niedziela, 31 maja 2015

Rozdział 18

 Hej Mordki ;*
 Dziś taki zaległościowy rozdzialik ;p Chciałam je dodawać w środy, ale tak wyszło, że dzisiaj miałam sporo weny, chęci i czasu xD 8)
Odwiedźcie mojego facebooka: Dla największych fanów <3
A także aska: Pytaj o co chcesz! ;D

------------------------------------------------------------------------------------------


 Do końca dnia szaleliśmy. Co prawda Liwka prawie cały czas siedziała w naszym ,,bunkrze", ale też chyba się dobrze bawiła. Nie była samotna, ponieważ jak nie jedno z ekipy to psiaki zostawały z nią. Julka zrobiły chyba z tysiąc zdjęć, ale każde było wyjątkowe... Bo byliśmy na nim my! My, czyli ja, Bartek, Julka, Kacper, Liwia no i oczywiście Lusia oraz Kampi. Lepszej paczki nie mogłabym sobie wymarzyć! Kiedy słońce zaczęło zachodzić Jula w padła na pewniem pomysł.
-Ej! Słuchajcie! A może byśmy zrobili sobie sesję na tle zachodzącego słońca?
W sumie spodobał mi się ten pomysł. Wszyscy popatrzyliśmy po sobie. Chyba mieliśmy o tym podobne zdania.
-To jak? Idziemy?!-moja przyjaciółka wstała z miejsca i zachęciła nas ruchem ręki, abyśmy zrobili to samo. Na plaży nie było już dużo ludzi, więc Julka miała duże pole do popisu. Na piewszy ogień poszłam oczywiście ja! Bo kto inny... Jula zawsze mówiła, że ślicznie wychodzę na zdjęciach, ale ja tak nie uważam...
 Moja przyjaciółka kazała mi pozować, więc starałam się coś wymyślić. Stawałam w różnych pozycjach. Liwka dała mi nawet swoją chustę. Był lekki wiatr, więc ciekawie wyglądała. Nigdy nie pomyślałabym, że będę się aż tak dobrze bawić przy sesji zdjęciowej.
-Bartek idź teraz do swojej dziewczyny!-entuzjazmowała się Julka. Bartek powoli podszedł do mnie. Patrzyliśmy się sobie w oczy. Musiałam uważać, aby nie utonąć w nich...
 Chłopak niespodziewanie wziął mnie na ręce i zaczął się kręcić. Krzyczałam i śmiałam się.To było dziwne uczucie. Poczułam się jak dziecko. Tata kiedyś tak ze mną robił. Bartek wreszcie się zatrzymał i pocałował mnie.
-Kocham cie-wyszeptał mi czule do ucha.
-Ja ciebie też-mruknęłam i wpletłam dłonie w jego włosy. Zaczęliśmy się całować. On robił to tak namiętnie i delikatnie, że czułam motylki w brzuchu.
-Koniec tych słodyczy, bo się zaraz porzygam!-roześmiał się Kacper. Oderwaliśmy się od siebie i złapaliśmy atak głupawki. Zwijałam się ze śmiechu na pisaku. Kiedy się trochę uspokoiłam, spojrzałam na Julkę. Chyba nie wiedziała, czy ma się śmiać czy płakać, a ajej mina była po prostu rozbrajająca, więc zaczęłam rechotać. Gdy opanowaliśmy się Bartek wziął mnie znowu na ręce. Tym razem przekręcił mnie tak, że głowę miałam na wysokości jego kolan. Krzyczałam, bo nie wiedziałam co on zamierza. W końcu znowu zaczęliśmy się śmiać, bo byłam zawieszona nogami na jego ramionach, moje włosy były rozpuszczone i walały się po piasku. Wyobrażam sobie jak to wyglądało...
 Wreszcie nadszedł czas na powrót do domu. Każdy poszedł w swoją stronę tylko Liwka poszła ze mną.
-Tak w ogóle to gdzie będziesz nocować?-zapytałam dziewczynę po dłuższej chwili ciszy.
-Emm... zobaczysz-mruknęła. Zdziwiłam się trochę... Myślałam nad tym całą drogę i nawet nie zorientowałam się, kiedy dotarłyśmy do mojego domu.
-Więc powiesz mi gdzie będziesz nocować?-dociekałam.
-Oj.. no dobra... u ciebie!

sobota, 30 maja 2015

Rozdział 17

 Hejcia Misiaczki! ;*
Już ponat 900 wyświetleń na blogu!!! <3 Nie spodziewałam się, że wybije aż tyle! <3 Jesteście niesamowici!!! <3
 Wczoraj dostałam wyniki ze strawdzianu szóstoklasisty i jestem z siebie dumna xD :p Piszcie w komentarzach ile mieliście procent :)
 Koniec tego gadu, gadu! xD Już do czytania rozdziału! ;p Wyszedł mi taki trochę długi i chyba nudny :< ale i tak mam nadzieję, że Wam się spodoba ;D w końcu nowa bohaterka jest! xD ;p


------------------------------------------------------------------------------------------


 Resztę dnia spędziliśmy w moim domu. Nie wiem dlaczego, ale to było nasze główne miejsce spotkań. Wpadł też Kacper-chłopak Julki. Mam z nim nawet niezły kontakt. Można nawet powiedzieć, że się przyjaźnimy. Chłopaki znali się już wcześniej. To bardzo zdziwiło mnie i Julkę. Kto by pomyślał, że oni się znają i są przyjaciółmi?! W sumie to fajnie. Nawet bardzo...
 Wpadłam na pomysł, abyśmy całą ekipą jutro udali się na cały dzień na plażę. Wszystkim bardzo spodobał się ten pomysł. Dziwne jest to, że są wakacje, jest upał, a ja jeszcze nie byłam tam. Co roku spędzam tam całe dnie, ale teraz jakoś tak wyszło, że... siedziałam w domu...
 Przy kolacji zapytałam rodziców, czy zgodzą się na jutrzejszy wypad. Wiedziałam, że tak, ale nie miałam innego ciekawszego tematu. Kiedt zjadłam poszłam na górę i pierszą rzeczą, którą chciałam zrobić było zaproszenie Bartka do znajomych na facebooku. Zalogowałam się i miałam 32 powiadomienia, 12 wiadomości i 4 zaproszenia do znajomych. Trochę się tego narobiło... No cóż, nie byłam tam od prawie dwóch miesięcy. Tak po prostu wyszło, że nie miałam ani czasu, ani ochoty. Zaczęłam przeglądanie  zaległości od zaproszeń. Jako pierwszy ukazał mi się profil Bartosza Skowrona, czyli mojego chłopaka. Uprzedził mnie drań... Dalej byli: Zosia Mazur, Tosia Niezgoda i Michał Roztkiewicz. To byli znajomi mojego chłopaka ze skate parku. Poznałam ich głównie po imionach i zdjęciach profilowych, ponieważ nie znałam ich nazwisk. Pytanie skąd oni znali moje?! Może Bartek im powiedział... W sumie... Nieważne. Przyjęłam wszystkich bez wachania. Widomości nie zawierały jakichś tajemniczych informacji. Typowe przywitania, jakieś łańcuczki i rozmowy na grupach. Powidomienia troszkę mnie zdziwiły. Pomiędzy zaproszeniami od gier i publikacjami postów na grupach były komantarze i posty, na których byłam oznaczona. Ostani był Julki. Dodała post ze zdjęciem, kiedy Bartek oddawał mi telefon, a ja go całowałam! Zdenerwowałam się, bo wiedziała, że nie lubię jak coś publikuje bez mojej zgody! Komentarze nie mniej mnie zdziwiły... Były w nich gratulacje, rozmowa o tym, że wreszcie udało mi się kogoś znaleźć i tym podobne. Nawet znalazł się tam tekst: Zakochańce <3. Nadal byłam trochę zła na Julkę, ale już mniej. Byłam trochę w szoku, bo nie było żadnego negatywnego komentarza. Ucieszyło mnie to.

Następnego dnia:

Wstałam wcześnie. Była 7:46. Z ekipą umówiliśmy się na 12, więc miałam jeszcze dużo czasu. Wzięłam długą kąpiel z  bąbelkami i nie wiedziałam co na siebie włożyć. Mam szafę pełną ciuchów... Problem każdej kobiety! Wreszcie po chyba 15 minutach szukania odpowiedniego stroju, wybrałam zwiewną, różową sukienkę, która sięgała mi prawie do kolan i podobnego koloru japonki. Mam sporo sukienek, ale ta była moją ulubioną. Z włosów zrobiłam luźnego warkocza. Lubię takie fryzury. Mogłabym zostawić je rozpuszczone, ale byłoby mi za gorąco i zaraz porobiłyby mi się supełki... Zawsze tak mamjak idę na plażę. Mam takie długie włosy od kąd tylko pamiętam. Kiedyś chciałam je obciąć do ramion, ale w ostatniej chwili uznałam, że to będzie dziwnie wyglądało... No cóż... Kobieta zmienną jest!
 Zanim się obejrzałam była już 10, czyli czas na śniadanie. Rodzice nadal mieli urlop, więc na śniadanie były naleśniki. Gdybym była sama w domu, zadowoliłabym się kanapkami, bo nie chciałoby mi się ich robić. Jestem leniem w tych sprawach. Nigdy mi się nie chce gotować.
 Po posiłku zaczęłam zbierać rzeczy, który będą mi potrzebne na plaży. Były nimi: ręcznik, koc plażowy, woda do picia, miska dla Lusi (Tak, ona też z nami idzie), pieniądze, telefon i jeszcze kilka innych niezbędnych rzeczy. Chłopcy mieli wziąć parawany, a Julka swój namiot, który nie jest zbyt duży. Ja miałam wziąć parasol przeciwsłoneczny. Zbierałam się na tyle długo, że zdążył przyjść po mnie Bartek.
-Julka i Kacper mają zająć miejsce przy samym morzu-zapewniał chłopak, kiedy szliśmy powolnym krokiem w kierunku naszego celu. Zwykle ja też zajmowałam miejsce przy samym morzu. Tam było najlepiej...
 Kiedy dotarliśmy na miejsce rozglądaliśmy się za naszymi przyjaciółmi. Wreszcie dostrzegłam jak Julka macha do nas. Podeszliśmy do nich, przywitaliśmy się i zaczęliśmy rozkładać wszystko. Wyglądało na to, że tak samo jak my dopiero przyszli, ponieważ Kacper mocował się z ,,drutami" od namiotu, a Jula starała się wbijać parawan w piasek. Po upływie jakichś 15 minut udało nam się skończyć przygotowywanie ,,siedziby". Nie pozostało nam nic innego, jak zabawa w wodzie, która była bardzo blisko. Starałam się oswoiś Lusię z nowym otoczeniem. Udało mi sie to szybciej niż mogłabym się spodziewać. Bartek również wziął swojego psa-Kampiego. Biegaliśmy w wodzie i oblewaliśmy się nią jak małe dzieci. Julka z racji, że chce zostać fotografem miała ze sobą aparat i robiła nam zdjęcia oraz filmy. Bawiliśmy się świetnie! Kiedy już się zmęczyliśmy, porozkładaliśmy się na moim kocu, a zwierzęta poszły naszym śladem.
-Mielibyście coś przeciwko gdyby dołaczyła się do nas Liwia?-uśmiechnęła się Julka, odrywając swój wzrok od telefonu.
-Liwia?! Ona nie jest w Warszawie?!-zdziwiłam się. Liwia to nasza pyjaciółka z podstawówki. Przeprowadziła się w trzeciej klasie do Warszawy.
-Em... przyjechała na dwa tygodnie!
-Czemu ja o niczym nie wiem?! Niech przychodzi!-prawie krzyczałam, a chłopaki śmiali się po cichu z naszego entuzjazmu.
 Kiedy szukałam telefonu w torbie ktoś zasłonił mi oczy.
-Zgadnij kto to!-usłyszałam głos, który był mi bardzo znajomy.
-Liwia?
-Tak!-dziwczyna zabrała dłonie w mojej twarzy i uściskała mnie. Tak dawno jej nie widziałam. Przywitała się z każdym po kolei. Bartka widziała po raz piewszy i widać było po jej minie, że się zdziwiła kiedy pocałował mnie w policzek.
-Liwia! Co ci się w rękę stało?!-zapytałam, bo dopiero wtedy zauważyłam gips na jej ręce.
-A... wywaliłam się... niedługo mi go zdejmą, ale narazie nie mogę pływać...-dziewczyna opowiedziała nam jak to się stało. Jej kolega nie chcący ją popchnął, przewróciła się i nieszczęśliwie złamała rękę.

piątek, 29 maja 2015

Rozdział 16

-Yyy... co my tu mamy robić?- byłam niezmiernie ciekawa co on kombinuje.
-Śpiewać!-na twarzy chłopaka pojawił się chytry uśmiech, a ja się przeraziłam. Przecież ja się boję publicznych występów! Co on sobie myśli?! Że ja sobie po prostu coś zaśpiewam?!
-Co?! Nie mam mowy!-krawie krzyczałam. Zdenerwował mnie. Od razu posmutniałam. Czemu ja się tego wcześniej nie domyśliłam? Czemu ja z nim w ogóle poszłam?! Bartek spoważniał. Podszedł bliżej i przytulił mnie. Trochę mi ulżyło...
-Kotku... wiem, że się boisz, ale nie możesz się wiecznie ukrywać... Jak będą się śmiać to tego popamiętają! Obiecuję- wyszeptał mi prosto do ucha, po czym pocałował mnie. To czyba miało być dla dodania otuchy, ale nie byłam pewna... Chłopak usiadł na brzegu fontanny i się do mnie uśmiechnął.
-Noo...-zawachałam się-To co śpiewać?
-Hmm... ,,Przyjdzie taki dzień". I zdjemij ten kapelusz!- zaśmiał się. Wyknałam jego polecenie i położyłam nakrycie mojej głowy na ziemi. Zrobiłam to dosyć powoli. Potem usiadłam obok niego. Bartek zaczął grać. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam śpiewać. Na początku dosyć cicho, ale chłopak szturchnął mnie parę razy i mój głos stał się nieco głośniejszy, przy czym pewniejszy. Kilka osób przypatrywało się nam z daleka. Potem podchodzili bliżej i było ich coraz więcej. Kilka osób wrzuciło coś do kapelusza, który cały czas leżał na swoim miejscu. Odważyłam się wstać i spacerować. Mój głos z każdą chwilą był coraz pewniejszy. Tłum, który zebrał sie wokój nie przeszkadzał mi. Wręcz dawał mi satysfakcję z tego, że aż tyle osób chce nas słuchać. Bartek przygrywał mi jeszcze kilka piosenek. Wreszcie stwierdził, że na dziś widowni wystarczy i nadszedł czas na ,,finał". Był nim oczywiście nasz pocałunek. Cała widownia zaczęła klaskać. Czułam się wtedy niesamowicie. Nie potrafię określić tego uczucia... byłam po prostu szczęśliwa.
-Mówiłem, że będzie dobrze!-powiedział Bartek i podszedł do kapelusza. Pokazał mi go, a ja zobaczyłam, że 1/3 jest wypełniona pieniędzmi.
-Co chcesz z nimi zrobić?-zapytał chłopak.
-Mam pewien pomysł-uśmiechnęłam się szyderczo, chociaż sytuacja tego nie wymagała... wiem jestem dziwna.
-Może kupimy za nie jedzenie i rzeczy do schroniska?
-Wiesz co?-Odpowiedział mi pytaniem na pytanie.
-Hmm...?-mruknęłam. Chłopak spojrzał do wnętrza kapelusza i powiedział:
-To świetny pomysł!
-No to...
-Hej! Widzę, że papużkom zachciało się pośpiewać- przerwał mi znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam nikogo innego, jak Julkę! Dziewczyna przytuliła mnie na powitanie.
-Hej! No wiesz... Bartek to wymyślił i zaciągnął mnie tu na oślep-powiedziałam to i parsknęłam śmiechem, a moi towarzysze zrobili to samo. Sama nie wiem co mnie tak rozśmieszyło... Rozmawialiśmy jeszcze chwilę i zaproponowałam, abyśmy przenieśli się do kawiarni. Przedyskutowaliśmy tam naprawdę dużo spraw. Zauważyłam, że Bartek i Julka nieźle się dogadywali. Moja przyjaciółka robiła zdjęcia, wbrew woli mojej i mojego chłopaka. Chciała je wstawić na facebooka, ale zabrałam jej telefon i usunęłam zdjęcia.
-A tak wogóle dlaczego nie macie związku na facebooku?-zapytała Julka, a ja z Bartkiem popatrzyliśmy po sobie i parsknęlismy śmiechem. Śmialiśmy się jak idioci, a moja przyjaciółka nawet nie wiedziała o co nam chodzi.
-Ej! Spokój! Czemu się tak śmiejecie? Czy ja o czymś nie wiem?
-Bo...bo...my... nawet nie mamy siebie z znajomych- wydukałam, próbując trochę się uspokoić. Tak się śmiałam, że aż się popłakałam.
-Weźcie nawet nie żartujcie!
-No co?! Nawet nie miałam czasu... ja nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na fb...-powiedziałam ocierając łzy.
-No to na co czekasz?!
-Emm... nie mam telefonu...
-Czekaj...-powiedział Bartek, a ja się zdziwiłam. O co mu znowu chodzi? Wtedy sięgnął do kieszeni swoich spodni i podał mi biały przedmiot, którym był mój telefon!
-Ty złodzieju!-mruknęłam i go pocałowałam.

wtorek, 26 maja 2015

Rozdział 15

 Hej Misiaczki! ;*
 Dzisiaj trochę dłuższy rozdzialik niz zwykle! :D mam nadzieję, że Wam sie spodoba ;)
Piszcie w komentarzach swoje opinie na jego temat :>
Zapraszam także na mojego Aska i Facebooka :] Linki do nich macie z boku =) --->
PS: Jutro pewnie nie będzie rozdziału, bo pran na ten tydzień mi się trochę zmienił :/ jakby co, ten jutrzejszy rozdział miał być zaległy, ale chyba nie wyjdzie :/ przykro mi :<


------------------------------------------------------------------------------------------


 Kiedy rodzice już sobie poszli na dół, mnie i Bartkowi udało się jakoś opanowac rechot. Lusia się bardzo szybko zmęczyła swoją bieganiną i poszła spać. Jak ja tego psa kocham! Jest wariatką, ale za to ją uwielbiam! Mimo wszystko nadal siedziałam pod kołdrą, w samej koszulce i bieliźnie. Przydałoby się już ubrać!
-Emm... nie miałbyś nic przeciwko, gdybym poszła wziąć prysznic?
-Poczekam... na ciebie zawsze misiu- uśmiechnął się i cmoknął mnie w nos. Poczułam się głupio wychodząc spod kołdry, ponieważ nie miałam na sobie żadnych spodenek... gdy byłam już przy szafie mój chłopak zaczął się śmiać. Poczułam jak się rumienię...
-O co ci chodzi?!-mruknęłam spoglądając w jego stronę.
-Fajne majtki...-wydusił. Spojrzałam na swoją bieliznę. Super! Smerfy! Czemu ja o tym zapomniałam?! Chłopak trochę się uspokoił, ale mnie zachciało się roześmiać. Sama nie wiem czemu. Może dlatego, że także mnie to trochę rozśmieszyło? No w sumie... nie każdego dnia paraduję przed kimś w takim stroju... Nie chcę nawet wiedzieć jaką minę zrobiłam w tamtej chwili...
 Wyciągnęłam z szafy jasno niebieską sukienkę i czystą bieliznę(tym razem bez żadnych bajkowych wzorów). Pędem udałam się do łazienki i zamknęłam za sobą drzwi. Tak na wszelki wypadek, gdyby Bartkowi coś strzeliło do głowy, na przykład... podglądanie mnie! Może nie znam go zbyt długo, ale wiem, że jest do tego zdolny! Kiedy zciągnęłam z siebie koszulkę zwróciłam uwagę na lustro... Nigdy nie lubiłam się w nim przeglądać, ale tym razem było zupełnie inaczej. Przed sobą widziałam szczuplutką dziewczynę o długich, blond włosach, które lekko falowały. Moje ciało trochę się zmieniło... nie byłam już taka chuda jak kiedyś... nie lubiłam tego, ale nie umiałam przytyć. Włosy wcześniej miałam prostsze i krótsze. Teraz siegały mi do tyłka. Grzywka, która jeszcze niedawno zasłaniała całe moje czoło, teraz wtapiała się w resztę włosów. Mój wzrok w pewnej chwili przeniósł się na twarz. Czarne kujonki, spore, niebieskie oczy, mały nos, usta, których nigdy nie lubiłam, cienkie brwi... pieprzyki na całej twarzy... Jeszcze nie dawno nieznosiłam całego swojego ciała, ale teraz... byłam z niego w 100% zadowolona. Nie wiem czemu, ale po prostu podobm sie sobie... Niby nic się we mnie nie zmieniło, ale jednak wiele... Nic z tego nie rozumiem...
 Kiedy wreszcie zdałam sobie sprawę z tego, że stoję tu dosyć długo zdjęłam okulary i bieliznę oraz szybko wskoczyłam pod prysznic. Był on dosyć szybki, ale i tak bardzo odprężający. Zaraz potem włożyłam bieliznę i usiłowałam wysuszyć włosy jak najszybciej. Po tym jak w miarę mi się to udało założyłam sukienkę. Chciałam już wychodzić, ale uznałam, że zrobię sobie koka. Było z nim trochę problemów, bo nie mogłam znaleźć gumki, która była wystarczająco duża, ale koniec końców znalazłam i byłam gotowa. Powolnym krokiem udałam się do mojego pokoju. Kiedy do niego weszłam moim oczom ukazał się Bartek, grający na gitarze... Nie tylko grał wspaniale, ale także śpiewał cudnie! Po prostu mnie zatkało! Dziewczyny mówiły mi, że umie grać, ale nie myślałam, że aż tak dobrze. Chłopak śpiewał ,,Sad Song". Ja po prostu kocham tę piosenkę! Bartek chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, że już wyszłam z łazienki i go słucham, więc postanowiłam się dołączyć do śpiewu. Myślę, że się zdziwił, bo spojrzał się na mnie, przerwał grę i zrobił wielkie oczy. Nie ruszał się, więc podeszłam bliżej i machnęłam mu ręką przed oczami mówiąc:
-Halo! Tu ziemia!
Chłopak roześmiał się na moje słowa. Usiadłam obok niego i pocałowałam go w usta.
-Ślicznie wyglądasz-powiedział, a ja zaczęłam się śmiać.
-To dlatego straciłeś kontakt ze światem?!
-No... wiesz... Nie codziennie się widzi takie piękne dziewczyny jak ty!-znowu sie zarumieniłam. Lubię słyszeć takie komplementy...
-Bartek...
-Tak kotku?
-Bo ja... przemyślałam tę sprawę... z nagraniem na youtube...-chłopak po raz kolejny zrobiłwielkie oczy, ale tym razem ujrzałam w nich dziwny blask- i... zgadzam się!
-Naprawdę?-zapytał, a ja pokiwałam twierdząco głową. Najwyraźniej się ucieczył. Przed moim wyjazdem w góry należało mu na tym, ale widział, że to dla mnie trudny temat i odpuścił. W górach miałam dużo czasu na przemyślenie tej sprawy i doszłam do wniosku że bardziej nie da się mnie ośmieszyć. Skoro chcę zostać sławną piosenkarką muszę chyba jakoś zacząć i prędzej czy później musiałabym pokazać się ludziom.
-Zanim youtuby... mam dla ciebie inną propozycję-kiedy to powiedział, zrobił minę pedofila, na co ja wybuchłam śmiechem.
-Już się boję...
-Ok... masz pasek do gitary?
-Tak, a po co ci on?-zdziwiłam się, bo zwykle go nie używałam. Co on może kombinować?!
 Chłopak chciał, abym o nic nie pytała tylko mu go dała. Prosił, abym dała mu wstążkę najlepiej czarną. Kiedy wychodziliśmy zgarnął jeszcze mój czarny kapelusz z szafy.
-Ej! Czekaj! Ja jeszcze nic nie jadłam!-prawie krzyknęłam, kiedy chłopak ciągnął mnie po schodach.
-No tak... ja też- zaśmiał się. Pociągnęłam go do kuchni, gdzie mama zrobiła nam tosty z dżemem. Szybko je zjedliśmy i Barek zawiązał mi wstążkę, którą wczesniej mu dałam na oczy. Nic nie widziałam, a on mnie gdzieś prowadził. Szlismy chyba dosyć daleko. Całą drogę wypytypałam go, gdzie idziemy, ale bym nieugięty i nie chciał powiedzieć...
 Kiedy już dotarliśmy do miejsca, w którym miało się odbyć coś co wymyślił chłopak, usłyszałam plusk wody, ale nadal nie wiedziałam gdzie jestem. Bartek rozwiązał mi wstążkę. W pierwszej chwili oślepiło mnie słońce, ale szybko sie przyzwyczaiłam i zdałam sobie sprawę, że jesteśmy przy fontannie Neptuna. Po co on mnie tu przyprowadził?

niedziela, 24 maja 2015

3. Info

 Hej Mordeczki ;)
 Od razu chcę Was baardzo przeprosić, że dzisiaj nie było rozdziału, ale tak niestety wyszło... :/ Postanowiłam, więc trochę zmienić harmonogram dodawania rozdziałów, bo głównie w niedziele mam z tym problemy :/
 No, więc rozdziały teraz będą się pojawiały w:
-wtorki
-piątki
-soboty
-od czasu do czasu w każdy inny dzień tygodnia :)
  Mam nadzieję, że nie jesteście  na mnie źli... :> ja po prostu też mam swoje życie i chyba nietkórzy to zrozumieją ;D


piątek, 22 maja 2015

Rozdział 14

 Hej Mordeczki! <3
 Mam nadzieję, że rozdzialik się Wam spodoba :> Taki mi trochę słaby wyszedł :/ ale obiecuję, że następny będzie super ciekawy!!! ;p
Mam do Was takie jedno pytanko: Czy mielibyście coś przeciwko, gdybym sprowadziła taką zmianę perspektyw? :p Bo mam kilka niezłych pomysłów i z tym akcja toczyłaby się ciekawiej :) piszcie w komentarzach co sądzicie na ten temat!! ;D

-----------------------------------------------------------------------------------------


 Wakacyjny wyjazd w góry przebiegł dosyć spokojnie. Spędziłam dużo czasu w parku linowym. Co roku tam chodziłam. Uwielbiam to miejsce. Mogę się tam zupełnie zrelaksować, odpocząć i w ogóle. Niby nie przepadam za W-F, ale to było coś zupełnie innego... Dobra koniec o linach! Rodzice także odpoczęli od codziennych problemów. Co prawda tęskniłam za Bartkiem, ale każdego wieczoru rozmawiałam z nim przez Skype. Czas spędzony w Tatrach zleciał strasznie szybko. Byliśmy tam tydzień, a wydawało mi się, że tylko jeden dzień. Pewnie zastanawiacie się co z Lusią? Została u mojego chłopaka. Z nią się także stęskniłam. Nie mam jej jeszcze miesiąc, ale strasznie się z tą psinką zżyłam. Co cóż... człowiek pywiązuje się do ludzi i zwierząt... co poradzić?! Mimo, że czas zleciał mi szybko i w bardzo miłej atmosferze cieszyłam się z powrotu. Co jak co, ale w domu zawsze najpiej!
 Kiedy dotarliśmy do Gdańka od razu wspięłam się po schodach na górę. Zdjęłam po drodze buty, które wylądowały pod moim łóżkiem. Nie miałam na nic siły. Wyczerpała mniestrasznie długa podróż. W końcu to droga przez całą Polskę! I czemu ja się tu dziwię...Większość trasy przespałam i przegadałam z Bartkiem, ale i tak byłam wyczerpana. Usiadłam na łóżku, zdjęłam spodenki i okulary. Nie obchodziło mnie, że wsunęłam się pod kołdrę w koszulce, którą miałam na sobie cały dzień i to, że spodenki wylądowały w tym samym miejscu co moje obuwie. Po prostu chciało mi się strasznie spać! Usnęłam błyskawicznie!
 Obudziło mnie westchnięcie. Nie miałam ochoty wstawiać. Wydawało mi się, że jedzę na czymś twardym... Poczułam jak unoszę się do góry! Sapnęłam, a moje serce waliło niemiłosiernie. Otworzyłam oczy. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że tata niesie mnie na rękach!
-Obudziłem cię?-powiedział, ziewając tata.
-Emm... tak... gdzie mnie niesiesz?- mruknęłam. Byłam na tyle zaspana, że nie do końca zdawałam sobie sprawę gdzie jestem.
-Do twojego łóżka głuptasie! Spałaś na podłodze w kuchni! Najwyraźnej lunatykowałaś skoro nie wiesz...-zaśmiał się mój rodzic. W sumie... to miałoby sens... Ale jak to lunatykowałam?!
-Wiesz, że dałabym radę już sama dojść do łóżka?-mruknęm trochę zmieszana.
-Wiem... ale chcę mieć pewność-kiedy to powiedział roześmiałam się. Po chwili leżałam pod cieplutką połdrą.
-Dobranoc księżniczko- wyszeptał mi do ucha i pocałował mnie w czoło. Kiedy byłam mała zawsze tak mnie nazywał. Lubiłam to... i chyba nadal to lubię. Chociaż coraz rzadziej tak do mnie mówi. W końcu mam szesnaście lat! Niedługo siedemnaście! Co ja sobie w ogóle myślę?! Ehh... nie ważne...
 Tym razem obudził pocałunek w policzek. Moim oczom ukazał się Bartek! Uśmiechnęłam się na jego widok. On to odwzajemnił.
-Dzień dobry kochanie- powiedział chłopak i cmoknął mnie w usta. Rzuciłam mu się na szyję.
-Tak bardzo tęskniłam...-wyszeptałam, nadal się w niego wtulając.
-Ja też-mruknął Bartek- A nie tęskniłaś za kimś jeszcze?
Za kim ja jeszcze miałam tęsknić?! Zdziwiło mnie trochę jego pytanie, ale kiedy usłyszałamszczeknięcie wszystko stał się jasne.
-Lusia! Psinko moja chodź tu! Tęskniłaś za panią?-mała wskoczyła na łóżko, na którym ciągle siedziałam. Przytulałam się do niej i wydawało mi się, że ten psiak zaraz zwariuje ze szczęścia. Od razu widać było, że się stęskniła! Wariowała tak biegając po pokoju. Wraz z Bartkiem śmiałam się z niej. To wyglądało tak komicznie! Do naszego chichrania się dołączyli rodzice, kiedy ustali na proku i zobaczyli Lusię. Ona chyba nie zdawała sobie sprawy z własnej głupoty... odbijała się od wszystkich ścian i mebli, przeskakiwała przez wielkie poduchy i łóżko.

wtorek, 19 maja 2015

Rozdział 13

 Hej Misie ;*
Przepraszam, że w niedziele nie było rozdziału, ale miałam lenia i net mi troszku wariował xD :< Postaram się to jakoś nadrobić któregoś dnia ;D a i jeszcze jedna sprawa... bo mogę mieć troszkę mniej czasu niż zwykle na pisanie :/ no niestety, ale takie życie :<
 W ogóle cieszy mnie Wasza aktywność pod ostatnim rozdziałem :O i wyświetleń na blogu ile przybyło :O oby tak dalej Mordeczki ;)
 No, więc to już koniec ogłoszeń parafialnych xD

------------------------------------------------------------------------------------------

 Obudziłam się dosyć późno. Wczoraj Bartek siedział u mnie do późna, więc jak to w naturze śpiocha musiałam odespać. Wpędziliśmy razem miły dzień. O dziwo chłopak nie namawiał mnie już do nagrania filmiku. Zanim usnęłam myślałam trochę o tym... może to nie był taki zły pomysł? Może powinnam trochę wyluzować na punkcie tego, że wszyscy chcą mnie ośmieszyć...? Przecież nie będę się już spotykać każdego dnia z moimi prześladowcami! Nie będziemy chodzić do jednej szkoły! Na samą myśl chce mi się skakać i krzyczeć z radości. Może nareszcie się od nich uwolnię!
 Leżałam pół przytomna chyba piętnaście minut. Rozbudziłam się zupełnie kiedy pomyślałam, że to już jutro wyjazd! Przecież muszę sobie kupić rzeczy! Zerwałam się z łóżka jak oparzona i wyjęłam z szafy białą, luźną koszulkę z kotem i ciemne spodenki oraz czystą bieliznę. Poszłam do łazienki, aby wziąć szybki prysznic. Kiedy już byłam świeża i ubrana poszłam na dół, aby coś zjeść, bo w między czasie zgłodniałam. Kiedy już byłam w kuchni moją uwagę przykuła karteczka na blacie: Poszliśmy na zakupy ;) W piekarniku masz pizzę, smacznego :) Mama i tata. Trochę zdziwiona moim ,,śniadaniem`` spojrzałam na zegarek i aż mnie zatkało! Była 15:16! Ja nigdy nie wstaję po 12, a tu taka niespodzianka... No, ale cóż, zdarza się... Zjadłam czym prędzej mój posiłem o poszłam do mojego pokoju po torebkę i telefon. Spojrzałam na jego ekran 3 nowe wiadomości, 2 nieodebrane połączenia. Sprawdziłam kto dzwonił. To była Julka. Pewnie chciała iść na zakupy... wybrałam jej numer. Po dwuch sygnałach odebrała.
-Hej! Czemu nie odbierasz?!- powiedziała dziewczyna, której głos ku mojemu zdziwieniu nie był zdenerwowany, ani nic z tych rzeczy.
-Hej! Emm... no wiesz... spałam i... jadłam... śniadanio-obiad-wydukałam nie do końca wiedząc co powiedzieć. Jula się ze mnie roześmiała... w sumie, to rozumiem ją...
-Okay... nie wnikam... może pójdziemy na zakupy?-zaproponowała, kiedy trochę się uspokoiła.
-Okay, to może za 15 minut pod galerią?
-Okay!-powiedziała i rozłączyła się. Zebrałam najpotrzebniejsze rzeczy i wrzuciłam je do torebki. Zupełnie zapomniałam o SMS`ach, które dostałam. Jeden był od Bartka: Hej Kotku;* Jak się spało? :3. Odpisałam chłopakowi: Hej ;* Świenie Misiu ;D Idę na zakupy z Julką, więc dziś się chyba nie będziemy mogli spotkać :<. Druga wiadomość była od mojej przyjaciółki: Hej ;) Masz jakieś plany na dzisiaj? ;p, pozostała to była jakaś reklama Wróżki Rysi.
 Dosyć długo byłyśmy w galeri, bo kiedy wracałam było już prawie ciemno. Opowiedziałam Julce o tym, że jestem z Bartkiem oficjalnie parą i w ogóle. Jak to ona entuzjasta wydała się na cały sklep, ponieważ dopiero teraz jej to powiedziałam... Jaką ona jest wariatką... wszyscy się na nas dziwnie patrzyli, a jeden chłopak zrobił nam nawet zdjęcie. To było co najmniej dziwne, ale zignorowałam to. Kupiłam dużo rzeczy. Wśród nich były między innymi: czerwone któtkie conversy, dwie sukienki, różowe sandały, kilka koszulek, spodni i trzy pary spodenek, w różne wzory. Bawiłam się świetnie, a szczególnie, kiedy odwaliłyśmy numer. Jak to my, dwie głupie wariatki... musiałyśmy coś zrobić, więc zaczęłyśmy się ślizgać po mokrej podłodze... wiem, że to chore i mamy coś nie tak z głową... w każdym razie wbrew waszym przeczuciom to nie Julka wpadła na ten idiotyczny pomysł tylko ja. Jakiś mały chłopiec chciał porobić piruety z nami, ale się przewrócił. Kilku chłopaków, sporo młodszych od nas, także próbowało zrobić to co my, ale każdy runął na ziemię. Jeden nawet zrobił fikołka i leżał chwilę, nie ruszając się. Wszyscy się trochę przestraszyliśmy, a on w najmniej oczekiwanym momencie wybuchnął śmiechem. Wszyscy zrobiliśmy to sało, bo jaka miałaby być nasza inna reakcja?! Kiedy o tym myślę, nie mogę powstrzymac się od śmiechu...
 Kiedy dotarłam bezpiecznie do domu, przywitałam się z rodzicami i ruszyłam na górę. Wyciągnęłam moją dużą, czerwoną walizkę spod łóżka i otworzyłam ją.
-No kurde?! Od ferii szukałam tych słuchawek!- mruknęłam do siebie wyjmując przedmiot, który był biało różowy. Pewnie pomyślicie sobie, że kocham róż i biel? To jest absolutna prawda... mój pokój jest w tych barwach.
 Zaczęłam się krzątać z poszukiwaniu rzeczy, które mogą mi być potrzebne na wyjeździe. Spakowałam większość ubrań, które dziś kupiłam i sporo tych, które miałam już wcześniej.
Kiedy chciałam iść do łazienki po żel pod prysznic, szampon i te sprawy musiałam coś zrobić... i wywaliłam się... potknęłam się o walizkę i wylondowałam jak długa na podłodze. Lusia patrzyła się na mnie ze zdziwieniam. Ja zaczęłam się śmiać ze swojej własnje głupoty. Bo kto normalny rozkłada walizkę na środku pokoju i nie zauważa jej chcąc przejść do innego pomieszczenia? Chyba tylko ja... nie! Zaraz! Ja nie jestem normalna! Kiedy zebrałam się z dywanu, ruszyłam po rzeczy, któ chciałam spakować.

piątek, 15 maja 2015

Rozdział 12

-Może...
-Może...?-mruknęłam.
-Może...
-To już wiem!-zaśmialiśmy się.
-Może nagram cię jak śpiewasz i wstawię na youtube!- uśmiechnął się Bartek.
-Ty chyba zwariowałeś!- od razu zrzedła mi mina. Co on sobie myśli?! Ja mam śpiewać, a on mnie nagra wstawi na youtube?! Zaraz ktoś to zobaczy i będzie się ze mnie śmiał! Mało mi jeszcze upokorzenia?!
-No, ale o co ci chodzi? Śpiewasz prześlicznie, jesteś piękna. Założę się, że ludziom spodobało by się to i zaraz byś miała dużo wyświetleń!
-Nie! Mówisz tak, bo jesteś moim chłopakiem i tylko ty tak uważasz... - nie wiem czemu mu tak bardzo należało... przecież śpiewam okropnie, a mój wygląd... szkoda gadać... Uznacie pewnie, że mam bardzo niską samoocenę. To jest absolutna prawda. Sporo osób mówiło mi, że ładnie śpiewam, ale ja nigdy w to nie wierzyłam i nie uwierzę.
-Czemu?- chłopak także posmutniał. Czemu ja muszę wszystkich zarażać moimi emocjami?! To jest takie dziwne... Życie jest dziwne?! Czemu ja tu jestem, żyję, jestem zdrowa, a gdzieś umierają ludzie. To ja powinnam być na ich miejscu, bo jestem zupełnie bezużyteczna, nie potrzebna, nikt mnie nie lubi ani nie kocha... Tylko czemu Bartek jest moim chłopakiem? Z litości? Sama już nie wiem, czy to co on mówi, że się we mnie zakochał nie jest kłamstwem... Ja już nic, kompletnie nic nie rozumiem w tym zagmatwanym życiu! Czemu niektórzy ludzie są tacy, że nie chce mi się z nimi żegnać, a inni tacy, których najchętniej bym zamordowała?!
-Bo...bo..-jąkałam się. Trochę bałam się wyznać mu prawdę- Bo ja... boję się kolejnego upokorzenia! Boję się, że ktoś to zobaczy i zacznie mnie wyśmiewać! Znowu będą te cholerne hejty! Ja mam dość tego!- powiedziałam co mi leżało na duszy i wybuchłam płaczem. Jestem beksa... cały czas ryczę z byle powodu... Nie wiem czemu, ale w takich chwilach najchętniej bym coś rozwaliła. Chciałam już wstać, aby się wyładować, ale Bartek mnie przytulił.
-Nie będzie! Czy...
-Ty nic nie rozumiesz- przerwałam mu- Byłeś upokarzany, poniżany i wyśmiewany przez lata?! Bo ja w to wątpię! Zrozum, że ja mam dość tego i chcę o tym zapomnieć...-prawie krzyczałam, ale nie myślałam o tym. Emocje wzięły górę i nie do końca panowałam nad sobą...
-Przepraszam... nie powinienem...- chłopak przytulił mnie jeszcze mocniej.
-To ja przepraszam-powiedziałam kiedy już się trochę uspokoiłam. Bartek nic nie odpowiedział. Pocałował mnie tylko w czoło. Poczułam w pewnym sensie ulgę... Leżałam z głową na kolanach chłopaka dosyć długo. Nawet nie zorientowałam się kiedy usnęłam...
 Poczułam pocałunek na policzku. Powoli otworzyłam oczy. Koło mnie siedział Bartek. Uśmiechał się do mnie. Odwzajemniłam to. Przy nim czułam się tak bezpiecznie...
-Długo spałam?-zapytałam, kiedy cisza stała się niezręczna.
-Pół godziny, może godzinkę...
-Nie nudziłeś się?
-Nie... wież, że wyglądasz uroczo, kiedy śpisz?-zarumieniłam się. Ten chłopak sprawiał, że uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Przybliżyłam się do niego. Pocałowałam chłopaka w policzek, a on przeciągnął mnie na swoje kolana. Zaczęliśmy się całować. Bartek objął mnie, a ja wplotłam moją rękę w jego wspaniałe włosy.
-Kocham cię-wyszeptał mi do ucha kiedy oderwaliśmy się od siebie. Poczułam motylki w brzuchu. To jeszcze bardziej uświadomiło mi, że i ja kocham jego.
-Ja ciebie też...-szepnęłam.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 Hej Mordeczki ;*
Jak tam piąteczek? Mam nadzieję, że rozdzialik się podoba :D
 PS; Komentujcie i dawajcie 1+ :) to pomaga mojej wenie! ;D

wtorek, 12 maja 2015

Rozdział 11

 Hej Mordki. ;*
 Rozdziały będą się pojawiały w: wtorki, piątki i niedziele :) a wszystkich zmianach będę Was informować albo na blogu, albo na facebook`u, więc przy okazji zapraszam do polubienia stronki ;)

------------------------------------------------------------------------------------------

Przestraszyłam się, więc krzyknęłam. W miarę delikatnie położyłam gitarę na podłodze i odwróciłam się. Ujrzałam Bartka! Kto inny by mógł mnie tak straszyć...?! Może tylko Julka... Chłopak chyba trochę zdziwił się mojej przesadzonej reakcji. Zaśmiał się i pocałował mnie w policzek. No cóż... zawsze byłam i będę strachliwa... co poradzisz? Taka się urodziłam.
-Chciałeś żebym zawału dostała?!-krzyknęłam. Bartek roześmiał się. Nie wiedzieć czemu, ale ja zrobiłam to samo. Lusia patrzyła się na nas jak na wariatów. Nie dziwię jej się... czy w każdym normalnym domu para nastolatków straszy siebie nawzajem, krzyczy, a potem wybucha niekontrolowanym śmiechem? No, bo ja w to trochę wątpię... Kiedy udało nam się już trochę uspokoić chłopak powiedział:
-Naprawdę, aż tak cię przestraszyłem?
-Nie wcale! Tylko na żarty!- odpowiedziałam z sarkazmem, a on znowu się roześmiał, a ja oczywiście z nim... tym razem nasz rechot trwał znacznie krócej. Podniosłam gitarę z podłogi i postawiłam ją na stojaku. Usiadłam na łóżku obok Bartka. Nie sięgałam nogami do podłogi i czułam się tak dziecinnie... Spatrywałam się w podłogę, jakby była czymś nadzwyczaj interesującyjm. Siedzieliśmy tak jakiś czas. Chłopak w  pewnej chwili złapał moją dłoń, która leżała na kocu.
-Pięknie śpiewasz-wyszeptał. Poczułam jak się rumienię.
-Wcale, że nie-mruknęłam. Miło mi było usłyszeć, że komuś podoba się mój śpiew, ale nie ja po prostu tak nie uważam... Bartek przybliżył się do mnie i wyszeptał mi do ucha:
-Wcale, że tak misiu...- Zarumieniłam się jeszcze bardziej, a on przybliżył się i mnie pocałował. Pocałynek był po prostu wspaniały! Czułam się jak w niebie... Wtedy zdałam sobie sprawę, że zakochałam się w chłopaku, którego praktycznie nie znam. Nie... ja się w nim nie zakochałam... ja go kocham! Nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek spotkam osobę, którą będę kochać ze wzajemnością... a tu taka niespodzianka! Nadal tego nie rozumiem, jak taki przystojny chłopak jak Bartek mógł wybrać akurat mnie?! Nie jestem ani ładna, ani lubiana... mam tylko Julkę, po części Kacpra, rodziców i teraz Bartka. No... w podstawówce miałam jakieś koleżanki, ale kontakt nam się urwał, kiedy tylko każde z nas (przynajmiej ja) poszło do innego gimnazjum. Myślę, że gdybyśmy chodzili nadal do jednej szkoły, część moich ,,byłych`` znajomych nadal by mnie lubiła. Mimo nieprzyjemnych komentarzy mojej prześladowczyni... Aśki! Ehh... mam przynajmniej nadzieję, że ona wreszcie się ode mnie odwali!
 Nasz pocałunek przerwała Lusia, która wskoczyła na klana Bartka. Chłopak nie spodziewał się i przygryzł mi dosyć mocno wargę. Wtedy tryb wariatów się włączył. Śmialiśmy się długo i chyba sami nie wiedzieliśmy do końca z czego... Zwinęłam się na łóżku, trzymając się na brzuch, który bolał mnie od śmiechu. Kiedy nasz rechot ucichł, Bartek powiedział:
-Mam pomysł!
-Jaki?-uśmiechnęłam się siadając po turecku.

piątek, 8 maja 2015

Rozdział 10

 Obudziło mnie łaskotanie. Rozejrzałam się. Ku mojemu zdziwieniu to Lusia mnie łaskotała. Dopiero kiedy trochę się rozbudziłam zdałam sobie sprawę, że leżę na podłodze. Czułam się co najmniej dziwnie, ponieważ nigdy nie spadałam z łóżka. Głównym powodem było to, że jest ono bardzo duże. Mogłyby w nim spać trzy osoby.
-Luśka! Psinko kochana! Co... martwisz się o mnie...?-szepnęłam do małej i wzięłam ją na ręce. Zaczęła mnie lizać po twarzy, a ja się śmiałam. To nie tyle łaskotało, jak mnie po prostu śmieszyło. Kiedy wreszcie udało mi się ją uspokoić podniosłam się. Dziwiłam się, że mnie nic nie boli. Przecież spadłam z łóżka, a ono nie było jakieś super niskie... Jak na nim siedzę nie dosięgam stopami do podłoża. Głównie dlatego, że jestem strasznie niska. Często z tego powodu byłam w szkole ośmieszana, ale kiedy przebywałam obok Bartka cieszyłam się z tego. Moim zdaniem to jest urocze, kiedy dziewczyna jest znacznie niższa od swojego chłopaka. 
 Wzięłam długą i gorącą kąpiel. Zwykle biorę prysznic, ale dzisiaj miałam ochotę na kąpiel. Z racji, że było jeszcze wcześnie siedziałam tam dosyć długo. Kiedy moje palce zrobiły się pomarszczone, postanowiłam już wychodzić z wanny. Ubrałam się w sukienkę, którą kupiłam jakiś czas temu z Julką. Założyłam do niej różowe trampki, przy których była kokardka. Kiedy już byłam ubrana zeszłam na dół i strasznie się zdziwiłam! W kuchni była moja mama! Przecież rodzice pracują co drugi dzień... i wtedy powinni być w pracy...
-O! Mamo, co ty tu robisz? Nie jesteś w pracy?
-Asia, już nie śpisz?-mama najwyraźniej także zdziwiła się na mój widok- zapomniałaś, że za 3 dni jedziemy w góry? Mam wolne dwa tygodnie...
-A no tak!-roześmiałam się. Jak mogłam zopomnieć o co rocznym, tygodniowym pobycie w górach?! To przecież nasza tradycja. Nadal się temu dziwię, że zapomniałam, ale no cóż... może to przez Bartka...?
-Chcesz naleśniki, czy tosty?-zapytałam mama po dłuższej chwili ciszy.
-Naleśniki, poproszę-uśmiechnęłam się. W czasie kiedy trwało przygotowywanie śniadania  ja nasypałam do miski Lusi karmę. Wołałam małą, ale nie przychodziła. Poszłam po nią na górę. Cały czas ją wołałam. To było trochę dziwne, ponieważ zawsze przychodziła. Weszłam do mojego pokoju i szukałam jej pod łóżkiem, pod biurkiem, za komodą... nigdzi jej nie było. Wreszcie zabrałam się za przeszukiwanie szafy. Otworzyłam ją i mnie zatkało. Lusia leżała na półce, która była na wysokości mojej głowy. Jak ona się tam dostała?!
-Luśka! Jak ty tu wlazłaś?!-krzknęłam i roześmiałam się, ponieważ przechyliła głowę. To wyglądało po prostu komicznie. Po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że Lusia wspinała się kolejno po półkach. Schodząc z małą na rękach po schodach prawie krzyczałam:
-Mamo! Lusia wfrunęła na moją półkę w szafie!-roześmiałamię i Lusia zeskoczyła na ziemię z moich rąk. Mama zrobiła dziwną minę na temat tej informacji i także się roześmiała.
-Nie wiem o co ci chodzi, ale siadaj i jedz-zarządziła moja mama.
 Kiedy już zjadłam śniadanie poszłam na górę. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. Co by tu zrobić... wiem! Gitara! Kiedy o tym pomyślałam zerwałam się z łóżka i podbiegłam do komody. Obok niej na stojaku stała moja gitara. Była jasna, a na niej były ciemne nutki i napis: Asia <3. Bardzo ją lubiła. Dostałam ją na 15 urodziny od rodziców. Oni wiedzieli o jakiej marzyłam... i właśnie taką wybrali! Usiadłam na brzegu łóżka i zaczęłam grać. Grałam i śpiewałam co tylko przyszło mi do głowy. Trochę się zdziwiłam, że nie wymagała nastrojenia, ale już miałam kilka takich sytuacji. W pewnej chwili poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu...

------------------------------------------------------------------------------------------

Hej Misie! ;*
Przepraszam, że dopiero dziś rozdział, ale miałam dużo nauki i... sami rozumiecie... mam swoje życie i obowiązki. W każdym razie chciałabym dodawać posty regularnie, więc napiszcie mi w jakie 2 lub 3 dni tygodnia chcielibyście rozdziały :) ja proponuję: wtorki, piątki i soboty :D  piszcie w komentarzach! ;p

sobota, 2 maja 2015

Rozdział 9

 Pragnęłam, aby jego usta dotknęły moich...  to było dziwne, ponieważ znaliśmy się zaledwie tydzień! W pewnej chwili był już bardzo blisko mojej twarzy. Zamknęłam oczy i odrobinę się do niego przybliżyłam... wtedy to się stało! Całowaliśmy się! Wstyd się przyznać, ale to był mój pierwszy pocałunek... był wspaniały! Nigdy nie czułam się lepiej niż w tamtej chwili. Wtedy właśnie zrozumiałam, że ja... kocham Bartka... Chłopak w reszcie pozwolił swobodnie ustać na ziemi. Odsunęliśmy się od siebie. Uśmiechaliśmy się do siebie. W pewnej chwili usłyszałam... klaskanie! Rozejrzałam się wokoło. Stali tam zarówno znajomi Bartka, jak i ludzie, których widziałam po raz pierwszy na oczy. Wszyscy klaskali. Czułam się wspaniale. Spojrzałam na Bartka. On się do mnie przybliżył i powiedział mi do ucha:
-Zechcesz zostać moją dziewczyną?
Powiedział to w taki sposób, abym tylko ja to usłyszała. Popatrzyłam na niego. Łza spłynęła mi po policzku... przybliżyłam się do niego i powiedziałam:
-Tak!
Przytuliłam mojego chłopaka, a on mnie pocałował w policzek. Najwyraźniej wszyscy zgromadzeni wokół nas zrozumieli o co chodziło i zaczęli klaskać. Nigdy w życiu nie zamieniłabym tej chwili na jakąkolwiek inną! Byłam taka szczęśliwa! Chciałam, aby ten dzień się nie kończył, ale niestety szybko się zciemniło i postanowiliśmy wracać już do domu. Nie spieszyliśmy się. Szliśmy powoli chodnikiem, trzymając się za ręce i od czasu do czasu spodlądając na siebie.
 Kiedy znaleźliśmy się już pod futką mojego domu pocałowałam Bartka w policzek i weszłam do domu. Rodzice najwyraźniej widzieli wszystko przez okno i uśmiechali się do siebie. Nie przeszkadzało mi to, bo przecież prędzej, czy później i tak by się o wszystkim dowiedzieli. O dziwo nie zadawali pytań typu: Gdzie tyle czasu byłaś? i Czy to twój chłopak?
 Weszłam na górę, położyłam rolki w szafie i położyłam się na moim miękkim łużku. Nawet nie zauważyłam, kiedy Lusia wskoczyła na łużko i położyła się obok mojej głowy. Byłam zmęczona wrażeniami z dzisiejszego dnia i usnęłam w butach, ubraniu i z Lusią tuż obok twarzy.
 Obudziłam się z głodu. Rozejrzałam się i byłam niezmiernie zdziwiona. Przecież ja nie zdejmowałam butów i nie kładłam się pod kołdrą!
-Pewnie mama zdjęła mi buty i ptzukryła mnie kołdrą-pomyślałam. Spojrzałam na zegar, który wisiał nad biurkiem.
-Druga? Hmm... chyba nie jest jeszcze tak późno na jakąś kanapkę, czy coś w tym stylu...-mruknęłam i zaśmiałam się. Nie chciało mi się wstawać, ale strasznie burczało mi w brzuchu. Chcąc, niechcąc podniosłam się i zeszłam do kuchni. Otworzyłam lodówkę, a w niej stał talerzyk, na którym były kanapki! Pewnie mama pomyślała, że w nocy będę głodna. Moja mama zawsze wie, co zrobić, żebym była szczęśliwa! Zjadłam szybko kanapki, które były przepyszne i wróciłam do mojego pokoju. Zdjęłam spodenki oraz bluzkę i wciągnęłam na siebie koszulę nocną. Rzuciłam się na łużko i wtuliłam się w moją ulunioną podusię. Była ona różowa i mięciutka. Przysypiałam już, ale coś mnie rozbudziło. Otworzyłam oczy i zobaczyłam... Lusię! Uśmiechnęłam się i podniosłam kołdrę. Psiak najwyraźniej wiedział o co mi chodzi i wskoczył pod nią. Lubię spać z moim kochanym pieskiem. Przytuliłam małą i w mgnieniu oka usnęłam.

piątek, 1 maja 2015

Rozdział 8

 Kiedy dotarliśmy do skate parku usiadłam na ławce i chciałam zdjąć trampki, aby założyć moje rolki. Były one białe w tęczowe kropeczki. Nie byłam i nie jestem jakimś mistrzem w jeżdżeniu na nich, ale bardzo to lubiłam. Zazwyczaj jeździłam tylko po parku, który jest blisko mojego domu. Mimo wszystko od razu to miejsce bardzo mi się spodobało. Było tu dość dużo nastolatków, w większości w moim wieku. Kiedy udało mi się już założyć rolki podniosłam głowę i dopiero wtedy spostrzegłam, że Bartek cały czas stoi obok mnie.
-Umiesz dobrze jeździć?-zapytał. Wydało mi się to trochę dziwne, ponieważ skoro się z nim tu wybrałam i powiedziała, że lubię to robić, jest chyba oczywiste, że umiem. Ale czy dobrze...?
-Można tak powiedzieć...-uśmiechnął się i powiedział:
-W takim razie podaj mi rękę-zrobiłam to co kazał-a o czymś nie zapomiałaś?
-A no tak! Ochraniacze!-gdyby nie on na pewno już bym miała poobcierane kolana... zupełnie bym zapomniała! Kiedy byłam już w pełni godowa podałam Bartkowi rękę, a on pociągnął mnie do grupki nastolatków. Zdziwiłam się, ponieważ chłopak witał się ze wszystkimi i przedstawiał mnie swoim kolegom. Wśród nich nie byli tylko chłopacy, ale także dwie dziewczyny. Jedna z nich miała na imię Tosia, a druga Zosia. Natomiast chłopcy mieli na imiona: Antek, Michał, Krzysiek i Marcin.
-Bartek, to twoja dziewczyna?-zapytał z uśmiechem na ustach Michał.
-Przyjaciółka-uśmiechnął się do mnie Bartek. Wtedy wszyscy się roześmiali. Nie wiedziałam czemu, ale dołączyłam do nich.
-A ja już myślałem...-powiedział Michał. Polubiłam towarzystwo Bartka. Wydawali się całkiem sympatyczni i zabawni. Rozmawialiśmy tak jeszcze chwilę i postanowiliśmy trochę pojeździć. Wszyscy chłopacy mieli deski, a my dziewczyny rolki. Razem z Tosią i Zosią jeździłyśmy po wolnej od wszelkich ramp i tego typu rzeczy przestrzenni. Rozmawiałyśmy swobodnie, jakbyśmy znały się od lat.
-Do jakiej szkoły dalej idziesz?-zapytała Tosia.
-Hmm... chciałabym do muzycznej, ale nie wiem czy mnie przyjmą... nadal czekam na odpowiedź...
-Grasz na czymś?-dociekała Tośka.
-Na gitarze-uśmiechnęłam się, a dziewczyny zachichotały.
-Wiesz... Bartek też gra na gitarze...-powiedziała Zosia.
-No tego to bym się nie spodziewała!-roześmiałyśmy się i o mało się nie poprzewracałyśmy. Nie powiem, bo się zdziwiłam. Nie przypuszczałam, że razem z Bartkiem mamy podobne zainteresowania.
 Czas na wspólnych rozmowach mijał bardzo szybko. Bartek zawołał mnie, podjechałam do niego.
-Widzę, że polubiłyście się z dziewczynami-uśmiechnął się. Odwzajemniłam to.-Jesteś głodna?
-Tak-zupełnie zapomniałam, że zbliżał się wieczór, a ja nie jadłam jeszcze obiadu!
-W takim razie idziemy na pizzę. Lubisz?
-I to jak-zaśmiałam się. Poszliśmy całą ekipą do pizzerii i Bartek zamówił dla wszystkich posiłek. Zjedliśmy i wróciliśmy do parku. Bartek chciał mnie nauczyć jeździć na deskorolce. Nie miałam nic przeciwko. Ustałam na desce, a chłopak złapał mnie za rękę. Chciał mnie pociągnąć, a ja nawet nie zorientowałam się kiedy straciłam równowagę i wylądowałam w jego objęciu. Słońce już powoli zbliżało się ku zachodowi. Chłopak trzymał mnie i patrzył mi w oczy, a ja jemu. Miał takie piękne błękitne oczy. Wydawało mi się, że zaraz w nich utonę. W pewnej chwili jego twarz zbliżała się powoli do mojej. Pragnęłam, aby jego usta dotknęły moich...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej Miśki ;*
Jesteście ciekawi, czy doszło do pocałunku? Tego dowiecie się najprawdopodobniej już jutro! :D
Mam nadzieję, że podoba Wam się moje opowiadanie ;) Zachęca do komentowania i przypominam, że to pomaga mojej wenie!!! :) ;) :D