopakowi odzyskałam chęć do życia! Moja najlepsza przyjaciółka już chyba nie miała siły, aby zmienić mój stosunek do świata... Ona zawsze dąży do celu, ale ze mną miała niezły kłopot, żebym była wreszcie szczęśliwa. Robiła praktycznie wszystko i nie zdziwiłabym się, że pojawienie się Lusi w moim domu było także sprawką Julii. Już wiem czego potrzebowałam do szczęścia-po prostu miłości chłopaka. Julka od lat próbowała znaleźć mi chłopaka i nie udało jej się to. Spotkanie z Bartkiem było istnym przypadkiem. Gdyby to nie nastąpiło, pewnie miałabym teraz depresję, nie wychodziłabym z domu i w ogóle...
Nieźle się zamyśliłam. W pewnej chwili poczułam, że ktoś złapał mnie za nadgarstek. Z moich ust wydobył się pisk. Nawet się nie zorientowałam, kiedy wylądowałam na ziemi. Na de mną stał nikt inny niż Bartek!
-Chcesz żebym tu zeszła?!-powiedziałam na co chłopak parsknął śmiechem.
-Miłe powitanie myszko-podał mi rękę, abym wstała-Przepraszam, ale miałaś za głośno muzykę i nie słyszałaś mnie.
-Zapomnę o tym, jak dasz mi buziaka-chłopak od razu spełnił moją prośbę.
-Biegniemy razem?-zaproponowałam.
-Na to właśnie liczyłem-zaśmiał się, a ja zrobiłam to samo. Ruszyliśmy w stronę plaży. Nasz bieg był dosyć wolny, ale po jakimś czasie dotarliśmy tam. O dziwo całą drogę żadne z nas się nie odezwało.
-Mysia.
-Tak misiu?
-Opowiesz mi swój sen-na te słowa łzy zebrały się w moich oczach. Niby to nie stało się na prawdę, ale ja i tak to ,,przeżywam".
-Jak już to może gdzie indziej-wyszeptałam.
-Ok-podeszłam bliżej wody. Patrzyłam się na miejsce ,,zetknięcia się" morza i nieba. Znowu się zamyśliłam. Tym razem myślałam o moim śnie... On był taki realistyczny! Jakby to się stało na prawdę. Nagle moje ciało przeszedł dreszcz. Spojrzałam na moje ubranie. Było całe mokre!
-Zabiję-wykrzyczałam w stronę Bartka i pobiegła za nim. Chłopak uciekał. Wreszcie go dogoniłam i przewróciłam. Był jeszcze bardziej mokry niż ja. Zasłużył sobie! Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, kiedy wyciskał sobie wodę w koszulki. Bartek podszedł do mnie, a ja uciekłam, bo wiedziałam, że odwdzięczy mi się tym samym. Biegłam w stronę miasta. Chciałam mu umknąć, ale niestety był ode mnie szybszy. Wziął mnie na ręce i wracał do morza.
-Puść mnie! Zostaw! Aaaa!-próbowałam się wyrywać, ale nie miałam przy nim szans. Ludzie, którzy przyszli na plażę patrzyli się na nas jak na wariatów. Jedna babka powiedziała do jakiegoś faceta:
-A ty nawet po ślubie nie chciałeś mnie wnieść do domu!
Barek po prostu wrzucił mnie do wody. Wtedy nie wyglądałam lepiej od niego. Jeszcze jakiś czas oblewaliśmy się nawzajem, ale nasze siły szybko zostały wyczerpane.
-Idziemy do mnie? Mam blisko-zaproponował chłopak.
-Możemy, tylko... ja trochę boję się co powiedzą o mnie twoi rodzice-tak, jesteśmy ze sobą nie cały miesiąc, a ja nie znam jeszcze jego rodziców...
-Nie martw się słonko. Oni bardzo chcą cię poznać-uśmiechnął się-to idziemy?
Nieźle się zamyśliłam. W pewnej chwili poczułam, że ktoś złapał mnie za nadgarstek. Z moich ust wydobył się pisk. Nawet się nie zorientowałam, kiedy wylądowałam na ziemi. Na de mną stał nikt inny niż Bartek!
-Chcesz żebym tu zeszła?!-powiedziałam na co chłopak parsknął śmiechem.
-Miłe powitanie myszko-podał mi rękę, abym wstała-Przepraszam, ale miałaś za głośno muzykę i nie słyszałaś mnie.
-Zapomnę o tym, jak dasz mi buziaka-chłopak od razu spełnił moją prośbę.
-Biegniemy razem?-zaproponowałam.
-Na to właśnie liczyłem-zaśmiał się, a ja zrobiłam to samo. Ruszyliśmy w stronę plaży. Nasz bieg był dosyć wolny, ale po jakimś czasie dotarliśmy tam. O dziwo całą drogę żadne z nas się nie odezwało.
-Mysia.
-Tak misiu?
-Opowiesz mi swój sen-na te słowa łzy zebrały się w moich oczach. Niby to nie stało się na prawdę, ale ja i tak to ,,przeżywam".
-Jak już to może gdzie indziej-wyszeptałam.
-Ok-podeszłam bliżej wody. Patrzyłam się na miejsce ,,zetknięcia się" morza i nieba. Znowu się zamyśliłam. Tym razem myślałam o moim śnie... On był taki realistyczny! Jakby to się stało na prawdę. Nagle moje ciało przeszedł dreszcz. Spojrzałam na moje ubranie. Było całe mokre!
-Zabiję-wykrzyczałam w stronę Bartka i pobiegła za nim. Chłopak uciekał. Wreszcie go dogoniłam i przewróciłam. Był jeszcze bardziej mokry niż ja. Zasłużył sobie! Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, kiedy wyciskał sobie wodę w koszulki. Bartek podszedł do mnie, a ja uciekłam, bo wiedziałam, że odwdzięczy mi się tym samym. Biegłam w stronę miasta. Chciałam mu umknąć, ale niestety był ode mnie szybszy. Wziął mnie na ręce i wracał do morza.
-Puść mnie! Zostaw! Aaaa!-próbowałam się wyrywać, ale nie miałam przy nim szans. Ludzie, którzy przyszli na plażę patrzyli się na nas jak na wariatów. Jedna babka powiedziała do jakiegoś faceta:
-A ty nawet po ślubie nie chciałeś mnie wnieść do domu!
Barek po prostu wrzucił mnie do wody. Wtedy nie wyglądałam lepiej od niego. Jeszcze jakiś czas oblewaliśmy się nawzajem, ale nasze siły szybko zostały wyczerpane.
-Idziemy do mnie? Mam blisko-zaproponował chłopak.
-Możemy, tylko... ja trochę boję się co powiedzą o mnie twoi rodzice-tak, jesteśmy ze sobą nie cały miesiąc, a ja nie znam jeszcze jego rodziców...
-Nie martw się słonko. Oni bardzo chcą cię poznać-uśmiechnął się-to idziemy?
Czytasz=Komentujesz!!! ;D
piątek, 12 czerwca 2015
Rozdział 22
Hejka mordki moje! ;*
Otóż tak... Rozdział byłby dłuższy, gdybym nie miała gościa, ale mam nadzieję, że jest ciekawy =>
Już w następnym lub jeszcze następnym rozdziale zajdą w życiu Asi nowe zmiany ;D Czekajcie, więc...
Mam burze... ;(
------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziłam się zalana potem i łzami. Mój oddech był bardzo przyśpieszony. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę z tego, że siedzę na podłodze, oparta o ścianę w salonie. Znowu lunatykowałam? Najwyraźniej... Podniosłam się na równe nogi. Wszystko mnie bolało. Powoli poczłapałam na górę usiłując przypomnieć sobie co mi się śniło. W drzwiach mojego pokoju przypomniałam sobie wszystko. Ze łzami w oczach rzuciłam się na łóżko i porwałam telefon z szafki nocnej. Bez wahania wybrałam numer Bartka. Serce podchodziło mi do gardła. Co jeśli on naprawdę nie żyje?!
-Halo-wychrypiał zaspany chłopak. Wypuściłam głośno powietrze z ust, a po policzku spłynęła mi łza. To było ze szczęścia...
-Myszko, coś się stało?
-Jezuu... jak ja cię kocham-powiedziałam.
-Ja ciebie też skarbie... Ale co się stało?-dociekał już trochę bardziej rozbudzony chłopak.
-Miałam zły sen... Ale to nie ważne-spojrzałam na wyświetlacz telefonu w celu sprawdzenia, która jest godzina-Matko! To 3:17?! Jejku... Przepraszam, że cię obudziłam... ale martwiłam sie o ciebie, bo śniło mi się, że umarłeś...
-Myszko... nic się nie stało! Jestem cały i zdrowy-zapewniał chłopak, a ja ziewnęłam-Idź spać Asiulka, bo słyszę, że jesteś śpiąca... Dobranoc myszko...
-Dobranoc misiu-wyszeptałam, a Bartek po chwili się rozłączył. Przewracałam się z boku na bok chyba z godzinę, ale nie mogła usnąć... Nadal myślałam o tym głupim śnie... Mam nadzieję, że to nie jest jakaś przepowiednia, albo coś w tym stylu! Ja bym się chyba zabiła, gdyby coś takiego się stało! Tiaa...
Poczułam, jak materac ugina się pod czyimś ciężarem. Byłam na pół przytomna, więc nie zwracałam na to uwagi. Nagle ktoś dotknął mojej ręki. Z piskiem spadłam z łóżka na podłogę. Przerażona spojrzałam na osobę, która mnie wystraszyła. To była Liwia! Po jej minie poznałam, że nie wiem czy ma się śmiać czy płakać...
-Liwkaaa...
-Wystraszyłam cię...?-zapytała dziewczyna.
-Nie, wcale-odpowiedziałam z ironią. Jej pytanie było głupie, bo skoro krzyczałam i spadłam na podłgę, to chyba się przestraszyłam. Chyba logiczne! Ale tak czy inaczej, nikt nie zrozumie rozumowania Liwki. Niby się nie uczy najgorzej, ale wszystko robi po swojemu. Dla tej dziewczyny nie jest ważne, czy zrobi coś dobrze, czy źle, ale ważne jest, że zrobi to po swojemu! Tak jak jej wygodnie... Przyjaźnię się z nią tyle lat, a i tak tego nie rozumiem do końca...
-Oj, przepraszam... Obudziłam się i nie mogłam usnąć... Zawsze tak mam w nowym miejscu...-próbowała się tłumaczyć.
-Spoko, rozumiem... Czyli, że ci się nudziło?
-Mniej więcej-powiedziała, na co wybuchłyśmy śmiechem. Kiedy się uspokoiłam, wstałam z podłogi i położyłam się spowrotem na łóżku, przy okazji wciągając na nie kołdrę.
-Liwka, oddychaj, bo pobudzisz rodziców-dziewczyna uspokoiła się-która jest w ogóle godzina?
-Yyy... piąta...
-Że coooo?!-odrzekłam trochę zła. Śłońce wschodziło. Kocham takie widoki, ale ludzie, bez przesady! Ja bym chciała się wyspać po mojej ,,nocnej przygodzie"... Dobra... obudziła mnie dlatego, że spać nie mogła... W sumie... Też bym tak zrobiła na jej miejscu. Dziewczyna zrobila smutną minkę.
-Dobra! Ok, wybaczam-prychnęłam śmiechem. Unosłam trochę kołdrę i kiwnęłam głową, aby Liwka położyła się obok mnie. Zrozumiała o co mi chodzi. Nawet się nie zorientowałam kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza...
Otóż tak... Rozdział byłby dłuższy, gdybym nie miała gościa, ale mam nadzieję, że jest ciekawy =>
Już w następnym lub jeszcze następnym rozdziale zajdą w życiu Asi nowe zmiany ;D Czekajcie, więc...
Mam burze... ;(
------------------------------------------------------------------------------------------
Obudziłam się zalana potem i łzami. Mój oddech był bardzo przyśpieszony. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę z tego, że siedzę na podłodze, oparta o ścianę w salonie. Znowu lunatykowałam? Najwyraźniej... Podniosłam się na równe nogi. Wszystko mnie bolało. Powoli poczłapałam na górę usiłując przypomnieć sobie co mi się śniło. W drzwiach mojego pokoju przypomniałam sobie wszystko. Ze łzami w oczach rzuciłam się na łóżko i porwałam telefon z szafki nocnej. Bez wahania wybrałam numer Bartka. Serce podchodziło mi do gardła. Co jeśli on naprawdę nie żyje?!
-Halo-wychrypiał zaspany chłopak. Wypuściłam głośno powietrze z ust, a po policzku spłynęła mi łza. To było ze szczęścia...
-Myszko, coś się stało?
-Jezuu... jak ja cię kocham-powiedziałam.
-Ja ciebie też skarbie... Ale co się stało?-dociekał już trochę bardziej rozbudzony chłopak.
-Miałam zły sen... Ale to nie ważne-spojrzałam na wyświetlacz telefonu w celu sprawdzenia, która jest godzina-Matko! To 3:17?! Jejku... Przepraszam, że cię obudziłam... ale martwiłam sie o ciebie, bo śniło mi się, że umarłeś...
-Myszko... nic się nie stało! Jestem cały i zdrowy-zapewniał chłopak, a ja ziewnęłam-Idź spać Asiulka, bo słyszę, że jesteś śpiąca... Dobranoc myszko...
-Dobranoc misiu-wyszeptałam, a Bartek po chwili się rozłączył. Przewracałam się z boku na bok chyba z godzinę, ale nie mogła usnąć... Nadal myślałam o tym głupim śnie... Mam nadzieję, że to nie jest jakaś przepowiednia, albo coś w tym stylu! Ja bym się chyba zabiła, gdyby coś takiego się stało! Tiaa...
Poczułam, jak materac ugina się pod czyimś ciężarem. Byłam na pół przytomna, więc nie zwracałam na to uwagi. Nagle ktoś dotknął mojej ręki. Z piskiem spadłam z łóżka na podłogę. Przerażona spojrzałam na osobę, która mnie wystraszyła. To była Liwia! Po jej minie poznałam, że nie wiem czy ma się śmiać czy płakać...
-Liwkaaa...
-Wystraszyłam cię...?-zapytała dziewczyna.
-Nie, wcale-odpowiedziałam z ironią. Jej pytanie było głupie, bo skoro krzyczałam i spadłam na podłgę, to chyba się przestraszyłam. Chyba logiczne! Ale tak czy inaczej, nikt nie zrozumie rozumowania Liwki. Niby się nie uczy najgorzej, ale wszystko robi po swojemu. Dla tej dziewczyny nie jest ważne, czy zrobi coś dobrze, czy źle, ale ważne jest, że zrobi to po swojemu! Tak jak jej wygodnie... Przyjaźnię się z nią tyle lat, a i tak tego nie rozumiem do końca...
-Oj, przepraszam... Obudziłam się i nie mogłam usnąć... Zawsze tak mam w nowym miejscu...-próbowała się tłumaczyć.
-Spoko, rozumiem... Czyli, że ci się nudziło?
-Mniej więcej-powiedziała, na co wybuchłyśmy śmiechem. Kiedy się uspokoiłam, wstałam z podłogi i położyłam się spowrotem na łóżku, przy okazji wciągając na nie kołdrę.
-Liwka, oddychaj, bo pobudzisz rodziców-dziewczyna uspokoiła się-która jest w ogóle godzina?
-Yyy... piąta...
-Że coooo?!-odrzekłam trochę zła. Śłońce wschodziło. Kocham takie widoki, ale ludzie, bez przesady! Ja bym chciała się wyspać po mojej ,,nocnej przygodzie"... Dobra... obudziła mnie dlatego, że spać nie mogła... W sumie... Też bym tak zrobiła na jej miejscu. Dziewczyna zrobila smutną minkę.
-Dobra! Ok, wybaczam-prychnęłam śmiechem. Unosłam trochę kołdrę i kiwnęłam głową, aby Liwka położyła się obok mnie. Zrozumiała o co mi chodzi. Nawet się nie zorientowałam kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza...
poniedziałek, 8 czerwca 2015
Rozdział 21
Hej Misiaczki ;*
Od razu Was przepraszam, że w sobotę nie było rozdziału :/ Miałam sporo do zrobienia i tak jakoś wyszło... :/ a rozdział jest nietypowo w poniedziałek, bo jutro bym nie dała rady :< W środę jadę na konkurs i muszę się uczyć, więc się po prostu nie wyrobię...
Mordeczki, tak bardzo przepraszam, że Was zaniedbuję, ale rozumiecie chyba. Chcę na tym konkursie wypaść jak najlepiej i w ogóle... Mam nadzieję, że się nie gniewacie :)
A teraz do czytania! xD Rozdział jest dosyć długi i dramatyczny. Jakiś taki wyszedł... xD Dobrze mi się go pisało... O matko, sałatko! Pisałam go prawie 2 godziny! :O xD
------------------------------------------------------------------------------------------
-On... jest w szpitalu-powiedziała załamanym głosem kobieta. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nawet nie zorientowałam się kiedy pierwsze łzy spłynęły po moich policzkach.
-Co... co się stało?-wyszeptałam.
-Jak szedł do ciebie... potrącił go samochód...
-Boże... Czy... W jakim jest stanie?
-Lekarze mówią, że... że ma małe szanse...-słychać było, że mamie Bartka jest bardzo ciężko. Nie panowałam już nad płaczem, który przed chwilą starałam się tłumić. Przecież on może umrzeć! Rano jeszcze z nim rozmawiałam przez telefon, a teraz on tam walczy o życie. Chciałam pojechać do tego szpitala, ale nie miałam pieniędzy.
-Będziemy... dzwonić, jakby coś się działo-powiedziała kobieta i się rozłączyła. Schowałam powoli telefon do torebki. Nie mogłam uwierzyć w słowa matki mojego chłopaka. Ja sobie bez niego nie poradzę. Ja go kocham! Płakałam na tyle długo, że rozbolał mnie brzuch. Nie wiem jak długo tam siedziałam, ale chyba dosyć długo. W pewnym momencie usłychałam zmartwiony głos, który znałam i to dosyć dobrze.
-Wszystko w pożądku?
Spojrzałam na osobę, która usiadła obok mnie. To była moja nauczycielka z gimnazjum. Byłam nieraz przez nią wyciągana z opresji. Bardzo ją lubiła, ale chciałam żeby sobie po prostu poszła. Nie miałam ochotę na rozmowę z kimkolwiek. Kobieta pogłaskała mnie po plecach i podała mi chustęczkę. Otarłam słone łzy z mojej twarzy.
-Dziękuję... Ja już sobie pójdę...-wyszeptałam, gdy trochę się uspokoiłam. Wstałam i ruszyłam w kierunku... nie wiem gdzie szłam. Chciałam się po prostu przejść gdzieś. Nie ważne gdzie...
-Do widzenia-usłyszłam za moimi plecami.
Szłam powolnym krokiem przez ulice Gdańska. Słońce zaczynało już zachodzić, a ja nie mogłam pogodzić się z myślą, że mogę stracić osobę, na której mi naprawdę zależy. Dlaczego to akurat mi przytafia się wszystko co najgorsze?! Czemu to zawsze ja muszę cierpieć?! Czemu nie ktoś inny?! Nie miałam już siły na nic. Nawet na płakanie, ale nie zatrzymywałam się. Nogi mi na to nie pozwalały. W sumie to prowadziły mnie gdzie chciały... Nieraz musiałam się rozglądać, aby poznać okolicę, bo tak pogłębiałam się w myślach.
Jakie to życie jest walnięte... Jednego dnia twoje szczęście z powodu innej osoby nie zna granic, a innego ten człowiek jest umierający... W każdej chwili może stać się coś, czego nie da się odwrócić. Niby dla mnie jest głupie, że ludzie popełniają samobójstwa, ale w tamtej chwili sama miałam ochotę pozbawić się życia.
Podczas mojego ,,spaceru" spominałam wszystkie chwile z Bartkiem. On naszego pierwszego spotkania w galerii po ostatni wypad z ekipą na plażę. Z moich rozmyślań znowu wyrwał mnie dzwoniący telefon. Kiedy zobaczyłam na ekranie roześmianą twarz mojego chłopaka, moje oczy zrobiły się szkliste. Bałam się tego co zaraz usłyszę. Przełknęłam głośno ślinę i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo-wyszeptałam ledwo słyszalnie.
-Tu ojciec Bartka...-moje serce przyśpieszyło-on... on... Przykro mi...
Po tych słowach się załamałam. Patrzyłam tępo przed siebie. Telefon upadł głośno na ziemię, zorbijając się na kawałki. Ludzie, który byli w pobliżu umilkli i patrzyli na mnie. Nie wiem jak długo tak stałam. Nie docierało do mnie to, że Bartek nie żyje... On nie może... Ja go kocham... Nie dam sobie rady bez niego. Zaczęłam lekko kręcić głową.
-Nie-wyszeptałam, a moje kolejne słowa były co raz głośniejsze-nie! Nie! Nie! Nieeee!
Upadłam na kolana. Nie mogłam już powstrzymać płaczu. Nawet się o to nie starałam... Moje serce się po prostu rozpadło. Dławiłam się łzami. Myślałam, że się uduszę... W pewnej chwili ktoś mnie przytulił. To była Julka, a obok niej stał Kacper.
-Szukaliśmy ciebie...-wtuliłam się w dziewczynę, a jej towarzysz patrzył na mnie zmartwiony-Wiemy już o wszystkim...
-To ja... zadzwonię do jej rodziców-zwrócił się chłopak do mojej przyjaciółki.
-Wracamy?-zapytała Jula, kiedy odrobinkę się uspokoiłam. Przytaknęłam kiwnięciem głowy. Łzy nieustannie leciały z moich oczu. Gdy wstałam usłyszłam czyjeś kroki i znajomy śmiech.
-Hahah! Przydupasikowi Asiuleńki coś się stało? Oh... Jak mi przykro-powiedziała z ironią moja znienawidzona imienniczka. Jak ona śmie?! W ogóle skąd ona wie?! Spojrzałam na nią spode łba.
-Jak myślisz? Kto kierował tym samochodem?-roześmiała się Aśka. Nie mogła uwierzyć wjej słowa. Przecież ona mmi oznajmia, że to ONA go zabiła! Nie wytrzymałam i rzuciłam się na nią. Niestety była silniejsza i mnie przewróciła. Zobaczyłam przed sobą... Bartka! Mojego kochanego Bartusia! Był zmartwiony. Pokręcił wolno głową. Był zmartwiony... Poznałam to po jego wyrazie twarzy. Wreszcie wyszeptał na tyle głośno, abym to usłyszała:
-Uciekaj.
Jakby mój czas na chwilę się zatrzymał... Aśka kopnęła mnie w brzuch. Usłyszłam krzyk mojej przyjaciółki. Wszystko bolało mnie jak cholera, ale wstałam najszybciej jak mogłam i zaczęłam biec. Nie widziałam za dużo, bo było już zupełnie ciemno. Biegłam co sił w nogach prosto przed siebie. Słyszałam, że moja prześladowczyni biegnie za mną. Nie zwracałam już uwagi na to, że wszystko mnie boli. Chciałam po prostu rozpłynąć się. Uciec od wszystkiego. Niestety nie mogłam...
Byłam już wyczerpana, ale biegłam nadal. Wreszcie wbiegłam na ulicę i zobaczyłam światło oraz słyszałam jak auto trąbi. Mój czas znowu jaby zwolnił. Całe życie przeleciało mi przed oczami. Zasłoniłam rekami głowę i zacisnęłam powieki. Zobaczyłam Bartka. Jego oczy były szklane...
-Ona to zrobiła, ale co się stało już się nie odstanie-powiedział chłopak, a po jego policzku spłynęła łza. W tamtej chwili poczułam okropny ból w boku...
Od razu Was przepraszam, że w sobotę nie było rozdziału :/ Miałam sporo do zrobienia i tak jakoś wyszło... :/ a rozdział jest nietypowo w poniedziałek, bo jutro bym nie dała rady :< W środę jadę na konkurs i muszę się uczyć, więc się po prostu nie wyrobię...
Mordeczki, tak bardzo przepraszam, że Was zaniedbuję, ale rozumiecie chyba. Chcę na tym konkursie wypaść jak najlepiej i w ogóle... Mam nadzieję, że się nie gniewacie :)
A teraz do czytania! xD Rozdział jest dosyć długi i dramatyczny. Jakiś taki wyszedł... xD Dobrze mi się go pisało... O matko, sałatko! Pisałam go prawie 2 godziny! :O xD
------------------------------------------------------------------------------------------
-On... jest w szpitalu-powiedziała załamanym głosem kobieta. Nie wiedziałam co powiedzieć. Nawet nie zorientowałam się kiedy pierwsze łzy spłynęły po moich policzkach.
-Co... co się stało?-wyszeptałam.
-Jak szedł do ciebie... potrącił go samochód...
-Boże... Czy... W jakim jest stanie?
-Lekarze mówią, że... że ma małe szanse...-słychać było, że mamie Bartka jest bardzo ciężko. Nie panowałam już nad płaczem, który przed chwilą starałam się tłumić. Przecież on może umrzeć! Rano jeszcze z nim rozmawiałam przez telefon, a teraz on tam walczy o życie. Chciałam pojechać do tego szpitala, ale nie miałam pieniędzy.
-Będziemy... dzwonić, jakby coś się działo-powiedziała kobieta i się rozłączyła. Schowałam powoli telefon do torebki. Nie mogłam uwierzyć w słowa matki mojego chłopaka. Ja sobie bez niego nie poradzę. Ja go kocham! Płakałam na tyle długo, że rozbolał mnie brzuch. Nie wiem jak długo tam siedziałam, ale chyba dosyć długo. W pewnym momencie usłychałam zmartwiony głos, który znałam i to dosyć dobrze.
-Wszystko w pożądku?
Spojrzałam na osobę, która usiadła obok mnie. To była moja nauczycielka z gimnazjum. Byłam nieraz przez nią wyciągana z opresji. Bardzo ją lubiła, ale chciałam żeby sobie po prostu poszła. Nie miałam ochotę na rozmowę z kimkolwiek. Kobieta pogłaskała mnie po plecach i podała mi chustęczkę. Otarłam słone łzy z mojej twarzy.
-Dziękuję... Ja już sobie pójdę...-wyszeptałam, gdy trochę się uspokoiłam. Wstałam i ruszyłam w kierunku... nie wiem gdzie szłam. Chciałam się po prostu przejść gdzieś. Nie ważne gdzie...
-Do widzenia-usłyszłam za moimi plecami.
Szłam powolnym krokiem przez ulice Gdańska. Słońce zaczynało już zachodzić, a ja nie mogłam pogodzić się z myślą, że mogę stracić osobę, na której mi naprawdę zależy. Dlaczego to akurat mi przytafia się wszystko co najgorsze?! Czemu to zawsze ja muszę cierpieć?! Czemu nie ktoś inny?! Nie miałam już siły na nic. Nawet na płakanie, ale nie zatrzymywałam się. Nogi mi na to nie pozwalały. W sumie to prowadziły mnie gdzie chciały... Nieraz musiałam się rozglądać, aby poznać okolicę, bo tak pogłębiałam się w myślach.
Jakie to życie jest walnięte... Jednego dnia twoje szczęście z powodu innej osoby nie zna granic, a innego ten człowiek jest umierający... W każdej chwili może stać się coś, czego nie da się odwrócić. Niby dla mnie jest głupie, że ludzie popełniają samobójstwa, ale w tamtej chwili sama miałam ochotę pozbawić się życia.
Podczas mojego ,,spaceru" spominałam wszystkie chwile z Bartkiem. On naszego pierwszego spotkania w galerii po ostatni wypad z ekipą na plażę. Z moich rozmyślań znowu wyrwał mnie dzwoniący telefon. Kiedy zobaczyłam na ekranie roześmianą twarz mojego chłopaka, moje oczy zrobiły się szkliste. Bałam się tego co zaraz usłyszę. Przełknęłam głośno ślinę i nacisnęłam zieloną słuchawkę.
-Halo-wyszeptałam ledwo słyszalnie.
-Tu ojciec Bartka...-moje serce przyśpieszyło-on... on... Przykro mi...
Po tych słowach się załamałam. Patrzyłam tępo przed siebie. Telefon upadł głośno na ziemię, zorbijając się na kawałki. Ludzie, który byli w pobliżu umilkli i patrzyli na mnie. Nie wiem jak długo tak stałam. Nie docierało do mnie to, że Bartek nie żyje... On nie może... Ja go kocham... Nie dam sobie rady bez niego. Zaczęłam lekko kręcić głową.
-Nie-wyszeptałam, a moje kolejne słowa były co raz głośniejsze-nie! Nie! Nie! Nieeee!
Upadłam na kolana. Nie mogłam już powstrzymać płaczu. Nawet się o to nie starałam... Moje serce się po prostu rozpadło. Dławiłam się łzami. Myślałam, że się uduszę... W pewnej chwili ktoś mnie przytulił. To była Julka, a obok niej stał Kacper.
-Szukaliśmy ciebie...-wtuliłam się w dziewczynę, a jej towarzysz patrzył na mnie zmartwiony-Wiemy już o wszystkim...
-To ja... zadzwonię do jej rodziców-zwrócił się chłopak do mojej przyjaciółki.
-Wracamy?-zapytała Jula, kiedy odrobinkę się uspokoiłam. Przytaknęłam kiwnięciem głowy. Łzy nieustannie leciały z moich oczu. Gdy wstałam usłyszłam czyjeś kroki i znajomy śmiech.
-Hahah! Przydupasikowi Asiuleńki coś się stało? Oh... Jak mi przykro-powiedziała z ironią moja znienawidzona imienniczka. Jak ona śmie?! W ogóle skąd ona wie?! Spojrzałam na nią spode łba.
-Jak myślisz? Kto kierował tym samochodem?-roześmiała się Aśka. Nie mogła uwierzyć wjej słowa. Przecież ona mmi oznajmia, że to ONA go zabiła! Nie wytrzymałam i rzuciłam się na nią. Niestety była silniejsza i mnie przewróciła. Zobaczyłam przed sobą... Bartka! Mojego kochanego Bartusia! Był zmartwiony. Pokręcił wolno głową. Był zmartwiony... Poznałam to po jego wyrazie twarzy. Wreszcie wyszeptał na tyle głośno, abym to usłyszała:
-Uciekaj.
Jakby mój czas na chwilę się zatrzymał... Aśka kopnęła mnie w brzuch. Usłyszłam krzyk mojej przyjaciółki. Wszystko bolało mnie jak cholera, ale wstałam najszybciej jak mogłam i zaczęłam biec. Nie widziałam za dużo, bo było już zupełnie ciemno. Biegłam co sił w nogach prosto przed siebie. Słyszałam, że moja prześladowczyni biegnie za mną. Nie zwracałam już uwagi na to, że wszystko mnie boli. Chciałam po prostu rozpłynąć się. Uciec od wszystkiego. Niestety nie mogłam...
Byłam już wyczerpana, ale biegłam nadal. Wreszcie wbiegłam na ulicę i zobaczyłam światło oraz słyszałam jak auto trąbi. Mój czas znowu jaby zwolnił. Całe życie przeleciało mi przed oczami. Zasłoniłam rekami głowę i zacisnęłam powieki. Zobaczyłam Bartka. Jego oczy były szklane...
-Ona to zrobiła, ale co się stało już się nie odstanie-powiedział chłopak, a po jego policzku spłynęła łza. W tamtej chwili poczułam okropny ból w boku...
Czytasz=komentujesz ;D
piątek, 5 czerwca 2015
Rozdział 20
No i jest! :D 20 rozdział!!! 8) ale to szybko zleciało :)
Dzisiaj trochę późno, bo musiałam coś jesze zrobić, ale ważne, że jest! xD ;p
------------------------------------------------------------------------------------------ Siedziałam właśnie w kafejce i czekałam na Bartka. Umówiliśmy się rano. Chłopak spóźniał się już dobre pół godziny, więc się denerwowałam. Może coś mu się stało? Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zganiłam się w myślach, że wcześniej nie pomyślałam, aby do niego zadzwonić. Bartek nie odbierał. Włączała się tylko poczta głosowa. W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli. Czemu nie odbiera? Przecież on zawsze daje mi znać, kiedy się spóźni... Miałam już dosyć czekania, więc postanowiłam wracać do domu. Kiedy była już pod drzwiami okazało się, że zapomiałam kluczy. Dzwoniłam dzwonkiem, ale nikt nie otwierał. No nieźle... nawet teraz do domu nie wejdę... Rodzice w pracy, a Liwka pojechała gdzieś tam ze swoją ciotką, która mieszka w Sopocie i ma nią słaby kontakt. Wrócą dopiero jutro wieczorem... Siedziałam na schodku przed wejściem do domu i myślałam co zrobić. Chwila! Przecież, któreś okno może być otwarte! Obeszłam, więc cały budynek, ale niestety... wszystkie były zamknięte... To znaczy prawie wszystkie, bo jedno w moim pokoju było otwarte, ale na piętrze... Niby wlecieć tam mam? Zrezygnowana znowu usiadłam. Tym razem na ławce w ogrodzie. Zrobiłam się głodna, więc postanowiłam sprawdzic ile mam pieniędzy w portfelu.
-Zaraz! Gdzie on jest?! No to świetnie-zdenerwowałam się. Zgubiłam go. Było w nim na tyle dużo pieniędzy, abym mogła sobie kupić choćby bułkę... a teraz będę głodować...
Siedziałam tak myśląc jakąś godzinę. Wreszcie zebrałam się, aby zadzwonić do Julki. Muszę teraz liczyć na czyjąś pomoc, bo zejdę tu z głodu. Nie wiem czemu, ale miała takie dziwne wrażenie, że nie jadłam śniadania.
-Hej! Co tam?
-Hej! Jesteś w domu?
-Nie, a co?
-Super... Nie mam kluczy od domu, a nikogo nie ma. Jestem głodna...
-U mnie też nikogo nie ma-westchnęła dziewczyna-przykro mi, ale nie mogę ci pomóc... A Bartek?
-Umówiłam się z nim rano, czekałam na niego w kafejce chyba z godzinę, nie odbierał.
-Chwila... nikogo nie ma u ciebie w domu, wyszłaś, nie wzięłaś kluczy... A dzwi są zamknięte?!
-Yy... tak, bo Liwka pojechała ze swoją ciotką po tym jak wyszłam i to ona je zamknęła.
-Aaaa... to już rozumiem... a kasy przy sobie nie masz?-dociekała dziewczyna.
-Nope. Zgubiłam...-mruknęłam.
-Bidulka moja... Przepraszam, ale muszę kończyć. Pa!
Nie zdążyłam jej odpowiedzieć, bo się rozłączyła. Wydało mi się to trochę dziwne... ale tego dnia wszystko jest dziwne...
Obeszłam jeszcze raz dom, aby upewnić się, że na pewno wszystkie okna są zamknięte i nie mogę w żaden sposób wejść do środka. W tamtej chwili byłam naprawdę zła. Spróbowałam jeszcze raz dodzwonić się do Bartka, ale jak się domyślacie nie odbierał. Dlaczego nie poszłam do niego? Bo nie mam adresu jego domu... Jest moim chłopakiem, aja tego nie wiem... To jest po prostu żałosne...
Kiedy zrobiłam się już naprawdę głodna była 15:09. Prawie cały dzień spędziłam na pałętaniu się po ogródku. Wreszcie miałam tego wszystkiego dość i poszłam do parku. Miałam ochotę poprosić kogoś, aby ,,pożyczył" mi trochę pieniędzy, ale to by było już żebranie. Myślałam co by tu zrobić, aby zdobyć choć trochę kasy, ale przerwał mi dzwoniący telefon. Ucieszyłam się kiedy zobaczyłam na wyświetlaczu zdjęcie Bartka.
-Bartek! Tak się martwiłam! Czemu nie pyszłeś do kafejki?
-Dzień dobry, tu mama Bartka-zamarłam. Czy mu się na prawdę coś stało?!
Dzisiaj trochę późno, bo musiałam coś jesze zrobić, ale ważne, że jest! xD ;p
------------------------------------------------------------------------------------------ Siedziałam właśnie w kafejce i czekałam na Bartka. Umówiliśmy się rano. Chłopak spóźniał się już dobre pół godziny, więc się denerwowałam. Może coś mu się stało? Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zganiłam się w myślach, że wcześniej nie pomyślałam, aby do niego zadzwonić. Bartek nie odbierał. Włączała się tylko poczta głosowa. W mojej głowie kłębiło się tysiące myśli. Czemu nie odbiera? Przecież on zawsze daje mi znać, kiedy się spóźni... Miałam już dosyć czekania, więc postanowiłam wracać do domu. Kiedy była już pod drzwiami okazało się, że zapomiałam kluczy. Dzwoniłam dzwonkiem, ale nikt nie otwierał. No nieźle... nawet teraz do domu nie wejdę... Rodzice w pracy, a Liwka pojechała gdzieś tam ze swoją ciotką, która mieszka w Sopocie i ma nią słaby kontakt. Wrócą dopiero jutro wieczorem... Siedziałam na schodku przed wejściem do domu i myślałam co zrobić. Chwila! Przecież, któreś okno może być otwarte! Obeszłam, więc cały budynek, ale niestety... wszystkie były zamknięte... To znaczy prawie wszystkie, bo jedno w moim pokoju było otwarte, ale na piętrze... Niby wlecieć tam mam? Zrezygnowana znowu usiadłam. Tym razem na ławce w ogrodzie. Zrobiłam się głodna, więc postanowiłam sprawdzic ile mam pieniędzy w portfelu.
-Zaraz! Gdzie on jest?! No to świetnie-zdenerwowałam się. Zgubiłam go. Było w nim na tyle dużo pieniędzy, abym mogła sobie kupić choćby bułkę... a teraz będę głodować...
Siedziałam tak myśląc jakąś godzinę. Wreszcie zebrałam się, aby zadzwonić do Julki. Muszę teraz liczyć na czyjąś pomoc, bo zejdę tu z głodu. Nie wiem czemu, ale miała takie dziwne wrażenie, że nie jadłam śniadania.
-Hej! Co tam?
-Hej! Jesteś w domu?
-Nie, a co?
-Super... Nie mam kluczy od domu, a nikogo nie ma. Jestem głodna...
-U mnie też nikogo nie ma-westchnęła dziewczyna-przykro mi, ale nie mogę ci pomóc... A Bartek?
-Umówiłam się z nim rano, czekałam na niego w kafejce chyba z godzinę, nie odbierał.
-Chwila... nikogo nie ma u ciebie w domu, wyszłaś, nie wzięłaś kluczy... A dzwi są zamknięte?!
-Yy... tak, bo Liwka pojechała ze swoją ciotką po tym jak wyszłam i to ona je zamknęła.
-Aaaa... to już rozumiem... a kasy przy sobie nie masz?-dociekała dziewczyna.
-Nope. Zgubiłam...-mruknęłam.
-Bidulka moja... Przepraszam, ale muszę kończyć. Pa!
Nie zdążyłam jej odpowiedzieć, bo się rozłączyła. Wydało mi się to trochę dziwne... ale tego dnia wszystko jest dziwne...
Obeszłam jeszcze raz dom, aby upewnić się, że na pewno wszystkie okna są zamknięte i nie mogę w żaden sposób wejść do środka. W tamtej chwili byłam naprawdę zła. Spróbowałam jeszcze raz dodzwonić się do Bartka, ale jak się domyślacie nie odbierał. Dlaczego nie poszłam do niego? Bo nie mam adresu jego domu... Jest moim chłopakiem, aja tego nie wiem... To jest po prostu żałosne...
Kiedy zrobiłam się już naprawdę głodna była 15:09. Prawie cały dzień spędziłam na pałętaniu się po ogródku. Wreszcie miałam tego wszystkiego dość i poszłam do parku. Miałam ochotę poprosić kogoś, aby ,,pożyczył" mi trochę pieniędzy, ale to by było już żebranie. Myślałam co by tu zrobić, aby zdobyć choć trochę kasy, ale przerwał mi dzwoniący telefon. Ucieszyłam się kiedy zobaczyłam na wyświetlaczu zdjęcie Bartka.
-Bartek! Tak się martwiłam! Czemu nie pyszłeś do kafejki?
-Dzień dobry, tu mama Bartka-zamarłam. Czy mu się na prawdę coś stało?!
Czytasz = Komentujesz!!! :>
wtorek, 2 czerwca 2015
Rozdział 19
Hej Mordeczki ;*
Dzisiaj znowu ki słaby rozdzialik :/ ale za to nie taki krótki xD ;D
Proszę komentujcie, bo pod ostatnim rozdziałem jest sporo wyświetleń, ale komentarzy brak! KOMENTARZE POMAGAJĄ MOJEJ WENIE!!! WIĘC SKORO CZYTASZ ZOSTAW COŚ PO SOBIE :)
------------------------------------------------------------------------------------------
-To czemu ja o niczym nie wiem?!-zrobiłam minę zbitego psa i delikatnie otworzyłam furtkę. Liwka przeszła przez nią, a ja ruszyłam tym samym śladem z Lusią na rękach. Kiedy byłyśmy już przy drzwiach, położyłam rękę na klamce i spojrzałam na moją towarzyszkę kątem oka. Dziewczyna najwyraźniej chciała się roześmiać. Pewnie nie spodziewała się mojej reakcji. No jasne, że się cieszyłam, ale mogli mi o tym powiedzieć! Wszyscy, wszystko przede mną ukrywają...
-Już... jesteśmy-krzyknęłam wchodząc do domu i rzucając torbę z rzeczami na szafkę i postawiłam psa na ziemi.
-Czyli, że... już wiesz?-ton głosu mojej mamy był jakiś dziwny... Czy wszystkich śmieszyła ta sytuacja, poza mną?! Nie mam pojęcia o co im chodzi.
-Nie, wcale-powiedziałam ironicznie, na co Liwka się roześmiała. Szczerze mówiąc, w tamtej chwili mi także zachciało się śmiać, ale się powstrzymałam.
-Jesteście głodne?-zapytała mama. Spojrzałam pytająco na moją przyjaciółkę. Pokiwała przecząco głową.
-Nie-nie ma to jak krótka, zwięzła odpowiedź. Weszłyśmy po schodach na górę. Tam zdałam sobie sprawę z pewnej rzeczy...
-Yyy... nie masz żadnych rzeczy ze sobą?-zapytałam.
-Mam... one już tu są-uśmiechnęła się i wskazała ręką na drzwi do pokoju gościnnego. Zaśmiałam się cicho i ruszyłam w ich stronę. Oni to wszystko planowali od dłuższego czasu! Jeszcze przed wakacjami, w tym pomieszczeniu był robiony mały remont. Otworzyłam drzwi i mnie zatkało. Rzeczy Liwki były już rozpakowane. Stałam tak chwilę w progu z szeroko otwartymi oczami. Kiedy się ocknęłam powiedziałam:
-Czy ja jeszcze o czymś nie wiem?!
Dziewczyna siedziała już na łóżku. Poklepała miejsce obok siebie, abym tam usiadła.
-Zostaję u ciebie narazie na 2 tygodnie. To miała być niespodzianka dla ciebie. Żadko się widywałyśmy, więc moja mama zadzwoniła do twoich rodziców i umówiliśmy się tak, że przyjadę tu powspominać stare, dobre czasy i w ogóle, a że u ciebie jest wolny pokój i dobrze się dogadywałyśmy nasi rodzice uzgodnili, że pomieszkam sobie u ciebie. Tylko niemów, że się nie cieszysz!
-Ty chyba sobie żartujesz! No jasne, że się cieszę i to bardzo! Czyli 2 tygodnie będziesz tu mieszkać?! -rzuciłam się jej na szyję-teraz już wszystko rozumiem!
Zaczęłyśmy się śmiać. Potem rozmawiałysmy o wszystkim i o niczym. Dosłownie! Najpierw ja opowiedziałam Liwce, co się stało przez te wszystkie lata. Od wszystkich przykrości, które miałam głównie przez moją imienniczę, aż po pierwsze spotkanie z Bartkiem i dzisiejszy dzień. Całą historię przeżywałam na nowo, a ona ze mną. Płakałyśmy i śmiałyśmy się. Następnie Liwia opowiedziała mi co się z nia działo. Mówiła, że na początku nie mogła się odnaleźć w tej Warszawie, ale wreszcie udało jej się znaleźć kilkoro koleżanek i kolegów. Nieźle się z nimi dogadywała, ale to nie było to samo to tutaj. Stała się najbardziej lubianą osobą w szkole, kiedy powiedziała na oczach prawie wszystkich miejscowej dziuni, co o niej myśli. Stanęła wtedy w obronie dziewczyny, która ponoć była bardzi podobna do mnie, czyli skryta w sobie, nieśmiała, ale kryła w sobie wielki talent. Nie śpiew i gra tak jak ja, ale malarstwo. Czemu wszyscy uważają, że mam talent do śpiewania?! Przecież tak nie jest...
Dowiedziałam się, że Liwia jest w związku od ponad roku. Jej wybranek ma na imię Piotr.
Rozmawiałyśmy do wpół do 2 w nocy. Najpierw Liwka wzięła prysznic w mojej łazience, a potem ja. Dziewczyna chciała żebym jej coś zaśpiewała na dobranoc, ale wykręciłam się tym, że wszystkich bym zaraz pobudziła. Wreszcie ustąpiła i poszłyśmy spać...
Dzisiaj znowu ki słaby rozdzialik :/ ale za to nie taki krótki xD ;D
Proszę komentujcie, bo pod ostatnim rozdziałem jest sporo wyświetleń, ale komentarzy brak! KOMENTARZE POMAGAJĄ MOJEJ WENIE!!! WIĘC SKORO CZYTASZ ZOSTAW COŚ PO SOBIE :)
------------------------------------------------------------------------------------------
-To czemu ja o niczym nie wiem?!-zrobiłam minę zbitego psa i delikatnie otworzyłam furtkę. Liwka przeszła przez nią, a ja ruszyłam tym samym śladem z Lusią na rękach. Kiedy byłyśmy już przy drzwiach, położyłam rękę na klamce i spojrzałam na moją towarzyszkę kątem oka. Dziewczyna najwyraźniej chciała się roześmiać. Pewnie nie spodziewała się mojej reakcji. No jasne, że się cieszyłam, ale mogli mi o tym powiedzieć! Wszyscy, wszystko przede mną ukrywają...
-Już... jesteśmy-krzyknęłam wchodząc do domu i rzucając torbę z rzeczami na szafkę i postawiłam psa na ziemi.
-Czyli, że... już wiesz?-ton głosu mojej mamy był jakiś dziwny... Czy wszystkich śmieszyła ta sytuacja, poza mną?! Nie mam pojęcia o co im chodzi.
-Nie, wcale-powiedziałam ironicznie, na co Liwka się roześmiała. Szczerze mówiąc, w tamtej chwili mi także zachciało się śmiać, ale się powstrzymałam.
-Jesteście głodne?-zapytała mama. Spojrzałam pytająco na moją przyjaciółkę. Pokiwała przecząco głową.
-Nie-nie ma to jak krótka, zwięzła odpowiedź. Weszłyśmy po schodach na górę. Tam zdałam sobie sprawę z pewnej rzeczy...
-Yyy... nie masz żadnych rzeczy ze sobą?-zapytałam.
-Mam... one już tu są-uśmiechnęła się i wskazała ręką na drzwi do pokoju gościnnego. Zaśmiałam się cicho i ruszyłam w ich stronę. Oni to wszystko planowali od dłuższego czasu! Jeszcze przed wakacjami, w tym pomieszczeniu był robiony mały remont. Otworzyłam drzwi i mnie zatkało. Rzeczy Liwki były już rozpakowane. Stałam tak chwilę w progu z szeroko otwartymi oczami. Kiedy się ocknęłam powiedziałam:
-Czy ja jeszcze o czymś nie wiem?!
Dziewczyna siedziała już na łóżku. Poklepała miejsce obok siebie, abym tam usiadła.
-Zostaję u ciebie narazie na 2 tygodnie. To miała być niespodzianka dla ciebie. Żadko się widywałyśmy, więc moja mama zadzwoniła do twoich rodziców i umówiliśmy się tak, że przyjadę tu powspominać stare, dobre czasy i w ogóle, a że u ciebie jest wolny pokój i dobrze się dogadywałyśmy nasi rodzice uzgodnili, że pomieszkam sobie u ciebie. Tylko niemów, że się nie cieszysz!
-Ty chyba sobie żartujesz! No jasne, że się cieszę i to bardzo! Czyli 2 tygodnie będziesz tu mieszkać?! -rzuciłam się jej na szyję-teraz już wszystko rozumiem!
Zaczęłyśmy się śmiać. Potem rozmawiałysmy o wszystkim i o niczym. Dosłownie! Najpierw ja opowiedziałam Liwce, co się stało przez te wszystkie lata. Od wszystkich przykrości, które miałam głównie przez moją imienniczę, aż po pierwsze spotkanie z Bartkiem i dzisiejszy dzień. Całą historię przeżywałam na nowo, a ona ze mną. Płakałyśmy i śmiałyśmy się. Następnie Liwia opowiedziała mi co się z nia działo. Mówiła, że na początku nie mogła się odnaleźć w tej Warszawie, ale wreszcie udało jej się znaleźć kilkoro koleżanek i kolegów. Nieźle się z nimi dogadywała, ale to nie było to samo to tutaj. Stała się najbardziej lubianą osobą w szkole, kiedy powiedziała na oczach prawie wszystkich miejscowej dziuni, co o niej myśli. Stanęła wtedy w obronie dziewczyny, która ponoć była bardzi podobna do mnie, czyli skryta w sobie, nieśmiała, ale kryła w sobie wielki talent. Nie śpiew i gra tak jak ja, ale malarstwo. Czemu wszyscy uważają, że mam talent do śpiewania?! Przecież tak nie jest...
Dowiedziałam się, że Liwia jest w związku od ponad roku. Jej wybranek ma na imię Piotr.
Rozmawiałyśmy do wpół do 2 w nocy. Najpierw Liwka wzięła prysznic w mojej łazience, a potem ja. Dziewczyna chciała żebym jej coś zaśpiewała na dobranoc, ale wykręciłam się tym, że wszystkich bym zaraz pobudziła. Wreszcie ustąpiła i poszłyśmy spać...
Subskrybuj:
Posty (Atom)