piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 22

 Hejka mordki moje! ;*
 Otóż tak... Rozdział byłby dłuższy, gdybym nie miała gościa, ale mam nadzieję, że jest ciekawy =>
 Już w następnym lub jeszcze następnym rozdziale zajdą w życiu Asi nowe zmiany ;D  Czekajcie, więc...
Mam burze... ;(


------------------------------------------------------------------------------------------


Obudziłam się zalana potem i łzami. Mój oddech był bardzo przyśpieszony. Dopiero po jakimś czasie zdałam sobie sprawę z tego, że siedzę na podłodze, oparta o ścianę w salonie. Znowu lunatykowałam? Najwyraźniej... Podniosłam się na równe nogi. Wszystko mnie bolało. Powoli poczłapałam na górę usiłując przypomnieć sobie co mi się śniło. W drzwiach mojego pokoju przypomniałam sobie wszystko. Ze łzami w oczach rzuciłam się na łóżko i porwałam telefon z szafki nocnej. Bez wahania wybrałam numer Bartka. Serce podchodziło mi do gardła. Co jeśli on naprawdę nie żyje?!
-Halo-wychrypiał zaspany chłopak. Wypuściłam głośno powietrze z ust, a po policzku spłynęła mi łza. To było ze szczęścia...
-Myszko, coś się stało?
-Jezuu... jak ja cię kocham-powiedziałam.
-Ja ciebie też skarbie... Ale co się stało?-dociekał już trochę bardziej rozbudzony chłopak.
-Miałam zły sen... Ale to nie ważne-spojrzałam na wyświetlacz telefonu w celu sprawdzenia, która jest godzina-Matko! To 3:17?! Jejku... Przepraszam, że cię obudziłam... ale martwiłam sie o ciebie, bo śniło mi się, że umarłeś...
-Myszko... nic się nie stało! Jestem cały i zdrowy-zapewniał chłopak, a ja ziewnęłam-Idź spać Asiulka, bo słyszę, że jesteś śpiąca... Dobranoc myszko...
-Dobranoc misiu-wyszeptałam, a Bartek po chwili się rozłączył. Przewracałam się z boku na bok chyba z godzinę, ale nie mogła usnąć... Nadal myślałam o tym głupim śnie... Mam nadzieję, że to nie jest jakaś przepowiednia, albo coś w tym stylu! Ja bym się chyba zabiła, gdyby coś takiego się stało! Tiaa...
 Poczułam, jak materac ugina się pod czyimś ciężarem. Byłam na pół przytomna, więc nie zwracałam na to uwagi. Nagle ktoś dotknął mojej ręki. Z piskiem spadłam z łóżka na podłogę. Przerażona spojrzałam na osobę, która mnie wystraszyła. To była Liwia! Po jej minie poznałam, że nie wiem czy ma się śmiać czy płakać...
-Liwkaaa...
-Wystraszyłam cię...?-zapytała dziewczyna.
-Nie, wcale-odpowiedziałam z ironią. Jej pytanie było głupie, bo skoro krzyczałam i spadłam na podłgę, to chyba się przestraszyłam. Chyba logiczne! Ale tak czy inaczej, nikt nie zrozumie rozumowania Liwki. Niby się nie uczy najgorzej, ale wszystko robi po swojemu. Dla tej dziewczyny nie jest ważne, czy zrobi coś dobrze, czy źle, ale ważne jest, że zrobi to po swojemu! Tak jak jej wygodnie... Przyjaźnię się z nią tyle lat, a i tak tego nie rozumiem do końca...
-Oj, przepraszam... Obudziłam się i nie mogłam usnąć... Zawsze tak mam w nowym miejscu...-próbowała się tłumaczyć.
-Spoko, rozumiem... Czyli, że ci się nudziło?
-Mniej więcej-powiedziała, na co wybuchłyśmy śmiechem. Kiedy się uspokoiłam, wstałam z podłogi i położyłam się spowrotem na łóżku, przy okazji wciągając na nie kołdrę.
-Liwka, oddychaj, bo pobudzisz rodziców-dziewczyna uspokoiła się-która jest w ogóle godzina?
-Yyy... piąta...
-Że coooo?!-odrzekłam trochę zła. Śłońce wschodziło. Kocham takie widoki, ale ludzie, bez przesady! Ja bym chciała się wyspać po mojej ,,nocnej przygodzie"... Dobra... obudziła mnie dlatego, że spać nie mogła... W sumie... Też bym tak zrobiła na jej miejscu. Dziewczyna zrobila smutną minkę.
-Dobra! Ok, wybaczam-prychnęłam śmiechem. Unosłam trochę kołdrę i kiwnęłam głową, aby Liwka położyła się obok mnie. Zrozumiała o co mi chodzi. Nawet się nie zorientowałam  kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz