sobota, 30 maja 2015

Rozdział 17

 Hejcia Misiaczki! ;*
Już ponat 900 wyświetleń na blogu!!! <3 Nie spodziewałam się, że wybije aż tyle! <3 Jesteście niesamowici!!! <3
 Wczoraj dostałam wyniki ze strawdzianu szóstoklasisty i jestem z siebie dumna xD :p Piszcie w komentarzach ile mieliście procent :)
 Koniec tego gadu, gadu! xD Już do czytania rozdziału! ;p Wyszedł mi taki trochę długi i chyba nudny :< ale i tak mam nadzieję, że Wam się spodoba ;D w końcu nowa bohaterka jest! xD ;p


------------------------------------------------------------------------------------------


 Resztę dnia spędziliśmy w moim domu. Nie wiem dlaczego, ale to było nasze główne miejsce spotkań. Wpadł też Kacper-chłopak Julki. Mam z nim nawet niezły kontakt. Można nawet powiedzieć, że się przyjaźnimy. Chłopaki znali się już wcześniej. To bardzo zdziwiło mnie i Julkę. Kto by pomyślał, że oni się znają i są przyjaciółmi?! W sumie to fajnie. Nawet bardzo...
 Wpadłam na pomysł, abyśmy całą ekipą jutro udali się na cały dzień na plażę. Wszystkim bardzo spodobał się ten pomysł. Dziwne jest to, że są wakacje, jest upał, a ja jeszcze nie byłam tam. Co roku spędzam tam całe dnie, ale teraz jakoś tak wyszło, że... siedziałam w domu...
 Przy kolacji zapytałam rodziców, czy zgodzą się na jutrzejszy wypad. Wiedziałam, że tak, ale nie miałam innego ciekawszego tematu. Kiedt zjadłam poszłam na górę i pierszą rzeczą, którą chciałam zrobić było zaproszenie Bartka do znajomych na facebooku. Zalogowałam się i miałam 32 powiadomienia, 12 wiadomości i 4 zaproszenia do znajomych. Trochę się tego narobiło... No cóż, nie byłam tam od prawie dwóch miesięcy. Tak po prostu wyszło, że nie miałam ani czasu, ani ochoty. Zaczęłam przeglądanie  zaległości od zaproszeń. Jako pierwszy ukazał mi się profil Bartosza Skowrona, czyli mojego chłopaka. Uprzedził mnie drań... Dalej byli: Zosia Mazur, Tosia Niezgoda i Michał Roztkiewicz. To byli znajomi mojego chłopaka ze skate parku. Poznałam ich głównie po imionach i zdjęciach profilowych, ponieważ nie znałam ich nazwisk. Pytanie skąd oni znali moje?! Może Bartek im powiedział... W sumie... Nieważne. Przyjęłam wszystkich bez wachania. Widomości nie zawierały jakichś tajemniczych informacji. Typowe przywitania, jakieś łańcuczki i rozmowy na grupach. Powidomienia troszkę mnie zdziwiły. Pomiędzy zaproszeniami od gier i publikacjami postów na grupach były komantarze i posty, na których byłam oznaczona. Ostani był Julki. Dodała post ze zdjęciem, kiedy Bartek oddawał mi telefon, a ja go całowałam! Zdenerwowałam się, bo wiedziała, że nie lubię jak coś publikuje bez mojej zgody! Komentarze nie mniej mnie zdziwiły... Były w nich gratulacje, rozmowa o tym, że wreszcie udało mi się kogoś znaleźć i tym podobne. Nawet znalazł się tam tekst: Zakochańce <3. Nadal byłam trochę zła na Julkę, ale już mniej. Byłam trochę w szoku, bo nie było żadnego negatywnego komentarza. Ucieszyło mnie to.

Następnego dnia:

Wstałam wcześnie. Była 7:46. Z ekipą umówiliśmy się na 12, więc miałam jeszcze dużo czasu. Wzięłam długą kąpiel z  bąbelkami i nie wiedziałam co na siebie włożyć. Mam szafę pełną ciuchów... Problem każdej kobiety! Wreszcie po chyba 15 minutach szukania odpowiedniego stroju, wybrałam zwiewną, różową sukienkę, która sięgała mi prawie do kolan i podobnego koloru japonki. Mam sporo sukienek, ale ta była moją ulubioną. Z włosów zrobiłam luźnego warkocza. Lubię takie fryzury. Mogłabym zostawić je rozpuszczone, ale byłoby mi za gorąco i zaraz porobiłyby mi się supełki... Zawsze tak mamjak idę na plażę. Mam takie długie włosy od kąd tylko pamiętam. Kiedyś chciałam je obciąć do ramion, ale w ostatniej chwili uznałam, że to będzie dziwnie wyglądało... No cóż... Kobieta zmienną jest!
 Zanim się obejrzałam była już 10, czyli czas na śniadanie. Rodzice nadal mieli urlop, więc na śniadanie były naleśniki. Gdybym była sama w domu, zadowoliłabym się kanapkami, bo nie chciałoby mi się ich robić. Jestem leniem w tych sprawach. Nigdy mi się nie chce gotować.
 Po posiłku zaczęłam zbierać rzeczy, który będą mi potrzebne na plaży. Były nimi: ręcznik, koc plażowy, woda do picia, miska dla Lusi (Tak, ona też z nami idzie), pieniądze, telefon i jeszcze kilka innych niezbędnych rzeczy. Chłopcy mieli wziąć parawany, a Julka swój namiot, który nie jest zbyt duży. Ja miałam wziąć parasol przeciwsłoneczny. Zbierałam się na tyle długo, że zdążył przyjść po mnie Bartek.
-Julka i Kacper mają zająć miejsce przy samym morzu-zapewniał chłopak, kiedy szliśmy powolnym krokiem w kierunku naszego celu. Zwykle ja też zajmowałam miejsce przy samym morzu. Tam było najlepiej...
 Kiedy dotarliśmy na miejsce rozglądaliśmy się za naszymi przyjaciółmi. Wreszcie dostrzegłam jak Julka macha do nas. Podeszliśmy do nich, przywitaliśmy się i zaczęliśmy rozkładać wszystko. Wyglądało na to, że tak samo jak my dopiero przyszli, ponieważ Kacper mocował się z ,,drutami" od namiotu, a Jula starała się wbijać parawan w piasek. Po upływie jakichś 15 minut udało nam się skończyć przygotowywanie ,,siedziby". Nie pozostało nam nic innego, jak zabawa w wodzie, która była bardzo blisko. Starałam się oswoiś Lusię z nowym otoczeniem. Udało mi sie to szybciej niż mogłabym się spodziewać. Bartek również wziął swojego psa-Kampiego. Biegaliśmy w wodzie i oblewaliśmy się nią jak małe dzieci. Julka z racji, że chce zostać fotografem miała ze sobą aparat i robiła nam zdjęcia oraz filmy. Bawiliśmy się świetnie! Kiedy już się zmęczyliśmy, porozkładaliśmy się na moim kocu, a zwierzęta poszły naszym śladem.
-Mielibyście coś przeciwko gdyby dołaczyła się do nas Liwia?-uśmiechnęła się Julka, odrywając swój wzrok od telefonu.
-Liwia?! Ona nie jest w Warszawie?!-zdziwiłam się. Liwia to nasza pyjaciółka z podstawówki. Przeprowadziła się w trzeciej klasie do Warszawy.
-Em... przyjechała na dwa tygodnie!
-Czemu ja o niczym nie wiem?! Niech przychodzi!-prawie krzyczałam, a chłopaki śmiali się po cichu z naszego entuzjazmu.
 Kiedy szukałam telefonu w torbie ktoś zasłonił mi oczy.
-Zgadnij kto to!-usłyszałam głos, który był mi bardzo znajomy.
-Liwia?
-Tak!-dziwczyna zabrała dłonie w mojej twarzy i uściskała mnie. Tak dawno jej nie widziałam. Przywitała się z każdym po kolei. Bartka widziała po raz piewszy i widać było po jej minie, że się zdziwiła kiedy pocałował mnie w policzek.
-Liwia! Co ci się w rękę stało?!-zapytałam, bo dopiero wtedy zauważyłam gips na jej ręce.
-A... wywaliłam się... niedługo mi go zdejmą, ale narazie nie mogę pływać...-dziewczyna opowiedziała nam jak to się stało. Jej kolega nie chcący ją popchnął, przewróciła się i nieszczęśliwie złamała rękę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz