piątek, 8 maja 2015

Rozdział 10

 Obudziło mnie łaskotanie. Rozejrzałam się. Ku mojemu zdziwieniu to Lusia mnie łaskotała. Dopiero kiedy trochę się rozbudziłam zdałam sobie sprawę, że leżę na podłodze. Czułam się co najmniej dziwnie, ponieważ nigdy nie spadałam z łóżka. Głównym powodem było to, że jest ono bardzo duże. Mogłyby w nim spać trzy osoby.
-Luśka! Psinko kochana! Co... martwisz się o mnie...?-szepnęłam do małej i wzięłam ją na ręce. Zaczęła mnie lizać po twarzy, a ja się śmiałam. To nie tyle łaskotało, jak mnie po prostu śmieszyło. Kiedy wreszcie udało mi się ją uspokoić podniosłam się. Dziwiłam się, że mnie nic nie boli. Przecież spadłam z łóżka, a ono nie było jakieś super niskie... Jak na nim siedzę nie dosięgam stopami do podłoża. Głównie dlatego, że jestem strasznie niska. Często z tego powodu byłam w szkole ośmieszana, ale kiedy przebywałam obok Bartka cieszyłam się z tego. Moim zdaniem to jest urocze, kiedy dziewczyna jest znacznie niższa od swojego chłopaka. 
 Wzięłam długą i gorącą kąpiel. Zwykle biorę prysznic, ale dzisiaj miałam ochotę na kąpiel. Z racji, że było jeszcze wcześnie siedziałam tam dosyć długo. Kiedy moje palce zrobiły się pomarszczone, postanowiłam już wychodzić z wanny. Ubrałam się w sukienkę, którą kupiłam jakiś czas temu z Julką. Założyłam do niej różowe trampki, przy których była kokardka. Kiedy już byłam ubrana zeszłam na dół i strasznie się zdziwiłam! W kuchni była moja mama! Przecież rodzice pracują co drugi dzień... i wtedy powinni być w pracy...
-O! Mamo, co ty tu robisz? Nie jesteś w pracy?
-Asia, już nie śpisz?-mama najwyraźniej także zdziwiła się na mój widok- zapomniałaś, że za 3 dni jedziemy w góry? Mam wolne dwa tygodnie...
-A no tak!-roześmiałam się. Jak mogłam zopomnieć o co rocznym, tygodniowym pobycie w górach?! To przecież nasza tradycja. Nadal się temu dziwię, że zapomniałam, ale no cóż... może to przez Bartka...?
-Chcesz naleśniki, czy tosty?-zapytałam mama po dłuższej chwili ciszy.
-Naleśniki, poproszę-uśmiechnęłam się. W czasie kiedy trwało przygotowywanie śniadania  ja nasypałam do miski Lusi karmę. Wołałam małą, ale nie przychodziła. Poszłam po nią na górę. Cały czas ją wołałam. To było trochę dziwne, ponieważ zawsze przychodziła. Weszłam do mojego pokoju i szukałam jej pod łóżkiem, pod biurkiem, za komodą... nigdzi jej nie było. Wreszcie zabrałam się za przeszukiwanie szafy. Otworzyłam ją i mnie zatkało. Lusia leżała na półce, która była na wysokości mojej głowy. Jak ona się tam dostała?!
-Luśka! Jak ty tu wlazłaś?!-krzknęłam i roześmiałam się, ponieważ przechyliła głowę. To wyglądało po prostu komicznie. Po dłuższym namyśle doszłam do wniosku, że Lusia wspinała się kolejno po półkach. Schodząc z małą na rękach po schodach prawie krzyczałam:
-Mamo! Lusia wfrunęła na moją półkę w szafie!-roześmiałamię i Lusia zeskoczyła na ziemię z moich rąk. Mama zrobiła dziwną minę na temat tej informacji i także się roześmiała.
-Nie wiem o co ci chodzi, ale siadaj i jedz-zarządziła moja mama.
 Kiedy już zjadłam śniadanie poszłam na górę. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Położyłam się na łóżku i zaczęłam myśleć. Co by tu zrobić... wiem! Gitara! Kiedy o tym pomyślałam zerwałam się z łóżka i podbiegłam do komody. Obok niej na stojaku stała moja gitara. Była jasna, a na niej były ciemne nutki i napis: Asia <3. Bardzo ją lubiła. Dostałam ją na 15 urodziny od rodziców. Oni wiedzieli o jakiej marzyłam... i właśnie taką wybrali! Usiadłam na brzegu łóżka i zaczęłam grać. Grałam i śpiewałam co tylko przyszło mi do głowy. Trochę się zdziwiłam, że nie wymagała nastrojenia, ale już miałam kilka takich sytuacji. W pewnej chwili poczułam jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu...

------------------------------------------------------------------------------------------

Hej Misie! ;*
Przepraszam, że dopiero dziś rozdział, ale miałam dużo nauki i... sami rozumiecie... mam swoje życie i obowiązki. W każdym razie chciałabym dodawać posty regularnie, więc napiszcie mi w jakie 2 lub 3 dni tygodnia chcielibyście rozdziały :) ja proponuję: wtorki, piątki i soboty :D  piszcie w komentarzach! ;p

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz