Nwm co dzisiaj tu napisać xD
Zapraszam na:
Wstałam o godzinie 8:29. Z racji, że wszyscy jeszcze byli w łóżkach, a ja nie mogłam usnąć postanowiłam trochę pobiegać. Ogarnęłam trochę włosy, które były tragicznie poplątane po moim śnie i pobudkach. Kiedy je rozczesywałam myślał, że wyrwę sobie wszystkie... ale koniec, końców udało mi się i zapletłam z nich warkocza. Ubrałam się w jaskrawą różową bokserkę, czarne leginsy do kolan, tego samego koloru cienką bluzę oraz moje ulubione buty sportowe. Zanim wyszłam z domu wzięłam ze sobą wodę do picia, telefon i słuchawki, bo co to za bieganie bez muzyki?!
Podczas biegu dużo myślałam o tym, jak wszystko potoczyło się szybko między mną, a Bartkiem. Znaliśmy się zaledwie kilka dni i już byłam jego dziewczyną. Sama nie wiem czy słusznie postąpiłam zgadzając się na to. Nie znam go długo, ale mam wrażenie, że jesteśmy co najmniej znajomymi od lat. Tak w sumie, gdybym nie poszła z Julką do tej galerii to Bartek nie przyglądałby się mi, to nie wiem co by teraz ze mną było. Dzięki temu chłopakowi odzyskałam chęć do życia! Moja najlepsza przyjaciółka już chyba nie miała siły, aby zmienić mój stosunek do świata... Ona zawsze dąży do celu, ale ze mną miała niezły kłopot, żebym była wreszcie szczęśliwa. Robiła praktycznie wszystko i nie zdziwiłabym się, że pojawienie się Lusi w moim domu było także sprawką Julii. Już wiem czego potrzebowałam do szczęścia-po prostu miłości chłopaka. Julka od lat próbowała znaleźć mi chłopaka i nie udało jej się to. Spotkanie z Bartkiem było istnym przypadkiem. Gdyby to nie nastąpiło, pewnie miałabym teraz depresję, nie wychodziłabym z domu i w ogóle...
Nieźle się zamyśliłam. W pewnej chwili poczułam, że ktoś złapał mnie za nadgarstek. Z moich ust wydobył się pisk. Nawet się nie zorientowałam, kiedy wylądowałam na ziemi. Na de mną stał nikt inny niż Bartek!
-Chcesz żebym tu zeszła?!-powiedziałam na co chłopak parsknął śmiechem.
-Miłe powitanie myszko-podał mi rękę, abym wstała-Przepraszam, ale miałaś za głośno muzykę i nie słyszałaś mnie.
-Zapomnę o tym, jak dasz mi buziaka-chłopak od razu spełnił moją prośbę.
-Biegniemy razem?-zaproponowałam.
-Na to właśnie liczyłem-zaśmiał się, a ja zrobiłam to samo. Ruszyliśmy w stronę plaży. Nasz bieg był dosyć wolny, ale po jakimś czasie dotarliśmy tam. O dziwo całą drogę żadne z nas się nie odezwało.
-Mysia.
-Tak misiu?
-Opowiesz mi swój sen-na te słowa łzy zebrały się w moich oczach. Niby to nie stało się na prawdę, ale ja i tak to ,,przeżywam".
-Jak już to może gdzie indziej-wyszeptałam.
-Ok-podeszłam bliżej wody. Patrzyłam się na miejsce ,,zetknięcia się" morza i nieba. Znowu się zamyśliłam. Tym razem myślałam o moim śnie... On był taki realistyczny! Jakby to się stało na prawdę. Nagle moje ciało przeszedł dreszcz. Spojrzałam na moje ubranie. Było całe mokre!
-Zabiję-wykrzyczałam w stronę Bartka i pobiegła za nim. Chłopak uciekał. Wreszcie go dogoniłam i przewróciłam. Był jeszcze bardziej mokry niż ja. Zasłużył sobie! Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, kiedy wyciskał sobie wodę w koszulki. Bartek podszedł do mnie, a ja uciekłam, bo wiedziałam, że odwdzięczy mi się tym samym. Biegłam w stronę miasta. Chciałam mu umknąć, ale niestety był ode mnie szybszy. Wziął mnie na ręce i wracał do morza.
-Puść mnie! Zostaw! Aaaa!-próbowałam się wyrywać, ale nie miałam przy nim szans. Ludzie, którzy przyszli na plażę patrzyli się na nas jak na wariatów. Jedna babka powiedziała do jakiegoś faceta:
-A ty nawet po ślubie nie chciałeś mnie wnieść do domu!
Barek po prostu wrzucił mnie do wody. Wtedy nie wyglądałam lepiej od niego. Jeszcze jakiś czas oblewaliśmy się nawzajem, ale nasze siły szybko zostały wyczerpane.
-Idziemy do mnie? Mam blisko-zaproponował chłopak.
-Możemy, tylko... ja trochę boję się co powiedzą o mnie twoi rodzice-tak, jesteśmy ze sobą nie cały miesiąc, a ja nie znam jeszcze jego rodziców...
-Nie martw się słonko. Oni bardzo chcą cię poznać-uśmiechnął się-to idziemy?
Nieźle się zamyśliłam. W pewnej chwili poczułam, że ktoś złapał mnie za nadgarstek. Z moich ust wydobył się pisk. Nawet się nie zorientowałam, kiedy wylądowałam na ziemi. Na de mną stał nikt inny niż Bartek!
-Chcesz żebym tu zeszła?!-powiedziałam na co chłopak parsknął śmiechem.
-Miłe powitanie myszko-podał mi rękę, abym wstała-Przepraszam, ale miałaś za głośno muzykę i nie słyszałaś mnie.
-Zapomnę o tym, jak dasz mi buziaka-chłopak od razu spełnił moją prośbę.
-Biegniemy razem?-zaproponowałam.
-Na to właśnie liczyłem-zaśmiał się, a ja zrobiłam to samo. Ruszyliśmy w stronę plaży. Nasz bieg był dosyć wolny, ale po jakimś czasie dotarliśmy tam. O dziwo całą drogę żadne z nas się nie odezwało.
-Mysia.
-Tak misiu?
-Opowiesz mi swój sen-na te słowa łzy zebrały się w moich oczach. Niby to nie stało się na prawdę, ale ja i tak to ,,przeżywam".
-Jak już to może gdzie indziej-wyszeptałam.
-Ok-podeszłam bliżej wody. Patrzyłam się na miejsce ,,zetknięcia się" morza i nieba. Znowu się zamyśliłam. Tym razem myślałam o moim śnie... On był taki realistyczny! Jakby to się stało na prawdę. Nagle moje ciało przeszedł dreszcz. Spojrzałam na moje ubranie. Było całe mokre!
-Zabiję-wykrzyczałam w stronę Bartka i pobiegła za nim. Chłopak uciekał. Wreszcie go dogoniłam i przewróciłam. Był jeszcze bardziej mokry niż ja. Zasłużył sobie! Nie mogłam wytrzymać ze śmiechu, kiedy wyciskał sobie wodę w koszulki. Bartek podszedł do mnie, a ja uciekłam, bo wiedziałam, że odwdzięczy mi się tym samym. Biegłam w stronę miasta. Chciałam mu umknąć, ale niestety był ode mnie szybszy. Wziął mnie na ręce i wracał do morza.
-Puść mnie! Zostaw! Aaaa!-próbowałam się wyrywać, ale nie miałam przy nim szans. Ludzie, którzy przyszli na plażę patrzyli się na nas jak na wariatów. Jedna babka powiedziała do jakiegoś faceta:
-A ty nawet po ślubie nie chciałeś mnie wnieść do domu!
Barek po prostu wrzucił mnie do wody. Wtedy nie wyglądałam lepiej od niego. Jeszcze jakiś czas oblewaliśmy się nawzajem, ale nasze siły szybko zostały wyczerpane.
-Idziemy do mnie? Mam blisko-zaproponował chłopak.
-Możemy, tylko... ja trochę boję się co powiedzą o mnie twoi rodzice-tak, jesteśmy ze sobą nie cały miesiąc, a ja nie znam jeszcze jego rodziców...
-Nie martw się słonko. Oni bardzo chcą cię poznać-uśmiechnął się-to idziemy?
Czytasz=Komentujesz!!! ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz