sobota, 20 czerwca 2015

Rozdział 26

 Hej Mordki ;*
 Dziękuję Wam za 1400 wyświetleń na blogu!!! <3 Jesteście wspaniali!!! <3 <3 To już prawie pół tysiąca! Jesteście naprawdę niesamowici!
 Już za tydzień wakacje! <3 Cieszycie się, bo ja bardzo! Trochę przetaża mnie gimnazjum, ale będzie dobrze xD Jak ktoś nie wie o co chodzi to klika tu  :)
 A propo rozdziału to taki wydaje się krótki, bo głównie opisówka i jakoś tak nie mam dziś ochoty, ani zastroju na pisanie :<
Życzcie mi weny :) 


-----------------------------------------------------------------------------------------  


 Moje oczy stały się szkliste. Jak to mam brata?! Czemu mi o nim nie powiedzieli?! Chyba mam prawo wiedzieć! Stałam tak i nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Z kuchni nie było już słychać zupełnie nic. Słyszałam tylko mój przyśpieszony oddech. Sama już nie wiem czy to trwało sekunkę, czy godzinę... W końcu nie dawałam sobie rady z emocjami, które się we mnie tłumiły i wpadłam do pomieszczenia obok.
-Czemu to przedemną ukrywacie-wrzasnęłam, a wszyscy patrzyli na mnie jakoś dziwnie... Jakby smutno, a zarazem szczęśliwie.
-Bo co?! Bo to był wypadek i nie chcieliście do niego wracać?!
-Córeczko, to nie tak-mama zrobiła dwa kroki w moją stronę. Odsunęłam się.
-A jak?! Kurwa jak-kiedy wykrzyczałam te słowa wybiegłam z domu. Przez jakiś czas słyszałam za sobą jakieś krzyki. Nie zwracałam na nie uwagi. Po prostu biegłam dalej. Nie tłumiłam już łez.
 Nie mam bladego pojęcia jak długo biegłam i gdzie. Zmęczyło mnie to tak, że nie mogła złapać oddechu. Szłam coraz wolnie, ale nadal nie patrzyłam gdzie idę. Weszłam na ulicę. Usłyszałam pisk opon i trąbienie klaksonu. Patrzyłam jak zachipnotyzowana na samochód, który był bardzo blisko. Znowu jakby mój czas zwolnił, a przed oczami przeleciało mi całe zajście z mojego snu... Chciałam stamtąd uciec, ale nie mogłam się ruszyć z miejsca. Coś mi nie pozwalało. Bałam się strasznie, serce podchodziło mi do gardła. Kiedy wiedziała, że nic mnie już nie ochroni zamknęłam oczy i odwróciłam głowę w drugą stronę. Poczułam jak lecę do przodu i upadam na twardy asfalt. Po chwili dopiero otworzyłam oczy, ponieważ spodziewałam się zupełnie czego innego. Obok mnie leżał zdyszany... mój brat! Jak to... on mnie... uratował? Przed nami stał samochód, a obok niego jakiś facet. Wydzierał się. Chyba na mnie. Nie słyszałam do on mówi. Spojrzałam się jeszcze raz w stronę mojego brata. Chłopak siedział nademną. Uśmiechał się i coś mówił. Jego także nie słyszałam... Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje... Nie kontaktuję... Nie czuję już bólu...

-Nie martw się... nic jej nie jest... po prostu zemdlała-słyszałam jakieś głosy. Nie byłam w stanie ich rozpoznać. Wszystko mnie bolało. Skoro boli to chyba żyję... Powoli otworzyłam oczy i od razu tego pożałowałam. Jasny blask oślepił mnie. Ponowiłam próbę. Tym razem skutecznie.

Czytasz=Komentujesz ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz