W tym pudełku była sukienka przez, którą o mało nie zostałam zrzucona ze schodów. Była cała podarta i po prawej stronie było widać plamy po krwi.
-Aśka! Po co ty ją jeszcze trzymasz?!-zdenerwowała się Julka. Szczerze mówiąc sama nie widziałam dlaczego jej nie spaliłam ani je wyrzuciłam... Milczałam, a moi przyjaciele się we mnie wpatrywali. Poleciała kolejna łza... wzięłam tą sukienkę i poszłam do kuchni. Miałam mnóstwo myśli w głowie... Kiedy byłam już na dole wzięłam zapalniczkę i wyszłam do ogrodu.
-Aśka! Co ty chcesz zrobić?!-pytali zdziwieni Bartek i Julka. Nie odzywałam się. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co... To było dziwne... Stałam na środku ogródka i myślałam czy ją spalić, czy nie. Myśli w mojej głowie się kłębiły. Powracały okropne wspomnienia, te żarty dziewczyn ze szkoły, ten wstyd przed całą szkoła, te wszystkie kpiny! Miałam tego już dosyć i przycisnęłam przycisk, który znajdował się na zapalniczce, zamknęłam oczy... ale nie miałam odwagi zbliżyć ognia do zmasakrowanej sukienki... te uczucia, które mi wtedy towarzyszyły były okropne. W pewnej chwili mój palec zsunął się z przycisku, który wzniecał ogień...
-Chcesz ją spalić?-zapytał wreszcie Bartek po długiej chwili milczenia. Przytaknęłam głową. Byłam cała roztrzęsiona. Sama już nie widziałam czego chcę... łzy zaczęły lecieć z moich oczu strumieniami. Chciałam je zatamować, ale nie mogłam. Nigdy jeszcze nie czułam czegoś takiego... w końcu po upływie jakichś piętnastu minut wahania płomień zapalniczki znowu zabłysł i zbliżył się bardzo blisko ubrania. Moi przyjaciele patrzyli na mnie z niepokojem i chyba wyczekiwali wielkiego momentu, który przedłużał się z każdą chwilą. Aż wreszcie przysunęłam zapalniczkę na tyle blisko, aby materiał zaczął się palić. Poczułam niewiarygodną ulgę.
-Puść ją, bo się poparzysz...-szepnęła Julka i pobiegła do domu. W tym czasie kiedy jej nie było Bartek zbliżył się do mnie i złapał mnie za rękę. Nie wiedziałam nawet kiedy to się stało, ale przybliżyłam się jeszcze bliżej chłopaka i przytuliłam go, a on mnie... Julka wróciła chybko. Niosła w ręku butelkę wody. Najwyraźniej nie chciała, aby coś więcej spłonęło. Moja przyjaciółka przybliżyła się do mnie i położyła rękę na moich plecach. Patrzyliśmy się tak na ogień, aż nie spaliło się wszystko... dokładnie wszystko... cały żal, cały ból i rozpacz... wreszcie zastała radość! Czułam to! Kiedy widowisko się skończyło, Julka polała resztki mojego rozgoryczenia wodą, która sprawiła, że nic już nie pozostało... Wtedy zagościł uśmiech na mojej twarzy... uśmiech, który był zupełnie szczery...
Obudziłam się o wschodzie słońca... ale ten poranek był inny niż zwykle... był przepełniony radością! Wykonałam codzienne czynności, ale nadal wszyscy w domu jeszcze spali, więc postanowiłam wykąpać Lusię. To była jej pierwsza kąpiel odkąd znalazła się w moim domu. Byłam mile zaskoczona, ponieważ myślałam, że psiak będzie się wyrywał, a było zupełnie na odwrót... Lusia najwyraźniej kochała kąpiele! Bawiłam się z nią w wannie zabawką, która piszczała i byłam niezmiernie zdziwiona, że nikogo nie obudziłyśmy.
Mama zawołała mnie na śniadanie. Zeszłam na dół w podskokach.
-Asiu, widzę, że masz świetny humor-uśmiechnęła się mama-przyszedł wczoraj Bartek?
-Tak, przecież pytałam się ciebie czy mogę go zaprosić... przyszła jeszcze Julka.
-Chyba się dobrze bawiliście-zaśmiał się tata.
Zjadłam śniadanie i nadzwyczaj dużo rozmawiałam podczas niego z rodzicami. Później poszłam do ogrodu i bawiłam się z Lusią. Nauczyłam jej komendy ,,aport''. Byłam z niej bardzo dumna, że udało jej się ją tak szybko opanować. Kiedy leżałam z psiakiem wykończona na trawie usłyszałam głos mamy:
-Asiu, twój kolega przyszedł!-podniosłam głowę z ziemi i zobaczyłam chłopaka, który idzie w moją stronę. Uśmiechał się do mnie, a ja odwzajemniałam ten gest. Kiedy był już dosyć blisko usiadłam nie przestając się uśmiechać.
-Siemka! Widzę, że po wczoraj masz wyśmienity nastrój!-zaśmiał się Bartek.
-Hej! No wiesz... odżyłam!- byłam z siebie zadowolona. Wreszcie udało mi się pozbyć złych wspomnień! Chłopak usiadł koło mnie. Dopiero w tamtej chwili zauważyłam, że miał ze sobą deskorolkę.
-Jeździsz na desce?
-Tak, a ty na czymś jeździsz?-nie była zdziwiona jego pytaniem, ponieważ właśnie sobie pomyślała, że może Bartek chce mnie zaprosić na przejażdżkę do skateparku.
-Na rolkach-uśmiechnęłam się.
-A może masz ochotę się gdzieś przejechać?-jestem jasnowidzem!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej Miśki! ;*
Informuję, że od tego wpisu nie daję tytułów rozdziałom tylko piszę jego numerek, ponieważ zmienił się trochę wygląd bloga i te tytuły są tak, że każda literka jest w oddzielnej linijce xD ;P
Mam nadzieję, że ten rozdział Wam się spodobał, ponieważ ten początek pisałam tak... sama nawet nie umiem tego określić, ale uważam, że ten początek jest bardzo emocjonalny :)
Zapraszam do komentowania, pamiętajcie to pomaga mojej wenie! :D
środa, 29 kwietnia 2015
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Rozdział 6
Kim ona dla mnie była? Najlepszą przyjaciółką, czyli Julką!
-Hej! O jezu! Co ci się stało?!-przeraziła się Julka.
-Hej! Proszę, wejdź. Co ty tu w ogóle robisz?
-Nie widziałyśmy się jakiś czas i nie powiedziałaś mi wszystkiego o Bartku... ale miejsza o to! Mów jak to się stało!
-No wiesz... w par...-przerwak mi dzwonek do drzwi.
Julka zrobiła dziwną minę. Chyba się zdziwiła, że będę miała jeszcze jednego gościa. Podeszłam do drzwi i otworzyła je. Stał tam Bartek.
-Siemka!-zawołał chłopak.
-Hej.
-Hej!-Julka przywitała Bartka z dziwnym uśmieszkiem. Najwyraźniej pomyślała sobie, że już jesteśmy parą! Ona zawsze tak myśli, ale nie! Ja i Bartek byliśmy tylko przyjaciółmi i narazie nie zależało mi na czymś więcej.
-Może zapoznasz mnie z koleżnką?-zaproponował chłopak.
-Julka to Bartek, Bartek to Julka-przedstawiłam ich sobie nawzajem. Trochę się zarumieniłam, ponieważ nie przyszło mi to jakoś wcześniej do głowy.
-Jak tam... policzek i ręka?-zapytał po chwili chłopak.
-Dobrze...
-Chwila! Czy tylko ja nie wiem o co kaman?!-Julka była chyba trochę tym zirytowana, więc zaproponowałam, abyśmy poszli do mojego pokoju. Kiedy już tam dotarliśmy moja przyjaciółka dopadła Lusię, ponieważ nie wiedziała o jej istnieniu.
-Czy ja jeszcze tu o czymś nie wiem?!-zapytała prawie nie mogąc powstrzymać się od śmiechu, że przez jeden dzień tyle się u mnie wydarzyło. Wyjaśniła jej, że dostałam psiaka wczorajczego poranka od rodziców.
-A co do obrażeń Asi...-zaczął Bartek. Najwyraźniej wiedział, że to będzie dla mnie ciężka rozmowa- no to tak: zaprosiłem ją wczoraj na spacer po parku-ja to zaproponowałam, ale nie przerywałam chłopakowi. Opowiadał wszystki ze szczegółami. Sama się zdziwiłam, ponieważ nie pamiętałam niektórych rzeczy. Kiedy chłopak doszedł do mojej utraty przytomności Julka mu przerwała:
-Ej! Asia, czemu... płaczesz?- dziewczyna zauważyła łzę, która spływała mi po policzku. Nawet jej nie zauważyłam. Przetarłam ją ręką. Ta historia była dla mnie bolesna bardziej psychicznie niż fizycznie. Cały czas myślałam sobie czemu akurat ja? Dlaczego nie ktoś inny? Nie słuchałam moich przyjaciół przez jakiś czas. Po prostu się wyłączyłam na chwilę.
Wyrwały mnie z tego transu słowa chłopaka:
-Kim one w ogóle były?
-To tak zwane gwiazdki naszego byłe gimnazjum-spojrzałam na Julkę i przełknęłam ślinę-tamta, która mnie uderzyła to Aśka, a reszta to: Gabryśka, Jolka, Mońka i Elka...
-Chwila?! Aśka?! Przecież...-Bartek się zajwyraźniej trochę zgubił.
-Ona jest moją imienniczką...-znowu łza spłynęła po moim policzku.
-No więc: kiedy poszłyśmy do gimnazjum one się po prostu uwzięły na naszą Asię. Może to dlatego, że w szkole były tylko dwie Asie... no, ale tamta Aśka po prostu dostawała szału kiedy ktoś miał coś takiego samego jak ona. A jak się dowiedziała, że w szkole jest druga dziewczyna o takim samym imieniu jak ma ona znienawidziła Asię na dzieńdobry. Podobno pierwszego dnia szkoły usłyszała, że nasza Asia jest sto razy ładniejsza od niej i zagotowało się w niej. Wymyśliła, wiec sobie, że będzie ją obgadywać i puszczać jakieś obleśne plotki na temat Asi. No i wszyscy się niestety od nasze biednej Asi odwrócili. Ale to jeszcze nic! Kiedy Asia założyła nową sukienkę i tego samego dnia identyczną założyła Aśka, po prostu już nie wytrzymała. Ze swoim gangiem prostytutek prawie zrzuciła Asię ze schodów! Uwierzysz?! -Julka skończyła całą historię za mnie. Byłam jej za to ogromnie wdzięczna. W pewnej chwili podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej blaszane pudełko, które było zamknięte na kłudkę. Wyciągnęłam z kuferka z biżuterią kluczyk i otworzyłam pudełko...
------------------------------------------------------------------------------------------
Jak myślicie co w nim było? :p ciekawe czy komuś uda się odgadnąć xD :D
-Hej! O jezu! Co ci się stało?!-przeraziła się Julka.
-Hej! Proszę, wejdź. Co ty tu w ogóle robisz?
-Nie widziałyśmy się jakiś czas i nie powiedziałaś mi wszystkiego o Bartku... ale miejsza o to! Mów jak to się stało!
-No wiesz... w par...-przerwak mi dzwonek do drzwi.
Julka zrobiła dziwną minę. Chyba się zdziwiła, że będę miała jeszcze jednego gościa. Podeszłam do drzwi i otworzyła je. Stał tam Bartek.
-Siemka!-zawołał chłopak.
-Hej.
-Hej!-Julka przywitała Bartka z dziwnym uśmieszkiem. Najwyraźniej pomyślała sobie, że już jesteśmy parą! Ona zawsze tak myśli, ale nie! Ja i Bartek byliśmy tylko przyjaciółmi i narazie nie zależało mi na czymś więcej.
-Może zapoznasz mnie z koleżnką?-zaproponował chłopak.
-Julka to Bartek, Bartek to Julka-przedstawiłam ich sobie nawzajem. Trochę się zarumieniłam, ponieważ nie przyszło mi to jakoś wcześniej do głowy.
-Jak tam... policzek i ręka?-zapytał po chwili chłopak.
-Dobrze...
-Chwila! Czy tylko ja nie wiem o co kaman?!-Julka była chyba trochę tym zirytowana, więc zaproponowałam, abyśmy poszli do mojego pokoju. Kiedy już tam dotarliśmy moja przyjaciółka dopadła Lusię, ponieważ nie wiedziała o jej istnieniu.
-Czy ja jeszcze tu o czymś nie wiem?!-zapytała prawie nie mogąc powstrzymać się od śmiechu, że przez jeden dzień tyle się u mnie wydarzyło. Wyjaśniła jej, że dostałam psiaka wczorajczego poranka od rodziców.
-A co do obrażeń Asi...-zaczął Bartek. Najwyraźniej wiedział, że to będzie dla mnie ciężka rozmowa- no to tak: zaprosiłem ją wczoraj na spacer po parku-ja to zaproponowałam, ale nie przerywałam chłopakowi. Opowiadał wszystki ze szczegółami. Sama się zdziwiłam, ponieważ nie pamiętałam niektórych rzeczy. Kiedy chłopak doszedł do mojej utraty przytomności Julka mu przerwała:
-Ej! Asia, czemu... płaczesz?- dziewczyna zauważyła łzę, która spływała mi po policzku. Nawet jej nie zauważyłam. Przetarłam ją ręką. Ta historia była dla mnie bolesna bardziej psychicznie niż fizycznie. Cały czas myślałam sobie czemu akurat ja? Dlaczego nie ktoś inny? Nie słuchałam moich przyjaciół przez jakiś czas. Po prostu się wyłączyłam na chwilę.
Wyrwały mnie z tego transu słowa chłopaka:
-Kim one w ogóle były?
-To tak zwane gwiazdki naszego byłe gimnazjum-spojrzałam na Julkę i przełknęłam ślinę-tamta, która mnie uderzyła to Aśka, a reszta to: Gabryśka, Jolka, Mońka i Elka...
-Chwila?! Aśka?! Przecież...-Bartek się zajwyraźniej trochę zgubił.
-Ona jest moją imienniczką...-znowu łza spłynęła po moim policzku.
-No więc: kiedy poszłyśmy do gimnazjum one się po prostu uwzięły na naszą Asię. Może to dlatego, że w szkole były tylko dwie Asie... no, ale tamta Aśka po prostu dostawała szału kiedy ktoś miał coś takiego samego jak ona. A jak się dowiedziała, że w szkole jest druga dziewczyna o takim samym imieniu jak ma ona znienawidziła Asię na dzieńdobry. Podobno pierwszego dnia szkoły usłyszała, że nasza Asia jest sto razy ładniejsza od niej i zagotowało się w niej. Wymyśliła, wiec sobie, że będzie ją obgadywać i puszczać jakieś obleśne plotki na temat Asi. No i wszyscy się niestety od nasze biednej Asi odwrócili. Ale to jeszcze nic! Kiedy Asia założyła nową sukienkę i tego samego dnia identyczną założyła Aśka, po prostu już nie wytrzymała. Ze swoim gangiem prostytutek prawie zrzuciła Asię ze schodów! Uwierzysz?! -Julka skończyła całą historię za mnie. Byłam jej za to ogromnie wdzięczna. W pewnej chwili podeszłam do szafy i wyciągnęłam z niej blaszane pudełko, które było zamknięte na kłudkę. Wyciągnęłam z kuferka z biżuterią kluczyk i otworzyłam pudełko...
------------------------------------------------------------------------------------------
Jak myślicie co w nim było? :p ciekawe czy komuś uda się odgadnąć xD :D
niedziela, 26 kwietnia 2015
2. Info
http://ask.fm/Wercia2300
Założyłam sobie Aska, więc możecie pytać mnie o co tylko chcecie :D ;) :)
Założyłam sobie Aska, więc możecie pytać mnie o co tylko chcecie :D ;) :)
Rozdział 5
Westchnęłam, ponieważ wiedziałam, że to nie będzie przyjemna rozmowa...
-Znam je ze szkoły... chodziłyśmy do jednej...
W tamtej chwili do sali wpadli moi rodzice. Najwyraźniej trochę się zdziwili na widok Bartka trzymającego mnie za rękę. Chłopak, gdy ich zobaczył wbrew moim pozorom nie puścił mojej dłoni. Wręcz przeciwnie...
-Córeczko-westchnęła mama- boli cię coś?
-Nie...
Wtedy dopiero zauważyłam, że prawą rękę mam zabandażowaną. Najwyraźniej podczas upadku musiałam się skaleczyć.
Po chwili wyjaśnień jak do tego doszło, lekarz przyszedł i powiedział, że ze mną jest już wszystko dobrze, że mogę iść do domu.
Na miejscu rodzice weszli do domu. Najwyraźniej otrzynałam pozwolenie na swobodne pożegnanie się z chłopakiem.
-To może jutro mi opowiesz o co chodziło z tymi wariatkami?- zaproponował Bartek.
-Ok...- westchnęłam.
Chłopak nachylił się nademną pocałował mnie w czoło i szepnął:
-Przepraszam...
Zarumieniłam się, a on sobie poszedł. Odwrócił się jeszcze do mnie i pomachał mi ręką. Także mu pomachałam. Kiedy tak szedł tyłem i obrócił się prawie walnął twarzą w słup. Parsknęłam śmiechem...
Kiedy weszłam do domu rodzice popatrzyli na mnie z czułością i mama po raz kolejny zapytała się mnie czy na pewni mnie nic nie boli.
-Boli mnie tylko jak tak mówisz?
Mama uśmiechnęła się, a tata parsknął śmiechem. Po chwili już byłam w moim pokoju. Podeszłam do lustra i przyglądałam się mojemu policzkowi. Był dosyć spuchnięty i wydawało mi się, że trochę siny. Po jakimś czasie rozejrzałam się po moim pokoju. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie miałam ochoty czytać książek, ani słuchać muzyki. Usiadłam na łóżku o myślałam co mogę porobić. W pewnej chwili usłyszałam jak drzwi do mojego pokoju się otwierają. Wpojrzałam w ich stronę i zobaczyłam Lusię! Bardzo się ucieszyłam.
-Lusia! Przez to wszystko kompletnie o tobie zapomiałam!-podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce-widzisz co sobie zrobiłam? Ehh...
Bawiłam się z małą do kolacji. Po niej od razu położyłam się spać. Byłam wykończona.
Obudziłam się około 12. Byłam cała obolała. Wzięłam zimny prysznic, aby się trochę rozbudzić. Ubrałam się i zeszłam na dół.
-O, mamo, co ty jeszcze tu robisz?
-Chciałam poczekać aż się obudzisz. Zrobię ci naleśniki...
Byłam trochę zdziwiona.
-Nie trzeba... zrobię sobie kanapki...
Ale jak to moja mama musiała postawić na swoim, więc zrobiła mi naleśniki.
-Dziękuję-powiedziałam i pocałowałam ją w policzek.
Mama tylko się do mnie uśmiechnęła i poszła do łazienki. Zaraz po tym dostałam sms`a od Bartka: Siemka! Jak tam po wczoraj? :/. Odpowiedziałam: Hej... wszystko jest ok... tylko nie wiem czy zniosę cały dzień siedzenia w domu sama :( :/. Położyłam telefon na stole i ugryzłam naleśnika, z którego wypływał dżem. Nie zdążyłam go przełknąć i przyszedł do mnie kolejny sms od Bartka: A może ja dotrzymam ci towarzystwa? Ucieszyłam się i zapytałam mamy:
-Mamo! Czy Bartek może do mnie przyjść?
-Bartek to ten chłopak, który był z tobą wczoraj?-upeniała się mama.
-Tak.
-No to w takim razie... możesz.
Ucieszyłam sie ze zgody i napisałam do mojego przyjaciela: Hmm... czy ty chcesz mnie odwiedzić? Po chwili odpowiedział: Takk :D :p A ja mu odpisałam: Ok, za ile u mnie będziesz?
Odłorzyłam telefon i wzięłam kolejnego gryza naleśnika.
-Ok, no to ja idę do pracy, pa!-powiedziałam mama, wychodząc znienacka z łazienki.
-Pa.
Ku mojemu zdziwieniu nie otrzymałam sms`a od Bartka. Skończyłam naleśniki i pozmywałam naczynia. Tuż po tym jak skończyłam usłyszałam dzwonek do drzwi. Domyśliłam się, że to Bartek, więc nawet nie patrzyłam przez wizjer i otworzyłam drzwi.
Nie stał przed nimi wysoki blądyn, tylko mojego wzrostu zielonooka brunetka!
------------------------------------------------------------------------------------------
Hej Kochani! ;*
Dziękuję Wam za 200 wyświetleń na blogu! Wiem, że inni mają po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset wyświetleń, ale ja i tak się jaram moją dwusetką! :D xD wiem, jestem dziwna... xD
Mam nadzieję, że podobają Wam się losy Asi! :) Muszę się Wam przyznać, że mam dużo planów co do niej i Bartka... ale tego dowiecie się w swoim czasie! :D xD
PS: komentujcie! To pomaga mojej wenie!!! xD
-Znam je ze szkoły... chodziłyśmy do jednej...
W tamtej chwili do sali wpadli moi rodzice. Najwyraźniej trochę się zdziwili na widok Bartka trzymającego mnie za rękę. Chłopak, gdy ich zobaczył wbrew moim pozorom nie puścił mojej dłoni. Wręcz przeciwnie...
-Córeczko-westchnęła mama- boli cię coś?
-Nie...
Wtedy dopiero zauważyłam, że prawą rękę mam zabandażowaną. Najwyraźniej podczas upadku musiałam się skaleczyć.
Po chwili wyjaśnień jak do tego doszło, lekarz przyszedł i powiedział, że ze mną jest już wszystko dobrze, że mogę iść do domu.
Na miejscu rodzice weszli do domu. Najwyraźniej otrzynałam pozwolenie na swobodne pożegnanie się z chłopakiem.
-To może jutro mi opowiesz o co chodziło z tymi wariatkami?- zaproponował Bartek.
-Ok...- westchnęłam.
Chłopak nachylił się nademną pocałował mnie w czoło i szepnął:
-Przepraszam...
Zarumieniłam się, a on sobie poszedł. Odwrócił się jeszcze do mnie i pomachał mi ręką. Także mu pomachałam. Kiedy tak szedł tyłem i obrócił się prawie walnął twarzą w słup. Parsknęłam śmiechem...
Kiedy weszłam do domu rodzice popatrzyli na mnie z czułością i mama po raz kolejny zapytała się mnie czy na pewni mnie nic nie boli.
-Boli mnie tylko jak tak mówisz?
Mama uśmiechnęła się, a tata parsknął śmiechem. Po chwili już byłam w moim pokoju. Podeszłam do lustra i przyglądałam się mojemu policzkowi. Był dosyć spuchnięty i wydawało mi się, że trochę siny. Po jakimś czasie rozejrzałam się po moim pokoju. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Nie miałam ochoty czytać książek, ani słuchać muzyki. Usiadłam na łóżku o myślałam co mogę porobić. W pewnej chwili usłyszałam jak drzwi do mojego pokoju się otwierają. Wpojrzałam w ich stronę i zobaczyłam Lusię! Bardzo się ucieszyłam.
-Lusia! Przez to wszystko kompletnie o tobie zapomiałam!-podeszłam do niej i wzięłam ją na ręce-widzisz co sobie zrobiłam? Ehh...
Bawiłam się z małą do kolacji. Po niej od razu położyłam się spać. Byłam wykończona.
Obudziłam się około 12. Byłam cała obolała. Wzięłam zimny prysznic, aby się trochę rozbudzić. Ubrałam się i zeszłam na dół.
-O, mamo, co ty jeszcze tu robisz?
-Chciałam poczekać aż się obudzisz. Zrobię ci naleśniki...
Byłam trochę zdziwiona.
-Nie trzeba... zrobię sobie kanapki...
Ale jak to moja mama musiała postawić na swoim, więc zrobiła mi naleśniki.
-Dziękuję-powiedziałam i pocałowałam ją w policzek.
Mama tylko się do mnie uśmiechnęła i poszła do łazienki. Zaraz po tym dostałam sms`a od Bartka: Siemka! Jak tam po wczoraj? :/. Odpowiedziałam: Hej... wszystko jest ok... tylko nie wiem czy zniosę cały dzień siedzenia w domu sama :( :/. Położyłam telefon na stole i ugryzłam naleśnika, z którego wypływał dżem. Nie zdążyłam go przełknąć i przyszedł do mnie kolejny sms od Bartka: A może ja dotrzymam ci towarzystwa? Ucieszyłam się i zapytałam mamy:
-Mamo! Czy Bartek może do mnie przyjść?
-Bartek to ten chłopak, który był z tobą wczoraj?-upeniała się mama.
-Tak.
-No to w takim razie... możesz.
Ucieszyłam sie ze zgody i napisałam do mojego przyjaciela: Hmm... czy ty chcesz mnie odwiedzić? Po chwili odpowiedział: Takk :D :p A ja mu odpisałam: Ok, za ile u mnie będziesz?
Odłorzyłam telefon i wzięłam kolejnego gryza naleśnika.
-Ok, no to ja idę do pracy, pa!-powiedziałam mama, wychodząc znienacka z łazienki.
-Pa.
Ku mojemu zdziwieniu nie otrzymałam sms`a od Bartka. Skończyłam naleśniki i pozmywałam naczynia. Tuż po tym jak skończyłam usłyszałam dzwonek do drzwi. Domyśliłam się, że to Bartek, więc nawet nie patrzyłam przez wizjer i otworzyłam drzwi.
Nie stał przed nimi wysoki blądyn, tylko mojego wzrostu zielonooka brunetka!
------------------------------------------------------------------------------------------
Hej Kochani! ;*
Dziękuję Wam za 200 wyświetleń na blogu! Wiem, że inni mają po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset wyświetleń, ale ja i tak się jaram moją dwusetką! :D xD wiem, jestem dziwna... xD
Mam nadzieję, że podobają Wam się losy Asi! :) Muszę się Wam przyznać, że mam dużo planów co do niej i Bartka... ale tego dowiecie się w swoim czasie! :D xD
PS: komentujcie! To pomaga mojej wenie!!! xD
czwartek, 23 kwietnia 2015
Rozdział 4.
Nie znałam tego numeru, więc pomyślałam, że to może dzwonić Bartek.
-Siemka! Pamiętasz mnie jeszcze? Wczoraj się spotkaliśmy.
-Hej! Bartek?-zapytałam choć i tak wiedziałam, że to on.
-Tak. Miałabyś ochotę gdzieś się przejść?
-Jasne... może pójdziemy do parku?-zaproponowałam.
-Ok, będę za 15 minut u ciebie.
Zaproponowałam park, ponieważ chciałam wziąść ze sobą Lusię, a on jest na przeciwko mojego domu. Tak, mieszkam w centrum miasta i mam do wszystkiego dosyć blisko.
Nie upłynęło nawet umówione 15 minut, a Bartek dzwonił już do drzwi. Przypięłam, więc szybko smycz Lusi i pobiegłam z nią na rękach na dół.
-Wychodzę, pa-poinformowałam rodziców.
-Dobrze, tylko wróć na kolację, pa-krzyknęła mama z kuchni.
Spojrzałam przez wizjer, aby się upewnić, że to Bartek i otworzyłam mu drzwi.
-Cześć-przywitał się ze mną.
-Hej.
-Twój pies?
-Tak, dostałam ją dzisiaj od rodziców-wyjaśniłam zamykając furtkę.
-Jak się wabi?-dociekał Bartek.
-Lusia.
-Ładne imię-zamyślił się- czy to Jack Russell Terier?
-Tak, znasz się na rasach psów?-zapytałam.
Wtedy Bartek wyjaśnił mi, że sam ma psa tej rasy. Powiedział, że wabi się Kampi. Kontynuowaliśmy jeszcze naszą psią rozmowę w drodze do parku. Na miejscu chodziliśmy z psiakiem na smyczy, ponieważ ja bałam się jeszcze spuścić ze smyczy Lusię. Po prostu uważałam, że jest jeszcze za mała, aby sama mogła chodzić po parku...
Po kilku godzinach rozmów i zabawy z psem postanowiliśmy wracać do domu.
-Odprowadzę cię-zaproponował.
Odpowiedziałam mu uśmiechem. Nie miałam nic przeciwko temu. Nawet było mi to na rękę, ponieważ bardzo lubiłam Bartka. Kiedy szliśmy usłyszałam znajome głosy za plecami:
-O! Patrzcie tylko kogo tu mamy! To nasza kochana Asiulka!
Obróciłam się na pięcie upokorzona przed nowym przyjacielem. To dziwne trochę, że dopiero co się poznaliśmy i już nazywałam Bartka przyjacielem... Chłopak ogromnie się zdziwił.
-Zobaczcie! Znalazła sobie jeszcze jakiegoś przydupasa!-dodała moja prześladowczyni.
W tamtej chwili poczerwieniałam ze złości.
-Nie mów do niego przydupas!-powiedziałam z zaciśniętymi pięściami.
Bartek złapał nagle za smycz mojego psa. Najwyraźniej bał się, że Lusia może mi się wyrwać i uciec.
-Będziesz mi tu rozkazywać?! Myślisz, że jeśli masz swojego przydupasa możesz mi podskoczyć?! Nas jest pięć, a was...
-Miałaś tak do niego nie mówić- przerwałam jej, bo zaczęło się we mnie już gotować.
-Hmm.. nic ci nigdy nie obiecywałam, więc nie mniej do mnie pretensji. Sama zaczęłaś...
Przerwałam jej po raz kolejny:
-JA?! Ja zaczęłam?! A kto przed chwilą się ze mnie nabijał?! Hmm?! TY! Ty cholerna, głupia żmijo! Zatruwasz mi życie! Odwal się wreszcie ode mnie raz na zawsze?! Nie chodzimy już to jednej szkoły, więc sobie odpuść! Mam cię dość!-nie wytrzymałam napięcia i musiałam to wszystko powiedzieć!
Dziewczyna w tamtej chwili także nie wytrzymała i zobaczyłam jak jej pięść zbliża się do mojej twarzy... zamknęłam oczy i poczułam okropny ból. Przewróciłam się i leżałam na chodniku stękając z bólu. Bartek przyskoczył do mnie od razu, a moje prześladowczynie uciekły w mgnieniu oka. Ludzie, którzy akurat tamtędy przechodzili zebrali się wokół mnie. Ktoś zadzwonił po karetkę i zabrali mnie do szpitala.
Po jakimś czasie obudziłam się. Bolała mnie głowa i nie wiedziałam gdzie jestem. Dopiero po jakichś pięciu minutach zaczęłam sobie wszystko przypominać. Spojrzałam na szybę przez, którą było widać szpitalny korytarz. Zauważyłam tak kogoś, ale żeby go rozpoznać musiałam założyć okulary. Tak, mam wadę wzroku i to dość poważną. Przed salą, w której leżałam stał Bartek. Uśmiechnęłam się do niego, a on otworzył drzwi i podszedł do mnie. Usiadł na krzesełku i złapał mnie za rękę.
-To moja wina... gdybym zareagował to skończyłoby się zupełnie inaczej...
-Wiesz dobrze, że to nie prawda!
-Właśnie, że prawda...a tak w ogóle skąd je znasz i czemu sobie z ciebie tak kpiły?!
-Siemka! Pamiętasz mnie jeszcze? Wczoraj się spotkaliśmy.
-Hej! Bartek?-zapytałam choć i tak wiedziałam, że to on.
-Tak. Miałabyś ochotę gdzieś się przejść?
-Jasne... może pójdziemy do parku?-zaproponowałam.
-Ok, będę za 15 minut u ciebie.
Zaproponowałam park, ponieważ chciałam wziąść ze sobą Lusię, a on jest na przeciwko mojego domu. Tak, mieszkam w centrum miasta i mam do wszystkiego dosyć blisko.
Nie upłynęło nawet umówione 15 minut, a Bartek dzwonił już do drzwi. Przypięłam, więc szybko smycz Lusi i pobiegłam z nią na rękach na dół.
-Wychodzę, pa-poinformowałam rodziców.
-Dobrze, tylko wróć na kolację, pa-krzyknęła mama z kuchni.
Spojrzałam przez wizjer, aby się upewnić, że to Bartek i otworzyłam mu drzwi.
-Cześć-przywitał się ze mną.
-Hej.
-Twój pies?
-Tak, dostałam ją dzisiaj od rodziców-wyjaśniłam zamykając furtkę.
-Jak się wabi?-dociekał Bartek.
-Lusia.
-Ładne imię-zamyślił się- czy to Jack Russell Terier?
-Tak, znasz się na rasach psów?-zapytałam.
Wtedy Bartek wyjaśnił mi, że sam ma psa tej rasy. Powiedział, że wabi się Kampi. Kontynuowaliśmy jeszcze naszą psią rozmowę w drodze do parku. Na miejscu chodziliśmy z psiakiem na smyczy, ponieważ ja bałam się jeszcze spuścić ze smyczy Lusię. Po prostu uważałam, że jest jeszcze za mała, aby sama mogła chodzić po parku...
Po kilku godzinach rozmów i zabawy z psem postanowiliśmy wracać do domu.
-Odprowadzę cię-zaproponował.
Odpowiedziałam mu uśmiechem. Nie miałam nic przeciwko temu. Nawet było mi to na rękę, ponieważ bardzo lubiłam Bartka. Kiedy szliśmy usłyszałam znajome głosy za plecami:
-O! Patrzcie tylko kogo tu mamy! To nasza kochana Asiulka!
Obróciłam się na pięcie upokorzona przed nowym przyjacielem. To dziwne trochę, że dopiero co się poznaliśmy i już nazywałam Bartka przyjacielem... Chłopak ogromnie się zdziwił.
-Zobaczcie! Znalazła sobie jeszcze jakiegoś przydupasa!-dodała moja prześladowczyni.
W tamtej chwili poczerwieniałam ze złości.
-Nie mów do niego przydupas!-powiedziałam z zaciśniętymi pięściami.
Bartek złapał nagle za smycz mojego psa. Najwyraźniej bał się, że Lusia może mi się wyrwać i uciec.
-Będziesz mi tu rozkazywać?! Myślisz, że jeśli masz swojego przydupasa możesz mi podskoczyć?! Nas jest pięć, a was...
-Miałaś tak do niego nie mówić- przerwałam jej, bo zaczęło się we mnie już gotować.
-Hmm.. nic ci nigdy nie obiecywałam, więc nie mniej do mnie pretensji. Sama zaczęłaś...
Przerwałam jej po raz kolejny:
-JA?! Ja zaczęłam?! A kto przed chwilą się ze mnie nabijał?! Hmm?! TY! Ty cholerna, głupia żmijo! Zatruwasz mi życie! Odwal się wreszcie ode mnie raz na zawsze?! Nie chodzimy już to jednej szkoły, więc sobie odpuść! Mam cię dość!-nie wytrzymałam napięcia i musiałam to wszystko powiedzieć!
Dziewczyna w tamtej chwili także nie wytrzymała i zobaczyłam jak jej pięść zbliża się do mojej twarzy... zamknęłam oczy i poczułam okropny ból. Przewróciłam się i leżałam na chodniku stękając z bólu. Bartek przyskoczył do mnie od razu, a moje prześladowczynie uciekły w mgnieniu oka. Ludzie, którzy akurat tamtędy przechodzili zebrali się wokół mnie. Ktoś zadzwonił po karetkę i zabrali mnie do szpitala.
Po jakimś czasie obudziłam się. Bolała mnie głowa i nie wiedziałam gdzie jestem. Dopiero po jakichś pięciu minutach zaczęłam sobie wszystko przypominać. Spojrzałam na szybę przez, którą było widać szpitalny korytarz. Zauważyłam tak kogoś, ale żeby go rozpoznać musiałam założyć okulary. Tak, mam wadę wzroku i to dość poważną. Przed salą, w której leżałam stał Bartek. Uśmiechnęłam się do niego, a on otworzył drzwi i podszedł do mnie. Usiadł na krzesełku i złapał mnie za rękę.
-To moja wina... gdybym zareagował to skończyłoby się zupełnie inaczej...
-Wiesz dobrze, że to nie prawda!
-Właśnie, że prawda...a tak w ogóle skąd je znasz i czemu sobie z ciebie tak kpiły?!
niedziela, 19 kwietnia 2015
Rozdział 3
-Asia... a ty?
-Bartek.
Bartek wziął mnie w pewnej chwili za rękę. Szliśmy do ławki(przynajmiej on mnie prowadził). Usiedliśmy na niej. Patrzył mi w oczy i po chwili milczenia powiedział:
-Asia to piękne imię... nie znałem jeszcze dziewczyny, która się tak nazywała...
Ponownie się zarumieniłam. Z każdą senkundą, którą patrzyłam się w jego oczy, a on w moje czułam, że coraz bardziej się zakochiwałam. Podkochiwałam się kiedyś w chłopcach z mojej szkoły, ale to było coś innego. Czułam motylki w brzuchu!
Patrzyliśmy się tak jeszcze dosyć długo, aż wreszcie Bartek rozpoczął rozmowę:
-Lubisz czytać książki?
-Tak i to bardzo-odparłam trochę onieśmielona.
- Ja też...-zamyślił się- czasami wydaje mi się, że kiedy czytam książkę jestem w innym świecie...
Rozmawialiśmy kilka godzin na różne tematy. Aż wreszcie spojrzałam za zegarek.
-Jak ten czas leci... już siedemnasta... muszę wracać do domu na kolację...
-Odprowadzę cię- zaproponował.
Zgodziłam się i poszliśmy. Przed furtką do mojego domu Bartek powiedział:
-Podasz mi swój numer telefonu? No wiesz... nie chciałbym cię już więcej nie zobaczyć...
Podyktowałam mu, więc mój numer i pożegnałam się z nim.
Podczas kolacji rodzice pytali się mnie czy to mój chłopak. Opowiedziałam, że nie, chociaż chciałabym żeby już nim bym. To było dziwne. Zakochałam się w zupełnie obcym chłopaku i... chciałam się z nim po prostu nie rozstawać...
Wieczorem długo pisałam z Julką. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami z rozmowy mojej z Bartkiem. Byłam wtedy taka szczęśliwa, że wreszcie mogę się tym z kimś podzielić! Jak dobrze jest mieć przyjaciółkę!
Następnego dnia obudziłam się tak jak zawsze i zrobiłam zwykłe, poranne czynności. Tylko, że tego dnia były one inne. Byłam taka radosta od świtu słońca, że miałam ochotę skakać ze szczęścia. Nigdy bym nie pomyślała, że zakochanie tak działa na człowieka! Po prostu odzyskałam chęć do życia! Kiedy już chciałam schodzić na dół, na śniadanie spojrzałam na klatkę Dusi, która stała na komodzie obok drzwi do mojego pokoju. Łza zakręciła mi się w oku. Strasznie tęskniłam za Dusią. W pewnej chwili podniosłam klatkę i schowałam ją do komody.
-Jak nie będę na nią patrzeć może powstrzymam się od płaczu...-myślałam.
Kiedy byłam już na dole tata najwyraźniej zdziwił się, że od samego rana mam taki dobry nastruj.
-O, Asia. Widzę, że jesteś w świetnym nastroju. Mam dla ciebie prezent.
-Naprawdę? Z jakiej okazji?-zdziwiłam się, ponieważ urodziny miałam za miesiąc.
-Tak bez okazji-uśmiechnął się-zamknij oczy i daj mi rękę.
Zrobiłam to co tata mi kazał. Zaprowadził mnie gdzieś. Wydawało mi się, że do garażu.
-Nie podglądaj jeszcze! Wystaw ręce...
Wystawiłam ręce i poczułam... futerko! Od razu otworzyłam oczy i zobaczyłam pieska!
-Ooo! Jaki słodki! I jest naprawdę mój?-nie dowierzałam własnym oczom.
-Tak-odpowiedział tata- jak chcesz ją nazwać?
-To jest ona? Więc może... Lusia!
-Brzmi bardzo podobnie jak Dusia... ale mi się bardzo podoba!
Przytuliłam tatę i powiedziałam:
-Dziękuję! Kocham cię... jesteś najlepszy...
Tata wziął jakieś pudełko i poszliśmy do kuchni. Tam uściskała mnie mama. Jej również podziękowałam. Powiedziałam jej, że psiak będzie się nazywać Lusia, a tata wręczył mi pudełko, które przyniósł z garażu. Były w nim zabawki, karma, miseczki i legowisko dla małej. Miseczki i karmę zostawiłam w kuchni, a resztę ustawiłam w moim pokoju oraz w korytarzu na dole. Byłam tak szczęśliwa, jak chyba jeszcze nigdy!
Po jakimś czasie zadzwoniłam do Julki. Chciałam, aby do mnie przyszła, ale niestety nie mogła... pojechała na badania krwi... trochę mnie to zasmuciło, ale pomyślałam sobie, że będę miała więcej czasu na oswojenie z nowym domem Lusi.
Kiedy przyjrzałam się dokładnie Lusi, udało mi się rozpoznać jej rasę. Lusia była Jack Russell Teriermem. Zawsze chciałam psa, który byłby tej rasy! W tamtej chwili naprawdę uwierzyłam, że marzenia się spełniają! Moje szczęście tego dnia nie znało granic!
Po południu zadzwonił do mnie telefon. Nie znałam tego numeru...
------------------------------------------------------------------------------------------
Hej Kochani! ;*
Już niedługo kolejny rozdział! :D
Zapraszam Was do lajkowania mojej stronki na fb oraz komentowania wpisów! :D Pamiętajcie to motywuje! ;) :)
-Bartek.
Bartek wziął mnie w pewnej chwili za rękę. Szliśmy do ławki(przynajmiej on mnie prowadził). Usiedliśmy na niej. Patrzył mi w oczy i po chwili milczenia powiedział:
-Asia to piękne imię... nie znałem jeszcze dziewczyny, która się tak nazywała...
Ponownie się zarumieniłam. Z każdą senkundą, którą patrzyłam się w jego oczy, a on w moje czułam, że coraz bardziej się zakochiwałam. Podkochiwałam się kiedyś w chłopcach z mojej szkoły, ale to było coś innego. Czułam motylki w brzuchu!
Patrzyliśmy się tak jeszcze dosyć długo, aż wreszcie Bartek rozpoczął rozmowę:
-Lubisz czytać książki?
-Tak i to bardzo-odparłam trochę onieśmielona.
- Ja też...-zamyślił się- czasami wydaje mi się, że kiedy czytam książkę jestem w innym świecie...
Rozmawialiśmy kilka godzin na różne tematy. Aż wreszcie spojrzałam za zegarek.
-Jak ten czas leci... już siedemnasta... muszę wracać do domu na kolację...
-Odprowadzę cię- zaproponował.
Zgodziłam się i poszliśmy. Przed furtką do mojego domu Bartek powiedział:
-Podasz mi swój numer telefonu? No wiesz... nie chciałbym cię już więcej nie zobaczyć...
Podyktowałam mu, więc mój numer i pożegnałam się z nim.
Podczas kolacji rodzice pytali się mnie czy to mój chłopak. Opowiedziałam, że nie, chociaż chciałabym żeby już nim bym. To było dziwne. Zakochałam się w zupełnie obcym chłopaku i... chciałam się z nim po prostu nie rozstawać...
Wieczorem długo pisałam z Julką. Opowiedziałam jej wszystko ze szczegółami z rozmowy mojej z Bartkiem. Byłam wtedy taka szczęśliwa, że wreszcie mogę się tym z kimś podzielić! Jak dobrze jest mieć przyjaciółkę!
Następnego dnia obudziłam się tak jak zawsze i zrobiłam zwykłe, poranne czynności. Tylko, że tego dnia były one inne. Byłam taka radosta od świtu słońca, że miałam ochotę skakać ze szczęścia. Nigdy bym nie pomyślała, że zakochanie tak działa na człowieka! Po prostu odzyskałam chęć do życia! Kiedy już chciałam schodzić na dół, na śniadanie spojrzałam na klatkę Dusi, która stała na komodzie obok drzwi do mojego pokoju. Łza zakręciła mi się w oku. Strasznie tęskniłam za Dusią. W pewnej chwili podniosłam klatkę i schowałam ją do komody.
-Jak nie będę na nią patrzeć może powstrzymam się od płaczu...-myślałam.
Kiedy byłam już na dole tata najwyraźniej zdziwił się, że od samego rana mam taki dobry nastruj.
-O, Asia. Widzę, że jesteś w świetnym nastroju. Mam dla ciebie prezent.
-Naprawdę? Z jakiej okazji?-zdziwiłam się, ponieważ urodziny miałam za miesiąc.
-Tak bez okazji-uśmiechnął się-zamknij oczy i daj mi rękę.
Zrobiłam to co tata mi kazał. Zaprowadził mnie gdzieś. Wydawało mi się, że do garażu.
-Nie podglądaj jeszcze! Wystaw ręce...
Wystawiłam ręce i poczułam... futerko! Od razu otworzyłam oczy i zobaczyłam pieska!
-Ooo! Jaki słodki! I jest naprawdę mój?-nie dowierzałam własnym oczom.
-Tak-odpowiedział tata- jak chcesz ją nazwać?
-To jest ona? Więc może... Lusia!
-Brzmi bardzo podobnie jak Dusia... ale mi się bardzo podoba!
Przytuliłam tatę i powiedziałam:
-Dziękuję! Kocham cię... jesteś najlepszy...
Tata wziął jakieś pudełko i poszliśmy do kuchni. Tam uściskała mnie mama. Jej również podziękowałam. Powiedziałam jej, że psiak będzie się nazywać Lusia, a tata wręczył mi pudełko, które przyniósł z garażu. Były w nim zabawki, karma, miseczki i legowisko dla małej. Miseczki i karmę zostawiłam w kuchni, a resztę ustawiłam w moim pokoju oraz w korytarzu na dole. Byłam tak szczęśliwa, jak chyba jeszcze nigdy!
Po jakimś czasie zadzwoniłam do Julki. Chciałam, aby do mnie przyszła, ale niestety nie mogła... pojechała na badania krwi... trochę mnie to zasmuciło, ale pomyślałam sobie, że będę miała więcej czasu na oswojenie z nowym domem Lusi.
Kiedy przyjrzałam się dokładnie Lusi, udało mi się rozpoznać jej rasę. Lusia była Jack Russell Teriermem. Zawsze chciałam psa, który byłby tej rasy! W tamtej chwili naprawdę uwierzyłam, że marzenia się spełniają! Moje szczęście tego dnia nie znało granic!
Po południu zadzwonił do mnie telefon. Nie znałam tego numeru...
------------------------------------------------------------------------------------------
Hej Kochani! ;*
Już niedługo kolejny rozdział! :D
Zapraszam Was do lajkowania mojej stronki na fb oraz komentowania wpisów! :D Pamiętajcie to motywuje! ;) :)
sobota, 18 kwietnia 2015
Rozdział 2.
Następnego dnia obudził mnie dzwoniący telefon. To była Julka:
-Hej! Czemu nie odpowiadasz na moje sms'y?
-Hej... spałam-odpowiedziałam nieco się rozbudziwszy.
-Wiesz, która godzina?! Już południe! Wstawaj!
-Co?!
-No tak! Ubieraj się, jedz śniadanie, a ja będę u ciebie za godzinę-powiedziała Julka, która była najwyraźniej zaskoczona, że jeszcze jestem w łóżku.
Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i... usłyszałam dwonek do drzwi! Julka przecież miała przyjść za pół godziny! Bardzo się zdziwiłam i szybko zeszłam na dół. Kiedy spojrzałam przez wizjer nikogo nie było. Otworzyłam drzwi, a na wycieraczce spostrzegłam... piękną, czerwoną różę!
-Ale kto by mógł ją tu położyć? A może...-myślałam- a może to ten chłopak! Niee... skąd by wiedział gdzie mieszkam...
Wstawiłam różę do wazonu i postawiłam ją na stoliku. Zjadłam śniadanie iusłyszałam po raz kolejny dzwonek do drzwi. Tym razem byłam pewna, że to Julka. Nie myliłam się.
-Hej- przywitała się ze mną.
-Hej...
-Coś się stało? Masz taką dziwną minę...-zapytała Julka, która zawsze wie, kiedy coś się ze mną dzieje.
-Wiesz... zastanawiam się kto mógł przynieść i położyć przed drzwiami różę...
-Dostałaś od kogoś różę?!
Pokazałam Julce ten kwiat i opowiedziałam jej o moich podejrzeniach kto mógł ją przynieść. Ona była pewna, że to był ten chłopak, który przyglądał mi się poprzedniego dnia. Po upływie jakiejś pół godziny rozmawianiu o nieznajomych chłopaku Julka zaproponowała, abyśmy poszły do sklepu. Obiecałam jej kilka dni wcześniej, że pomogę jej pomóc w wyborze prezentu dla Kacpra.
Na miejscu do Julki zadzwoniła mama i niestety musiała już wracać.
-Jutro kupimy ten prezent! Przepraszam, ale muszę iść, to nie moja wina. Pa.
-Pa.
Zostałam sama, więc z racji, że uwielbiam czytać książki poszłam do księgarni. Kupiłam tam pięć książek: trzy przygodowe i dwa romanse. Chciałam iść do parku poczytać, ale w pewnej chwili torebka, w której byłu moje zakupy pękła i wszystko leżało porozrzucane na podłode. Nawet się nie zorientowałam, kiedy zjawił się ten chłopak, który mnie wczoraj obserwował. Pomógł mi pozbierać wszystko. Staliśmy na przeciwko siebie patrząc sobie w oczy. On był ode mnie wyższy i jak przyjrzałam mu się z bliska wydał mi się niezwykle przystojny. Miał duże, brązowe oczy, szczuplą twarz i był blondynem tak samo jak ja. Staliśmy tak już chyba 15 minut i żadne z nas nie odwarzyło się odezwać. Wreszcie powiedziałam:
-Dziękuję za pomoc.
-Ależ proszę-odparł i uśmiechnął się- zawsze miło pomóc pięknej dziewczynie.
Myślałam, że się zarumieniłam. Jeszcze żaden chłopak nie mówił o mnie piękna dziewczyna. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa.
-Jak masz na imię?-zapytał cały czas się uśmiechając.
-Asia... a ty?
...
------------------------------------------------------------------------------------------
Hej Misiaki ;*
Będę trzymać Was w niecierpliwości :D tak zła ja :p ale nie martwcie się już niedługo kolejny rozdział ;)
-Hej! Czemu nie odpowiadasz na moje sms'y?
-Hej... spałam-odpowiedziałam nieco się rozbudziwszy.
-Wiesz, która godzina?! Już południe! Wstawaj!
-Co?!
-No tak! Ubieraj się, jedz śniadanie, a ja będę u ciebie za godzinę-powiedziała Julka, która była najwyraźniej zaskoczona, że jeszcze jestem w łóżku.
Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i... usłyszałam dwonek do drzwi! Julka przecież miała przyjść za pół godziny! Bardzo się zdziwiłam i szybko zeszłam na dół. Kiedy spojrzałam przez wizjer nikogo nie było. Otworzyłam drzwi, a na wycieraczce spostrzegłam... piękną, czerwoną różę!
-Ale kto by mógł ją tu położyć? A może...-myślałam- a może to ten chłopak! Niee... skąd by wiedział gdzie mieszkam...
Wstawiłam różę do wazonu i postawiłam ją na stoliku. Zjadłam śniadanie iusłyszałam po raz kolejny dzwonek do drzwi. Tym razem byłam pewna, że to Julka. Nie myliłam się.
-Hej- przywitała się ze mną.
-Hej...
-Coś się stało? Masz taką dziwną minę...-zapytała Julka, która zawsze wie, kiedy coś się ze mną dzieje.
-Wiesz... zastanawiam się kto mógł przynieść i położyć przed drzwiami różę...
-Dostałaś od kogoś różę?!
Pokazałam Julce ten kwiat i opowiedziałam jej o moich podejrzeniach kto mógł ją przynieść. Ona była pewna, że to był ten chłopak, który przyglądał mi się poprzedniego dnia. Po upływie jakiejś pół godziny rozmawianiu o nieznajomych chłopaku Julka zaproponowała, abyśmy poszły do sklepu. Obiecałam jej kilka dni wcześniej, że pomogę jej pomóc w wyborze prezentu dla Kacpra.
Na miejscu do Julki zadzwoniła mama i niestety musiała już wracać.
-Jutro kupimy ten prezent! Przepraszam, ale muszę iść, to nie moja wina. Pa.
-Pa.
Zostałam sama, więc z racji, że uwielbiam czytać książki poszłam do księgarni. Kupiłam tam pięć książek: trzy przygodowe i dwa romanse. Chciałam iść do parku poczytać, ale w pewnej chwili torebka, w której byłu moje zakupy pękła i wszystko leżało porozrzucane na podłode. Nawet się nie zorientowałam, kiedy zjawił się ten chłopak, który mnie wczoraj obserwował. Pomógł mi pozbierać wszystko. Staliśmy na przeciwko siebie patrząc sobie w oczy. On był ode mnie wyższy i jak przyjrzałam mu się z bliska wydał mi się niezwykle przystojny. Miał duże, brązowe oczy, szczuplą twarz i był blondynem tak samo jak ja. Staliśmy tak już chyba 15 minut i żadne z nas nie odwarzyło się odezwać. Wreszcie powiedziałam:
-Dziękuję za pomoc.
-Ależ proszę-odparł i uśmiechnął się- zawsze miło pomóc pięknej dziewczynie.
Myślałam, że się zarumieniłam. Jeszcze żaden chłopak nie mówił o mnie piękna dziewczyna. Byłam wtedy naprawdę szczęśliwa.
-Jak masz na imię?-zapytał cały czas się uśmiechając.
-Asia... a ty?
...
------------------------------------------------------------------------------------------
Hej Misiaki ;*
Będę trzymać Was w niecierpliwości :D tak zła ja :p ale nie martwcie się już niedługo kolejny rozdział ;)
piątek, 17 kwietnia 2015
1. Info
Hej Kociaki! ;*
Założyłam stronkę na fb, na której będę Was informować o różnych zmianach na blogu itp... :)
Nie będą tam oczywiście tylko informacje o postach na blogu! Będę tam również dodawać jakkeś moje refleksje, zdjęcia, konkursy i wiele, wiele innych :D
Zachęcam, więc do polubienia:
https://www.facebook.com/blogonastolatce?ref=hl#
Założyłam stronkę na fb, na której będę Was informować o różnych zmianach na blogu itp... :)
Nie będą tam oczywiście tylko informacje o postach na blogu! Będę tam również dodawać jakkeś moje refleksje, zdjęcia, konkursy i wiele, wiele innych :D
Zachęcam, więc do polubienia:
https://www.facebook.com/blogonastolatce?ref=hl#
1.
Było to pierwszego dnia wakacji. Wstałam jak zwykle w dni wolne ok. 9, wzięłam szybki prysznic i ubrałam się. Humor mi wtedy nie dopisywał... sama nawet nie wiedziałam czemu...
Kiedy się czesałam usłyszałam głos mamy:
- Asiu, śniadanie.
Zeszłam, więc na dół i usiadłam przy stole. Na śniadanie była jajecznica. Zjadłam ją czym prędzej, aby odejść od stołu. Czemu? Po prostu chciałam uniknąć rozmowy z rodzicami na temat mojego złego humoru. Niestety to się nie udało, ponieważ kiedy już chciałam wstać, tata powiedział:
-Ten smutek to z powodu Dusi?
(Dusia to był mój chomik, który odszedł na ,,ten lepszy świat`` kilka dni wcześniej)
- Można tak powiedzieć...-odparłam z niechęcią.
Tata widząc moją niechęć do rozmowy już o nic nie pytał i pozwolił mi odejść od stołu. Po chwili już leżałam na moim łóżku. Tęskniłam za Dusią, ale to nie było powodem mojego samopoczucia...
Leżałam tak dosyć długo rozmyślając nad sensem życia, aż wreszcie zadzwonił mój telefon.
- Hej!- odezwał się głos mojej najlepszej przyjaciółki, Julki.
-Hej
-A ty co tak kipisz entuzjazmem?- żartowała- masz jakieś plany na dzisiaj?
-No wiesz... chciałam poleżeć, porozmyślać... może coś poczytać...
-A może masz chęć przejść się po galerii?
-Może i mam chęć...
-No to za 20 min pod galerią!
Z racji, że mieszkam tuż obok galerii musiałam czekać na Julkę. Miałam trochę czasu, aby pomyśleć jeszcze trochę o sensie życia...
-Jaki życie ma w ogóle sens?! Po co mamy żyć skoro i tak nic ciekawego się nie dzieje... w sumie... pewnie to tylko ja mam takie życie... - myślałam.
W pewnej chwili mój wzrok przyciągną chłopak, który się mi przyglądał. Wydało mi się to dziwne, bo nikt (oprócz Julki) mnie nie lubi. Myślałam, że będę skrępowana, ale nawet mi się to podobało... Może dlatego, że jeszcze żaden chłopak się mi nie przyglądał.
Julka przyszła trochę spóźniona, ale to żadna nowość.
-Hej! Sory, że tak późno, ale musiałam jeszcze coś zrobić-odparła trochę zakłopotana.
-Hej! Czy przypadkiem nie zatrzymał cię Kacper?
-Oj no dobra masz mnie! Zadzwonił do mnie i się zagadałam trochę...
Znałam Julkę zbyt dobrze, aby nie domyślić się, że to był Kacper (to jej chłopak, zaczęli chodzić już w podstawówce! Dziwi mnie to, że jeszcze są razem, bo cały czas się kłócą, ale i tak nie wyobrażam sobie żeby się teraz rozstali).
-To idziemy?-zapytała.
-Nom.
Julka znalazła śliczną, różową sukienkę. Uznała, że będę w niej wyglądała bosko. Przymierzyłam ją. Była po prostu jak ulał!
-Wyglądasz w niej świetnie! Kup ją!
-Heh... Serio tak myślisz?
-No jasne! Na mnie by tak świetnie nie wyglądała. Musisz ją kupić!-entuzjazmowała się.
-No dobra!-odrzekłam i poszłyśmy do kasy.
Kiedy ekspedientka pakowała sukienkę ujrzałam tego chłopaka z przed galerii. Przyglądał mi się w ten sam sposób jak wcześniej! Julka najwyraźniej także do zobaczyła i kiedy wyszłyśmy ze sklepu powiedziała:
-Ej! Znasz go?
-Ale kogo?-udawałam, że nie wiem o kogo chodzi.
-No tego chłopaka! Przyglądał ci się. Chyba mu się spodobałaś!
Powiedziałam jej, że wcześniej też mi się przyglądał. Julka uznała, że muszę do niego zagadać. Z racji mojej nieśmiałości od razu odmówiłam. Przeszłyśmy się jeszcze trochę po sklepach, zjadłyśmy obiad i szybko zrobiło się późno, więc pożegnałyśmy się i wróciłam do domu.
Podczas kolacji myślałam tylko o tym nieznajomym chłopaku, który mi się przyglądał. Tata się ze mnie śmiał, że chyba się zakochałam, ale nie zwracałam na niego uwagi.
Później popisałam trochę z Julką na facebook'u i poszłam spać. Był tylko jeden problem. Nie mogłam usnąć! Cały czas myślałam o tych chłopaku!
-Kim on jest? Czy mu się podobam? Czy on mnie zna?-te pytania cały czas sobie zadawałam...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej Kochani! ;*
To jest mój pierwszy rozdział powieści, którą zamierzam tu napisać :) Napiszcie czy watro dalej pisać, czy to nie mam sensu ;)
PS: Chcielibyście, abym dodała takie jakby przedstawienie Asi? :D
Kiedy się czesałam usłyszałam głos mamy:
- Asiu, śniadanie.
Zeszłam, więc na dół i usiadłam przy stole. Na śniadanie była jajecznica. Zjadłam ją czym prędzej, aby odejść od stołu. Czemu? Po prostu chciałam uniknąć rozmowy z rodzicami na temat mojego złego humoru. Niestety to się nie udało, ponieważ kiedy już chciałam wstać, tata powiedział:
-Ten smutek to z powodu Dusi?
(Dusia to był mój chomik, który odszedł na ,,ten lepszy świat`` kilka dni wcześniej)
- Można tak powiedzieć...-odparłam z niechęcią.
Tata widząc moją niechęć do rozmowy już o nic nie pytał i pozwolił mi odejść od stołu. Po chwili już leżałam na moim łóżku. Tęskniłam za Dusią, ale to nie było powodem mojego samopoczucia...
Leżałam tak dosyć długo rozmyślając nad sensem życia, aż wreszcie zadzwonił mój telefon.
- Hej!- odezwał się głos mojej najlepszej przyjaciółki, Julki.
-Hej
-A ty co tak kipisz entuzjazmem?- żartowała- masz jakieś plany na dzisiaj?
-No wiesz... chciałam poleżeć, porozmyślać... może coś poczytać...
-A może masz chęć przejść się po galerii?
-Może i mam chęć...
-No to za 20 min pod galerią!
Z racji, że mieszkam tuż obok galerii musiałam czekać na Julkę. Miałam trochę czasu, aby pomyśleć jeszcze trochę o sensie życia...
-Jaki życie ma w ogóle sens?! Po co mamy żyć skoro i tak nic ciekawego się nie dzieje... w sumie... pewnie to tylko ja mam takie życie... - myślałam.
W pewnej chwili mój wzrok przyciągną chłopak, który się mi przyglądał. Wydało mi się to dziwne, bo nikt (oprócz Julki) mnie nie lubi. Myślałam, że będę skrępowana, ale nawet mi się to podobało... Może dlatego, że jeszcze żaden chłopak się mi nie przyglądał.
Julka przyszła trochę spóźniona, ale to żadna nowość.
-Hej! Sory, że tak późno, ale musiałam jeszcze coś zrobić-odparła trochę zakłopotana.
-Hej! Czy przypadkiem nie zatrzymał cię Kacper?
-Oj no dobra masz mnie! Zadzwonił do mnie i się zagadałam trochę...
Znałam Julkę zbyt dobrze, aby nie domyślić się, że to był Kacper (to jej chłopak, zaczęli chodzić już w podstawówce! Dziwi mnie to, że jeszcze są razem, bo cały czas się kłócą, ale i tak nie wyobrażam sobie żeby się teraz rozstali).
-To idziemy?-zapytała.
-Nom.
Julka znalazła śliczną, różową sukienkę. Uznała, że będę w niej wyglądała bosko. Przymierzyłam ją. Była po prostu jak ulał!
-Wyglądasz w niej świetnie! Kup ją!
-Heh... Serio tak myślisz?
-No jasne! Na mnie by tak świetnie nie wyglądała. Musisz ją kupić!-entuzjazmowała się.
-No dobra!-odrzekłam i poszłyśmy do kasy.
Kiedy ekspedientka pakowała sukienkę ujrzałam tego chłopaka z przed galerii. Przyglądał mi się w ten sam sposób jak wcześniej! Julka najwyraźniej także do zobaczyła i kiedy wyszłyśmy ze sklepu powiedziała:
-Ej! Znasz go?
-Ale kogo?-udawałam, że nie wiem o kogo chodzi.
-No tego chłopaka! Przyglądał ci się. Chyba mu się spodobałaś!
Powiedziałam jej, że wcześniej też mi się przyglądał. Julka uznała, że muszę do niego zagadać. Z racji mojej nieśmiałości od razu odmówiłam. Przeszłyśmy się jeszcze trochę po sklepach, zjadłyśmy obiad i szybko zrobiło się późno, więc pożegnałyśmy się i wróciłam do domu.
Podczas kolacji myślałam tylko o tym nieznajomym chłopaku, który mi się przyglądał. Tata się ze mnie śmiał, że chyba się zakochałam, ale nie zwracałam na niego uwagi.
Później popisałam trochę z Julką na facebook'u i poszłam spać. Był tylko jeden problem. Nie mogłam usnąć! Cały czas myślałam o tych chłopaku!
-Kim on jest? Czy mu się podobam? Czy on mnie zna?-te pytania cały czas sobie zadawałam...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej Kochani! ;*
To jest mój pierwszy rozdział powieści, którą zamierzam tu napisać :) Napiszcie czy watro dalej pisać, czy to nie mam sensu ;)
PS: Chcielibyście, abym dodała takie jakby przedstawienie Asi? :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)