piątek, 22 maja 2015

Rozdział 14

 Hej Mordeczki! <3
 Mam nadzieję, że rozdzialik się Wam spodoba :> Taki mi trochę słaby wyszedł :/ ale obiecuję, że następny będzie super ciekawy!!! ;p
Mam do Was takie jedno pytanko: Czy mielibyście coś przeciwko, gdybym sprowadziła taką zmianę perspektyw? :p Bo mam kilka niezłych pomysłów i z tym akcja toczyłaby się ciekawiej :) piszcie w komentarzach co sądzicie na ten temat!! ;D

-----------------------------------------------------------------------------------------


 Wakacyjny wyjazd w góry przebiegł dosyć spokojnie. Spędziłam dużo czasu w parku linowym. Co roku tam chodziłam. Uwielbiam to miejsce. Mogę się tam zupełnie zrelaksować, odpocząć i w ogóle. Niby nie przepadam za W-F, ale to było coś zupełnie innego... Dobra koniec o linach! Rodzice także odpoczęli od codziennych problemów. Co prawda tęskniłam za Bartkiem, ale każdego wieczoru rozmawiałam z nim przez Skype. Czas spędzony w Tatrach zleciał strasznie szybko. Byliśmy tam tydzień, a wydawało mi się, że tylko jeden dzień. Pewnie zastanawiacie się co z Lusią? Została u mojego chłopaka. Z nią się także stęskniłam. Nie mam jej jeszcze miesiąc, ale strasznie się z tą psinką zżyłam. Co cóż... człowiek pywiązuje się do ludzi i zwierząt... co poradzić?! Mimo, że czas zleciał mi szybko i w bardzo miłej atmosferze cieszyłam się z powrotu. Co jak co, ale w domu zawsze najpiej!
 Kiedy dotarliśmy do Gdańka od razu wspięłam się po schodach na górę. Zdjęłam po drodze buty, które wylądowały pod moim łóżkiem. Nie miałam na nic siły. Wyczerpała mniestrasznie długa podróż. W końcu to droga przez całą Polskę! I czemu ja się tu dziwię...Większość trasy przespałam i przegadałam z Bartkiem, ale i tak byłam wyczerpana. Usiadłam na łóżku, zdjęłam spodenki i okulary. Nie obchodziło mnie, że wsunęłam się pod kołdrę w koszulce, którą miałam na sobie cały dzień i to, że spodenki wylądowały w tym samym miejscu co moje obuwie. Po prostu chciało mi się strasznie spać! Usnęłam błyskawicznie!
 Obudziło mnie westchnięcie. Nie miałam ochoty wstawiać. Wydawało mi się, że jedzę na czymś twardym... Poczułam jak unoszę się do góry! Sapnęłam, a moje serce waliło niemiłosiernie. Otworzyłam oczy. Wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że tata niesie mnie na rękach!
-Obudziłem cię?-powiedział, ziewając tata.
-Emm... tak... gdzie mnie niesiesz?- mruknęłam. Byłam na tyle zaspana, że nie do końca zdawałam sobie sprawę gdzie jestem.
-Do twojego łóżka głuptasie! Spałaś na podłodze w kuchni! Najwyraźnej lunatykowałaś skoro nie wiesz...-zaśmiał się mój rodzic. W sumie... to miałoby sens... Ale jak to lunatykowałam?!
-Wiesz, że dałabym radę już sama dojść do łóżka?-mruknęm trochę zmieszana.
-Wiem... ale chcę mieć pewność-kiedy to powiedział roześmiałam się. Po chwili leżałam pod cieplutką połdrą.
-Dobranoc księżniczko- wyszeptał mi do ucha i pocałował mnie w czoło. Kiedy byłam mała zawsze tak mnie nazywał. Lubiłam to... i chyba nadal to lubię. Chociaż coraz rzadziej tak do mnie mówi. W końcu mam szesnaście lat! Niedługo siedemnaście! Co ja sobie w ogóle myślę?! Ehh... nie ważne...
 Tym razem obudził pocałunek w policzek. Moim oczom ukazał się Bartek! Uśmiechnęłam się na jego widok. On to odwzajemnił.
-Dzień dobry kochanie- powiedział chłopak i cmoknął mnie w usta. Rzuciłam mu się na szyję.
-Tak bardzo tęskniłam...-wyszeptałam, nadal się w niego wtulając.
-Ja też-mruknął Bartek- A nie tęskniłaś za kimś jeszcze?
Za kim ja jeszcze miałam tęsknić?! Zdziwiło mnie trochę jego pytanie, ale kiedy usłyszałamszczeknięcie wszystko stał się jasne.
-Lusia! Psinko moja chodź tu! Tęskniłaś za panią?-mała wskoczyła na łóżko, na którym ciągle siedziałam. Przytulałam się do niej i wydawało mi się, że ten psiak zaraz zwariuje ze szczęścia. Od razu widać było, że się stęskniła! Wariowała tak biegając po pokoju. Wraz z Bartkiem śmiałam się z niej. To wyglądało tak komicznie! Do naszego chichrania się dołączyli rodzice, kiedy ustali na proku i zobaczyli Lusię. Ona chyba nie zdawała sobie sprawy z własnej głupoty... odbijała się od wszystkich ścian i mebli, przeskakiwała przez wielkie poduchy i łóżko.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz