środa, 29 kwietnia 2015

Rozdział 7.

 W tym pudełku była sukienka przez, którą o mało nie zostałam zrzucona ze schodów. Była cała podarta i po prawej stronie było widać plamy po krwi.
-Aśka! Po co ty ją jeszcze trzymasz?!-zdenerwowała się Julka. Szczerze mówiąc sama nie widziałam dlaczego jej nie spaliłam ani je wyrzuciłam... Milczałam, a moi przyjaciele się we mnie wpatrywali. Poleciała kolejna łza... wzięłam tą sukienkę i poszłam do kuchni. Miałam mnóstwo myśli w głowie... Kiedy byłam już na dole wzięłam zapalniczkę i wyszłam do ogrodu.
-Aśka! Co ty chcesz zrobić?!-pytali zdziwieni Bartek i Julka. Nie odzywałam się. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam co... To było dziwne... Stałam na środku ogródka i myślałam czy ją spalić, czy nie. Myśli w mojej głowie się kłębiły. Powracały okropne wspomnienia, te żarty dziewczyn ze szkoły, ten wstyd przed całą szkoła, te wszystkie kpiny! Miałam tego już dosyć i przycisnęłam przycisk, który znajdował się na zapalniczce, zamknęłam oczy... ale nie miałam odwagi zbliżyć ognia do zmasakrowanej sukienki... te uczucia, które mi wtedy towarzyszyły były okropne. W pewnej chwili mój palec zsunął się z przycisku, który wzniecał ogień...
-Chcesz ją spalić?-zapytał wreszcie Bartek po długiej chwili milczenia. Przytaknęłam głową. Byłam cała roztrzęsiona. Sama już nie widziałam czego chcę... łzy zaczęły lecieć z moich oczu strumieniami. Chciałam je zatamować, ale nie mogłam. Nigdy jeszcze nie czułam czegoś takiego... w końcu po upływie jakichś piętnastu minut wahania płomień zapalniczki znowu zabłysł i zbliżył się bardzo blisko ubrania. Moi przyjaciele patrzyli na mnie z niepokojem i chyba wyczekiwali wielkiego momentu, który przedłużał się z każdą chwilą. Aż wreszcie przysunęłam zapalniczkę na tyle blisko, aby materiał zaczął się palić. Poczułam niewiarygodną ulgę.
-Puść ją, bo się poparzysz...-szepnęła Julka i pobiegła do domu. W tym czasie kiedy jej nie było Bartek zbliżył się do mnie i złapał mnie za rękę. Nie wiedziałam nawet kiedy to się stało, ale przybliżyłam się jeszcze bliżej chłopaka i przytuliłam go, a on mnie... Julka wróciła chybko. Niosła w ręku butelkę wody. Najwyraźniej nie chciała, aby coś więcej spłonęło. Moja przyjaciółka przybliżyła się do mnie i położyła rękę na moich plecach. Patrzyliśmy się tak na ogień, aż nie spaliło się wszystko... dokładnie wszystko... cały żal, cały ból i rozpacz... wreszcie zastała radość! Czułam to! Kiedy widowisko się skończyło, Julka polała resztki mojego rozgoryczenia wodą, która sprawiła, że nic już nie pozostało... Wtedy zagościł uśmiech na mojej twarzy... uśmiech, który był zupełnie szczery...

 Obudziłam się o wschodzie słońca... ale ten poranek był inny niż zwykle... był przepełniony radością! Wykonałam codzienne czynności, ale nadal wszyscy w domu jeszcze spali, więc postanowiłam wykąpać Lusię. To była jej pierwsza kąpiel odkąd  znalazła się w moim domu. Byłam mile zaskoczona, ponieważ myślałam, że psiak będzie się wyrywał, a było zupełnie na odwrót... Lusia najwyraźniej kochała kąpiele! Bawiłam się z nią w wannie zabawką, która piszczała i byłam niezmiernie zdziwiona, że nikogo nie obudziłyśmy.
 Mama zawołała mnie na śniadanie. Zeszłam na dół w podskokach.
-Asiu, widzę, że masz świetny humor-uśmiechnęła się mama-przyszedł wczoraj Bartek?
-Tak, przecież pytałam się ciebie czy mogę go zaprosić... przyszła jeszcze Julka.
-Chyba się dobrze bawiliście-zaśmiał się tata.
 Zjadłam śniadanie i nadzwyczaj dużo rozmawiałam podczas niego z rodzicami. Później poszłam do ogrodu i bawiłam się z Lusią. Nauczyłam jej komendy ,,aport''. Byłam z niej bardzo dumna, że udało jej się ją tak szybko opanować. Kiedy leżałam z psiakiem wykończona na trawie usłyszałam głos mamy:
-Asiu, twój kolega przyszedł!-podniosłam głowę z ziemi i zobaczyłam chłopaka, który idzie w moją stronę. Uśmiechał się do mnie, a ja odwzajemniałam ten gest. Kiedy był już dosyć blisko usiadłam nie przestając się uśmiechać.
-Siemka! Widzę, że po wczoraj masz wyśmienity nastrój!-zaśmiał się Bartek.
-Hej! No wiesz... odżyłam!- byłam z siebie zadowolona. Wreszcie udało mi się pozbyć złych wspomnień! Chłopak usiadł koło mnie. Dopiero w tamtej chwili zauważyłam, że miał ze sobą deskorolkę.
-Jeździsz na desce?
-Tak, a ty na czymś jeździsz?-nie była zdziwiona jego pytaniem, ponieważ właśnie sobie pomyślała, że może Bartek chce mnie zaprosić na przejażdżkę do skateparku.
-Na rolkach-uśmiechnęłam się.
-A może masz ochotę się gdzieś przejechać?-jestem jasnowidzem!

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hej Miśki! ;*
Informuję, że od tego wpisu nie daję tytułów rozdziałom tylko piszę jego numerek, ponieważ zmienił się trochę wygląd bloga i te tytuły są tak, że każda literka jest w oddzielnej linijce xD ;P
 Mam nadzieję, że ten rozdział Wam się spodobał, ponieważ ten początek pisałam tak... sama nawet nie umiem tego określić, ale uważam, że ten początek jest bardzo emocjonalny :)
Zapraszam do komentowania, pamiętajcie to pomaga mojej wenie! :D

1 komentarz: