Nie znałam tego numeru, więc pomyślałam, że to może dzwonić Bartek.
-Siemka! Pamiętasz mnie jeszcze? Wczoraj się spotkaliśmy.
-Hej! Bartek?-zapytałam choć i tak wiedziałam, że to on.
-Tak. Miałabyś ochotę gdzieś się przejść?
-Jasne... może pójdziemy do parku?-zaproponowałam.
-Ok, będę za 15 minut u ciebie.
Zaproponowałam park, ponieważ chciałam wziąść ze sobą Lusię, a on jest na przeciwko mojego domu. Tak, mieszkam w centrum miasta i mam do wszystkiego dosyć blisko.
Nie upłynęło nawet umówione 15 minut, a Bartek dzwonił już do drzwi. Przypięłam, więc szybko smycz Lusi i pobiegłam z nią na rękach na dół.
-Wychodzę, pa-poinformowałam rodziców.
-Dobrze, tylko wróć na kolację, pa-krzyknęła mama z kuchni.
Spojrzałam przez wizjer, aby się upewnić, że to Bartek i otworzyłam mu drzwi.
-Cześć-przywitał się ze mną.
-Hej.
-Twój pies?
-Tak, dostałam ją dzisiaj od rodziców-wyjaśniłam zamykając furtkę.
-Jak się wabi?-dociekał Bartek.
-Lusia.
-Ładne imię-zamyślił się- czy to Jack Russell Terier?
-Tak, znasz się na rasach psów?-zapytałam.
Wtedy Bartek wyjaśnił mi, że sam ma psa tej rasy. Powiedział, że wabi się Kampi. Kontynuowaliśmy jeszcze naszą psią rozmowę w drodze do parku. Na miejscu chodziliśmy z psiakiem na smyczy, ponieważ ja bałam się jeszcze spuścić ze smyczy Lusię. Po prostu uważałam, że jest jeszcze za mała, aby sama mogła chodzić po parku...
Po kilku godzinach rozmów i zabawy z psem postanowiliśmy wracać do domu.
-Odprowadzę cię-zaproponował.
Odpowiedziałam mu uśmiechem. Nie miałam nic przeciwko temu. Nawet było mi to na rękę, ponieważ bardzo lubiłam Bartka. Kiedy szliśmy usłyszałam znajome głosy za plecami:
-O! Patrzcie tylko kogo tu mamy! To nasza kochana Asiulka!
Obróciłam się na pięcie upokorzona przed nowym przyjacielem. To dziwne trochę, że dopiero co się poznaliśmy i już nazywałam Bartka przyjacielem... Chłopak ogromnie się zdziwił.
-Zobaczcie! Znalazła sobie jeszcze jakiegoś przydupasa!-dodała moja prześladowczyni.
W tamtej chwili poczerwieniałam ze złości.
-Nie mów do niego przydupas!-powiedziałam z zaciśniętymi pięściami.
Bartek złapał nagle za smycz mojego psa. Najwyraźniej bał się, że Lusia może mi się wyrwać i uciec.
-Będziesz mi tu rozkazywać?! Myślisz, że jeśli masz swojego przydupasa możesz mi podskoczyć?! Nas jest pięć, a was...
-Miałaś tak do niego nie mówić- przerwałam jej, bo zaczęło się we mnie już gotować.
-Hmm.. nic ci nigdy nie obiecywałam, więc nie mniej do mnie pretensji. Sama zaczęłaś...
Przerwałam jej po raz kolejny:
-JA?! Ja zaczęłam?! A kto przed chwilą się ze mnie nabijał?! Hmm?! TY! Ty cholerna, głupia żmijo! Zatruwasz mi życie! Odwal się wreszcie ode mnie raz na zawsze?! Nie chodzimy już to jednej szkoły, więc sobie odpuść! Mam cię dość!-nie wytrzymałam napięcia i musiałam to wszystko powiedzieć!
Dziewczyna w tamtej chwili także nie wytrzymała i zobaczyłam jak jej pięść zbliża się do mojej twarzy... zamknęłam oczy i poczułam okropny ból. Przewróciłam się i leżałam na chodniku stękając z bólu. Bartek przyskoczył do mnie od razu, a moje prześladowczynie uciekły w mgnieniu oka. Ludzie, którzy akurat tamtędy przechodzili zebrali się wokół mnie. Ktoś zadzwonił po karetkę i zabrali mnie do szpitala.
Po jakimś czasie obudziłam się. Bolała mnie głowa i nie wiedziałam gdzie jestem. Dopiero po jakichś pięciu minutach zaczęłam sobie wszystko przypominać. Spojrzałam na szybę przez, którą było widać szpitalny korytarz. Zauważyłam tak kogoś, ale żeby go rozpoznać musiałam założyć okulary. Tak, mam wadę wzroku i to dość poważną. Przed salą, w której leżałam stał Bartek. Uśmiechnęłam się do niego, a on otworzył drzwi i podszedł do mnie. Usiadł na krzesełku i złapał mnie za rękę.
-To moja wina... gdybym zareagował to skończyłoby się zupełnie inaczej...
-Wiesz dobrze, że to nie prawda!
-Właśnie, że prawda...a tak w ogóle skąd je znasz i czemu sobie z ciebie tak kpiły?!
kocham twoje opowiadania <3
OdpowiedzUsuńCieszę się, że Ci się podoba :D :)
Usuńkocham twoje opowiadania <3
OdpowiedzUsuń