Hej Kaczory <3
Uwierzycie, że w opowiadaniu minęło dopiero 14 dni?! Przed chwilą to sobie policzyłam i muszę Wam się przyznać, że jestem w szoku xD Myślała!, że zleciało już dużo więcej czasu! xD w sensie, w opowiadaniu... xD Czyli jest gdzieś 10 lipiec :p Ją tu kurcze już się bałam, że urodzinki Asi tuż, tuż, a tu jeszcze tyle czasu...
W ogóle jakby ktoś się zastanawiał jak ma na nazwisko nasza główną bohaterka to: Joanna Nuciak. Tak sobie wymyśliłam i tak jest xD
Rozdział wyszedł mi dziwnie długi... Pisałam go ze 2 godziny! I wszystko jasne... xD
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Jasne... Skoro chcesz to mogę-westchnął chłopak. Żałuję, że o to spytałam... Ale ciekawość niestety musiała wziąć górę. Jestem takim człowiekiem, który musi wszystko wiedzieć. To jest jedna z moich cech, której nie lubię.
-Przepraszam... Nic nie mów, pewnie to dla ciebie ciężki temat- spuściłam głowę.
-I tak ci opowiem...W ogóle mam na imię Daniel, mam 20 lat. Od kąd tylko pamiętam wszyscy wciskali mi, że moi rodzice nie żyją, że zmarli kilka dni po moich narodzinach w wypadku samochodowym. Nigdy nie chciałem w to uwierzyć, ale cóż... Żadne inne wyjaśnienie, dlaczego mnie ktoś oddał jakoś tak nie pasowało... Kiedy miałem 4 lata udało mi się znaleźć dom. Strasznie się cieszyłem, że wreszcie będę miał rodzinę, że wreszcie ktoś mnie pokocha. Kiedy tylko przekroczyłem próg nowego domu coś wydawało mi się nie tak, ale nie zwracałem na to kompletnie uwagi, bo przecież byłem małym dzieckiem i nic jeszcze nie zrozumiałem. Pierwszego dnia była sielanka. Wszystko ok, jakieś tam zabawy, poznawanie nowego otoczenia, wygłupy... Następnego dnia niechcący potłukłem jakiś wazon i nie dość, że macocha się na mnie wyderła, to jeszcze ojczym przyłożył mi paskiem. Tak było dzień w dzień, tylko że bez powodu. Coś tam sobie wymyślili i mnie bili. Kilka lat później było jeszcze gorzej. Kiedy miałem jakieś 12, 13 lat zaczęli pić, bo umarł ojciec mojej macochy. Wiem, że to dziwne, że spowodu jednej osoby z rodziny się załamali, ale to on nas utrzymywał. On za wszystko płacił, bo oni nie umieli znaleźć sobie pracy. Żadna im nie pasowała... Wtedy dostawałem jeszcze mocniej. Nie było na nic pieniędzy, bo rodzice byli wiecznie pijani i nie mieli oczywiście pracy.Starałem się jakoś utrzymać nas. Sprzedawałem co jakiś czas butelki po alkoholu, kosiłem trawniki w sąsiedztwie i takie różnw drobne rzeczy. Jeszcze kilka osób trochę pomagało nam, a przede wszystkim mnie finansowo. Sam nie wiem jak to przetrwałem, ale jakiś miesiąc przed moją osiemnastą, czyli wolnością dom spłonął. Byli w nim rodzice... Czyli znowu zostałem sierotą... Jeszcze przed ich śmiercią w szkole wszyscy sobie ze mnie kpili. Wyzywali mnie od żebraków i cweli. Niby wszyscy wiedzieli co się działo w moim domu, ale nikt nic z tym nie zrobił... Musiałem sobie ze wszystkim dać radę sam... Kiedy ukończyłem te 18 lat, znalazłem sobie pracę, wynająłem mieszkanie. Żyłem tak sobie skromnie, znalazłem przyjaciół, a nawet dziewczynę, którą pokochałem. W między czasie udało mi się znaleźć prawdziwą matkę... naszą matkę-uśmiechnął się, a po jego policzku spłynęłałza-któregoś dnia zaczepiłem naszą mamę na ulicy i powiedziałem jej, że jestem jej synem i w ogóle... na początku nie chciała uwierzyć... Chciała żebym trzymał się od ciebie z daleka. Z trudem udało mi się to wypełniać, ale i tak obserwowałem cię. Widziałem cię wiele razy jak płaczesz, jak cię wyzywają... Przed zakończeniem roku szkolnego nie wytrzymałem i jak uciekłaś poszedłem do grupki, która cię wyśmiewała i... z dwoma kolesiami się pobiłem...
-Pewnie z Markiem i Kubą...-przerwałam mu.
-No i dziś tu przyszłem i... Sama wiesz...-zakończył na co ją kiwnęłam głową. Podczas tej opowieści nie mogłam zatamować łez... To takie straszne... Ja chyba bym sobie nie dała rady... Po tym wszystkim wyszedł na prostą...
-Daniel...
-Hmm?
-Dziękuję-powiedziałam i przytuliłam się do niego.
-Ale za co?
-Za to, że uratowałeś mi życie... Gdyby nie ty nie siedziałabym tu teraz... Głupio zareagowałam...
Mój brat odwzajemnił uścisk i odparł:
-To był mój obowiązek... Teraz zawsze będę cię chronić siostrzyczko...
Następnego dnia:
Obudziłam się o 12:04. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i zjadłam śniadanie, które składało się z płatków z mlekiem. Jak dobrze, że rodzice są w pracy... Wczorajszego wieczoru nie rozmawiałam z nimi, bo po prostu i nie chciałam, i nie miałam siły... Nadal jestem na nich zła, że to przedemną ukrywali...
Kiedy skończyłam śniadanie porozmawiałam z Liwią na temat mojego wczorajszego spotkania z bratem. Nie pytała o dużo, ale ja i tak wszystko szczegółowo opowiedziałam.
-Idziemy do ogrodu?-zaproponowała moja przyjaciółka. Nie miałam nic przeciwko temu, więc kiwnęłam głową.
-To ja idę po koc-powiedziałam i udałam się do przedpokoju. Znalazłam w szafie przedmiot i poszłam do ogrodu. Liwia siedziała już na trawie, miała różowe okulary przeciwsłoneczne na nosie i bawiła się z Lusią.
-Panienka już może się położyć na kocyku-odparłam, kiedy udało mi się go rozłożyć.
-A pani też raczy się powylegiwać?-powiedziała Liwka.
-Oczywiście-położyłam się obok przyjaciółki-Mamy wspaniałą pogodę na opalanie się, nie uważasz panienko?
To, że koc znajdował się pod drzewem to tylko szczegół...
-Jest wspaniała! Pani pozwoli, że na chwilę oddalę się do toalety.
-Niech panienka się pośpieszył, bo panienka nie zdąrzy, jak się będzie panienka tak wlokła-roześmiałam się, kiedy dziewczyna szła bardzo powoli w stronę domu. Ona także zaczęła się śmiać i jeszcze bardziej zwolniła tępo.
-Dobra, bo się zsikam-pisnęła i pobiegła już do domu. Ja w tym czasie ułożyłam się wygodniej i wybrałam pozycję na brzuchu.
-Cześć-usłyszałam znajomy głos... Tylko nie mogłam sobie przypomnieć do kogo on należy...
hejooo, fajny blog :3 wpadnij do mnie Takaprawdziwa-jas.blogspot.com
OdpowiedzUsuń