-Yyy... co my tu mamy robić?- byłam niezmiernie ciekawa co on kombinuje.
-Śpiewać!-na twarzy chłopaka pojawił się chytry uśmiech, a ja się przeraziłam. Przecież ja się boję publicznych występów! Co on sobie myśli?! Że ja sobie po prostu coś zaśpiewam?!
-Co?! Nie mam mowy!-krawie krzyczałam. Zdenerwował mnie. Od razu posmutniałam. Czemu ja się tego wcześniej nie domyśliłam? Czemu ja z nim w ogóle poszłam?! Bartek spoważniał. Podszedł bliżej i przytulił mnie. Trochę mi ulżyło...
-Kotku... wiem, że się boisz, ale nie możesz się wiecznie ukrywać... Jak będą się śmiać to tego popamiętają! Obiecuję- wyszeptał mi prosto do ucha, po czym pocałował mnie. To czyba miało być dla dodania otuchy, ale nie byłam pewna... Chłopak usiadł na brzegu fontanny i się do mnie uśmiechnął.
-Noo...-zawachałam się-To co śpiewać?
-Hmm... ,,Przyjdzie taki dzień". I zdjemij ten kapelusz!- zaśmiał się. Wyknałam jego polecenie i położyłam nakrycie mojej głowy na ziemi. Zrobiłam to dosyć powoli. Potem usiadłam obok niego. Bartek zaczął grać. Wzięłam głęboki oddech i zaczęłam śpiewać. Na początku dosyć cicho, ale chłopak szturchnął mnie parę razy i mój głos stał się nieco głośniejszy, przy czym pewniejszy. Kilka osób przypatrywało się nam z daleka. Potem podchodzili bliżej i było ich coraz więcej. Kilka osób wrzuciło coś do kapelusza, który cały czas leżał na swoim miejscu. Odważyłam się wstać i spacerować. Mój głos z każdą chwilą był coraz pewniejszy. Tłum, który zebrał sie wokój nie przeszkadzał mi. Wręcz dawał mi satysfakcję z tego, że aż tyle osób chce nas słuchać. Bartek przygrywał mi jeszcze kilka piosenek. Wreszcie stwierdził, że na dziś widowni wystarczy i nadszedł czas na ,,finał". Był nim oczywiście nasz pocałunek. Cała widownia zaczęła klaskać. Czułam się wtedy niesamowicie. Nie potrafię określić tego uczucia... byłam po prostu szczęśliwa.
-Mówiłem, że będzie dobrze!-powiedział Bartek i podszedł do kapelusza. Pokazał mi go, a ja zobaczyłam, że 1/3 jest wypełniona pieniędzmi.
-Co chcesz z nimi zrobić?-zapytał chłopak.
-Mam pewien pomysł-uśmiechnęłam się szyderczo, chociaż sytuacja tego nie wymagała... wiem jestem dziwna.
-Może kupimy za nie jedzenie i rzeczy do schroniska?
-Wiesz co?-Odpowiedział mi pytaniem na pytanie.
-Hmm...?-mruknęłam. Chłopak spojrzał do wnętrza kapelusza i powiedział:
-To świetny pomysł!
-No to...
-Hej! Widzę, że papużkom zachciało się pośpiewać- przerwał mi znajomy głos. Odwróciłam się i zobaczyłam nikogo innego, jak Julkę! Dziewczyna przytuliła mnie na powitanie.
-Hej! No wiesz... Bartek to wymyślił i zaciągnął mnie tu na oślep-powiedziałam to i parsknęłam śmiechem, a moi towarzysze zrobili to samo. Sama nie wiem co mnie tak rozśmieszyło... Rozmawialiśmy jeszcze chwilę i zaproponowałam, abyśmy przenieśli się do kawiarni. Przedyskutowaliśmy tam naprawdę dużo spraw. Zauważyłam, że Bartek i Julka nieźle się dogadywali. Moja przyjaciółka robiła zdjęcia, wbrew woli mojej i mojego chłopaka. Chciała je wstawić na facebooka, ale zabrałam jej telefon i usunęłam zdjęcia.
-A tak wogóle dlaczego nie macie związku na facebooku?-zapytała Julka, a ja z Bartkiem popatrzyliśmy po sobie i parsknęlismy śmiechem. Śmialiśmy się jak idioci, a moja przyjaciółka nawet nie wiedziała o co nam chodzi.
-Ej! Spokój! Czemu się tak śmiejecie? Czy ja o czymś nie wiem?
-Bo...bo...my... nawet nie mamy siebie z znajomych- wydukałam, próbując trochę się uspokoić. Tak się śmiałam, że aż się popłakałam.
-Weźcie nawet nie żartujcie!
-No co?! Nawet nie miałam czasu... ja nie pamiętam kiedy ostatnio byłam na fb...-powiedziałam ocierając łzy.
-No to na co czekasz?!
-Emm... nie mam telefonu...
-Czekaj...-powiedział Bartek, a ja się zdziwiłam. O co mu znowu chodzi? Wtedy sięgnął do kieszeni swoich spodni i podał mi biały przedmiot, którym był mój telefon!
-Ty złodzieju!-mruknęłam i go pocałowałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz